Sandra Bullock zmienia swoje życie

Przy okazji tego tematu - sen a nauka języków - przychodzi mi na myśl oryginalny tytuł filmu "Ja Cię kocham a Ty śpisz" - "While You Were Sleeping", czyli dosłownie "kiedy ty spałeś/spałaś." To romantyczna komedia z Sandrą Bullock i Billem Pullmanem, którzy zakochują się w sobie i mimo kilku przeciwności losu udaje im się w końcu być razem... Zaraz, a gdzie ten sen?


slowlingo, nauka języków, sen a nauka, jak się uczyć

No właśnie, gdzie? W filmie prawie wszystko dzieje się poza tytułowym bohaterem, który jest w śpiączce (to właśnie on śpi) i fabuła filmu faktycznie odbiega od myślowych procesów oraz snu jako tako. Pomimo tego, film doskonale obrazuje to, jak wiele rzeczy wydarza się właśnie gdy śpimy. Jeśli jeszcze go nie widzieliście to polecam, miła lekka rozrywka. 

Kiedy Ty śpisz...

Dywagując o roli snu w naszym życiu przychodzą do głowy następujące pytania:
Co dzieje się w naszej głowie, gdy śpimy? Jakie mniej lub bardziej szalone procesy kognitywne zachodzą w naszym mózgu? Jakie to ma znaczenie dla jakości naszej nauki języków? 
O roli i wadze snu w kontekście ogólnie rozumianego zdrowego stylu życia mówi się od bardzo dawna. Niewyspani nie możemy się skoncentrować, jesteśmy rozdrażnieni, mamy spowolnione reakcje. Zmęczenie i brak snu wpływa zatem bezpośrednio  na nasze reakcje motoryczne.

Sen ma jednak także kluczowe znaczenie w procesie przyswajania informacji. O tym, że brak snu skutecznie przeszkadza w efektywnej nauce języków pisałam także w moim bezpłatnym mailowym kursie "5 kroków do skutecznej nauki języków". Możecie się na niego zapisać tutajAle co dokładnie dzieje się w naszym mózgu podczas snu? Dlaczego jest on aż tak istotny w uczeniu się? 

Z pewnością doskonale znacie stwierdzenie, by przespać się z problemem czy zagwozdką, a rano z pewnością wyda ona się mniej uciążliwa, a być może nawet pojawi się rozwiązanie. Tak faktycznie się dzieje. Z czego to wynika?

To właśnie podczas snu nasz mózg procesuje nowe informacje i przekazuje je z hipokampu (części mózgu odpowiedzialnej za pamięć i konsolidowanie informacji właśnie) do kory nowej (odpowiedzialnej m.in. za przechowywanie starszych informacji oraz funkcje językowe).

W praktyce oznacza to, że podczas snu nasz mózg łączy nowe informacje z istniejącymi już, tworząc logiczne powiązania. Często, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, wyszukuje i podpowiada rozwiązania do nowych problemów. Stąd rozwiązanie trudności pojawiające się rano.

Przeprowadzono szereg badań, które udowodniły, że sen wspiera rozwiązywanie trudnych problemów oraz podejmowanie decyzji (analogicznie - podczas snu analizowane są opcje na podstawie poprzednich doświadczeń i łatwiej nam zdecydować w trudnej kwestii). 

Ok, to wiemy już jak to działa. Ale jak dokładnie przekłada się to na naukę języków?

Główka pracuje... kiedy śpi

Informacje, które przyswoimy za dnia, są przetwarzane oraz analizowane podczas nocnego snu. Nowe wiadomości, na przykład słówka, czy zawiłości gramatyczne są wiązane ze wcześniej przepracowanymi treściami. 

Nowe słownictwo jest kojarzone w tym już znanym i w ten sposób przyswajane - trochę na zasadzie mnemotechniki. Gramatyka jest analizowana i również przekładana na znane schematy znaczeniowe, dzięki czemu nie do końca jasne koncepty stają się bardziej zrozumiałe, bo mózg odwołuje się do już znanych, nieuświadomionych mechanizmów strukturalnych. 

Dlatego tak ważne jest, by nowo nauczony materiał powtarzać przed snem. Gdy zaśniemy, mózg przetwarza te najświeższe informacje i pracuje nad nimi. 

Uwaga: sposób, w jaki powtarzamy materiał też ma znaczenie. Pamiętajcie by unikać iluzji uczenia się i powtarzać materiał aktywnie przywołując go.

Kąpiel dla mózgu

Samo procesowanie informacji to nie wszystko, co dzieje się w mózgu podczas nocnego snu. Niezwykle istotny jest proces oczyszczania się mózgu z toksyn, które wytworzyły się z nim podczas dnia. Brak lub niewystarczająca ilość snu powodują, że mózg funkcjonuje gorzej. Stąd także , poza zwykłym zmęczeniem, wspomniane wcześniej problemy z koncentracją i procesami kognitywnymi. 

Gdy uświadomię sobie, że przez niewysapanie w mojej głowie zalegają jakieś paskudne toksyny, od razu mam ochotę położyć się spać, a Wy?

Ile snu?

To kontrowersyjne pytanie. Znam osoby, które twierdzą, że wystarczą im 4 godziny snu nocnego i funkcjonują w miarę normalnie. Znam osoby, które próbowały spać według snu polifazowego i nie kojarzyły co się dzieje - taki sen stosowany na dłuższą metę upośledza funkcje poznawcze i reakcje.

Najczęściej pisze się o minimum 7 godzinach nieprzerwanego snu nocnego. Taki sen umożliwia maksymalne wykorzystanie potencjału naszego mózgu i jest najzdrowszy. Osobiście  w tym momencie nie udaje mi się wyegzekwować tylu godzin snu i czasem odczuwam skutki jego braku. Liczę jednak, że wkrótce uda mi się spać po 8 godzin bez zakłóceń, jestem na dobrej drodze 😼.

Krok po kroku

Co zatem zrobić, by skutecznie wykorzystać sen do nauki języków:

  1. Zapewnij sobie komfortowe warunki do spania: przewietrz pokój etc.
  2. Wypij szklankę wody, by nawodnić organizm.
  3. Przed pójściem spać powtórz słówka, zwroty, gramatykę, ewentualnie wprowadź nowy materiał językowy. Pamiętaj - przywołuj, nie czytaj.
  4. Nie rób już potem nic innego i spróbuj się wyciszyć - pomedytuj lub posłuchaj muzyki relaksacyjnej.
  5. Po przebudzeniu rano spróbuj wykorzystać i użyć uczony materiał językowy - napisz esej, przygotuj prezentację, nagraj podcasty lub video.
A jak to u Was wygląda? Udaje Wam się wyspać? Zauważyliście poprawę / pogorszenie jakości nauki w związku ze zmianą ilości snu? 

Więcej ciekawych informacji o roli snu dla prawidłowego funkcjonowania mózgu znajdziecie w książce "Brain Rules", autorstwa Johna Mediny (wielokrotnie przeze mnie polecanej.

Z czym się je Pomodoro?

Skąd tu to Pomodoro, zapytasz? Przecież to technika zarządzania czasem, a nie metoda nauki języków. I tak i nie. Owszem, Pomodoro ma związek z zarządzaniem czasem, ale de facto służy do lepszego zarządzania zadaniami, które mamy do wykonania i można ja zaaplikować do wszystkiego. Praca w blokach według metody Pomodoro daje świetne efekty i pozwala zrealizować więcej.

Jeśli zatem chcesz skuteczniej zarządzać nauką języka i tym samym lepiej się uczyć to koniecznie przeczytaj ten post. Zapraszam.

slowlingo, pomodoro, nauka języka, nauka samodzielna

Metoda Pomodoro

W ramach krótkiego przypomnienia: metoda Pomodoro, której nazwa pochodzi od minutnika w kształcie pomidora, zakłada intensywną pracę w 25-minutowych blokach, po których następuje 5 minut przerwy na relaks i nagrodę/przyjemność. W czasie takiego bloku skupiamy się tylko i wyłącznie na zadaniu do wykonania, wyłączamy wszelkie rozpraszacze, nie reagujemy na nic, za wyjątkiem pożaru. Obowiązkowa jest także przerwa i przyjemność.

Istnieją wariacje na temat metody, które zamiast 25 minut proponują inne bloki czasowe. Nie ma to większego znaczenia. Dopasuj blok czasu do siebie. Ważne, by potem odbyła się przerwa i z nagrodą i by nic nie rozpraszało Cię w trakcie pracy. Ustaw także jakiś minutnik - może być kuchenny lub elektroniczny, ale pamiętaj, by nie dać się wciągnąć w "pierdoły", gdy korzystasz z czasomierza w telefonie.

W tak ustalone ramy czasowe doskonale można wbić zajęcia językowe. Oto jak.

Pomodoro a nauka języków

Na naukę możesz przeznaczyć tyle czasu, ile chcesz. Ja zaproponuję Ci podział nauki języka w trzech 25-minutowych cyklach, czyli przez 1,5 godziny. Zobacz jak można uczyć się słownictwa oraz gramatyki.

SŁOWNICTWO

1. 25 minut
  • powtórka ok. 10 słówek,
  • krótka wypowiedź z wykorzystaniem powtórzonych słówek,
  • ćwiczenia gramatyczno-leksykalne (online lub z podręcznikiem/ćwiczeniami),
  • jeśli zostanie Ci czas w ramach tego bloku, przejdź do kolejnego cyklu słówek/wypowiedzi/ćwiczeń.

2. 25 minut
  • nowy materiał: czytanie, oglądanie video etc. (ok. 7-10 minut).
  • sprawdzanie nowych słówek i zwrotów, budowa zdań - ćwiczenie,
  • przypisanie słownictwu i zwrotom własnych doświadczeń, zbudowanie własnych skojarzeń,
  • (jeśli zostanie czas) ponowne czytanie/oglądanie.

3. 25 minut
  • (jeśli nie udało się zrobić tego w poprzednim cyklu) ponowne czytanie/oglądanie,
  • powtórzenie nowych słówek i zwrotów,
  • odtworzenie treści (czyli mówienie - może być do siebie) z czytanego tekstu albo video.

GRAMATYKA

1. 25 minut
  • powtórka zasad danego zagadnienia z przykładami, kilka ćwiczeń (online lub z podręcznikiem/ćwiczeniami),
  • krótka wypowiedź z zastosowaniem danej struktury.
2. 25 minut

  • nowy materiał gramatyczny w kontekście: czytanie, oglądanie video (ok 7-10 minut),
  • przykłady plus wyjaśnienie nowych struktur,
  • przypisanie własnych doświadczeń danym sytuacjom gramatycznym.
3. 25 minut
  • ćwiczenia gramatyczne.
!Pamiętaj, to tylko propozycja. Możesz dowolnie układać materiał nauki w ramach jednego 25-minutowego cyklu oraz wybrać inny czas trwania cyklu. 

Ważne jest, by starać się zamknąć w jednym cyklu jakąś całość - zadanie. W mojej propozycji jest to albo kompleksowe powtórzenie partii materiału albo przyswojenie nowej porcji. 

Mam nadzieję, że i Ty stosując Pomodoro będziesz jeszcze efektywniej się uczyć. Masz inne pomysły, by wykorzystać moc Pomodoro? Podziel się w komentarzu!
Uwaga, to nie jest dubel postu o pokonywaniu blokady w mówieniu. Tamten post kładł nacisk na to, jak się przełamać. Ten podaje kilka prostych i sprawdzonych rozwiązań na ćwiczenie mówienia, gdy nie masz z tym problemu, a po prostu chcesz się rozkręcić. Niektóre kroki będą podobne, ale cel i rezultat z goła odmienne. Zapraszam.

slowlingo, jak mówić w języku obcym

5 szybkich sposobów, by mówić w języku obcym

Masz motywację, nie boisz się mówić. Jest dobrze. Chcesz teraz nabrać pędu i rozmachu w mówieniu. Oto kilka prostych trików, które ułatwią Ci rozgadanie się.
  1. Otocz się językiem - ekstremalnie - za tydzień ważna prezentacja, rozmowa czy egzamin w języku obcym, a Ty nie czujesz się pewnie i trochę brak Ci płynności? Otocz się językiem. Przez kilka godzin dziennie czytaj, słuchaj i oglądaj tylko materiały w danym języku. To mogą być wiadomości, podcasty, seriale. Nie musisz się na tym etapie skupiać na słówkach czy gramatyce, po prostu chłoń język. Zobaczysz, że po kilku dniach nie będziesz w stanie nie myśleć i nie mówić w danym języku.
  2. Odtwórz ulubione video - wybierz interesujący Cię temat i znajdź filmy i nagrania (np. na YouTube) z tego zakresu. Obejrzyj kilka. Wypisz kluczowe zwroty, szczególnie te, które się powtarzają. Zastanów się czy zgadzasz się z poruszanymi kwestiami. Jeśli chcesz dodać coś od siebie, także zanotuj swoje argumenty. Następnie wypowiedz się na ten sam temat, używając przygotowanych zwrotów. Nagraj się na video.
    Powtórz to dla kilku różnych tematów. W ten sposób przygotujesz sobie bazę do wypowiedzi dla interesujących Cię tematów i gdy zajdzie okazja bez problemu będziesz rzucać kwestiami.
    W przypadku absorbującego mnie ostatnio tematu minimalizmu dla języka angielskiego wypisałabym następujące zwroty:

    minimalism, declutter, clutter, organize, capsule wardrobe, basics, essentials, zero waste, reuse.
  3. Porozmawiaj z ulubionym bohaterem filmu lub książki obcojęzycznej. Często zdarza Ci się złościć na rozwój wydarzeń w filmie, książce lub serialu? Chcesz coś zmienić? Możesz to jeszcze nadrobić. Wyobraź sobie, że bierzesz udział w ważnym dialogu lub sytuacji. Jakie dasz rady? Co wyperswadujesz bohaterom, co zmienisz? Odegraj te sytuacje, mów na głos. To ćwiczenie sprawi, że bardzo się zaangażujesz i zapomnisz o jakichkolwiek trudnościach. Od razu przerzuć te energię na mówienie o innych tematach.
  4. Zainstaluj aplikację mobilną Pocket. Pisałam już o niej kilkukrotnie. Wybierz i dodaj do niej interesujące Cię artykuły. W aplikacji mobilnej masz możliwość wygenerowania mowy na podstawie tekstu. Uruchom tę opcję dla danego artykułu i śledź tekst pisany, jednocześnie słuchając mowy. Co akapit powtórz na głos najważniejsze informacje, używając zwrotów, które pojawiły się w tekście. Możesz oczywiście zerkać do artykułu, ale staraj się odtwarzać informacje z głowy. Mając taką ściągę poczujesz się pewniej, a w tym samym czasie już gadasz!
  5. I ostatni patent. Wybierz i wypisz sobie schematyczne zdania bazowe. Co to takiego? To zdania, w których pewne elementy są stałe wg schematu, a inne każdorazowo podmieniasz. Stały będzie np. zawsze ten ten sam typ czasownika. To co dobrze sprawdza się w zdaniach jak stały element i co jednocześnie łatwo się podmienia to przysłówki (jak? gdzie? kiedy? - jest ich ograniczona liczba) oraz przymiotniki (opisujące cechy).
    Podmieniać za to będziesz podmiot - czyli rzeczowniki oraz całe argumenty w formie dopełnień, czy okoliczników.
    Do schematycznych zdań bazowych doskonale nadają się zdania wyrażające preferencje, czy opinie. Postaraj się, by znalazły się wśród Twoich. 
    Każdego dnia twórz i mów kilkanaście - kilkadziesiąt różnych zdań, podmieniając elementy ruchome
    . W ten sposób buduj sobie bazę zwrotów. 
    Zobacz te przykład dla języka angielskiego: 
I find (opinia) ... (przysłówek) particularly (przymiotnik) disturbing, because/since (argument) ... --> I find the amount of waste we produce particularly (strongly / not at all, etc) disturbing (interesting / problematic / appealing etc.), because it is not all being recycled.
Znasz już 5 szybkich sposobów na rozgadanie się w języku obcym. Zacznij działać już dziś i podziel się efektami. Zauważysz je już po kilku dniach. Do dzieła.
slowlingo, cognitive bias, przekonania, coaching językowy

Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie temat szalenie ciekawy -  jak język, którego używamy, wpływa na nasze działania w sieci, i odwrotnie. Wpadłam ostatnio na artykuł opublikowany w The Guardian, który opisuje to zjawisko i zależności. Koniecznie zajrzycie do oryginalnego artykułu, bo jest przepiękny graficznie i podaje źródła do badań. Tekst analizuje i przestawia to, jak narzędzia internetowe pozwalają nam korzystać ze swoich zasobów, na podstawie naszego języka. Ciekawi szczegółów? Zapraszam na moje streszczenie.

slowlingo, język, internet, Wikipedia, Google

Wszystkie języki internetu

W połowie lat 90-tych internetowe treści w języku angielskim stanowiły aż 80% wszystkiego. Od tamtej pory proporcja ta spadła do 30%, a do czołówki weszły chiński, francuski, niemiecki, arabski, portugalski, japoński oraz hiszpański.

Ten ogromny przyrost treści i zmiany rodzą pytanie jak to wpływa na nasze doświadczanie internetu. Okazuje się, że wpływ jest ogromny, poczynając od tego, jak korzystamy z mediów społecznościowych, jaki mamy dostęp do Wikipedii, czy wyszukań haseł w Google. Interesującym jest stwierdzenie, że internet jest dla nas tylko tak duży, jak duży jest nasz język.

Język a użytkownik

Naturalnym jest, że w różnych językach, wnikających z różnych kultur, najpopularniejsze wyszukania, hasła, czy wpisy na Wikipedii będą się różnić.

Przeprowadzono także analizę twitów i retwitów udostępnianych na platformie Twitter. Angielski stanowi "zaledwie" 51% treści. Co więcej, interakcje pomiędzy użytkownikami pozostają zazwyczaj w ramach ich języka - są fragmentaryczne i podzielone.

Język determinuje także to, co i ile możemy wyrazić w twicie, np. Koreańczycy prowadzą ze sobą dyskusje, a Niemcy dzielą się linkami, a Chińczycy mogą zawrzeć więcej informacji w 140 znakach niż użytkownicy angielskiego.

Niesprawiedliwy wujek Google

Wyszkiwarka Google pracuje "tylko" na 130 językach z ok. 6000 istniejących. Determinuje to fakt, co jesteśmy w stanie wyszukać i w jakim języku. Autorzy tekstu zwracają uwagę na brak języków afrykańskich, czy tych z rejonu Pacyfiku. Podobnie jest z językami Wikipedii. Aż 74% pojęć występuje tylko w 1 języku, a aż 95 w mniej niż 6! Tylko 11% użytkowników jest wielojęzycznych. Są oni bardziej aktywni i tworzą więcej treści. 

I co dalej?

Artykuł w dalszej skupia się także na ekonomicznych konsekwencjach takiej sytuacji i potencjale np. w sferze tłumaczeń. Stwierdza także, że część języków nigdy nie przebije się do internetu. Mimo tego, w lingwistycznej sferze internetu szykują się zmiany. Wiąże się to m.in ze zmieniającym się dostępem do internetu w krajach rozwijających się. 

----------------------------------------------------------------------

Jako mój wniosek mogę napisać tylko jedno: warto znać więcej języków, by móc pełniej korzystać z zasobów internetu. na pewno również doświadczacie często tego, że nie mogąc znaleźć czegoś w języku polskim i przełączaj ac się na inny udaj się dotrzeć do większej liczby informacji.

A jakie emocje w Tobie budzą te informacje? Czy czujesz wykluczenie na podstawie języka?

Co było pierwsze? Jajko czy kura?

Osobiście nie mogę się zdecydować: Czy postanowiłam uczyć się języka, by zrozumieć kulturę, czy uczę się kultury by lepiej poznać język? A jak było z Tobą?

Nie da się ukryć, że zarówno język bez kultury, jak i kultura bez języka funkcjonować nie może i nie będzie. Na co dzień korzystając z języka możesz zgłębiać kulturę. I o to właśnie chodzi, to daje Ci znajomość języka - dostęp do obcojęzycznych zasobów.

slowlingo, nauka języków, kultura

Wszystkie rodzaje blokad, jeden strach

Blokad psychicznych w stosowania języka obcego jest wiele. wynikają one z projekcji naszych obaw na nasze przyszłe losy. Obawiamy się, że to, co hipotetycznie może się wydarzyć, i że będzie nas prześladować przez lata. Budujemy sobie kolejną historię i narrację terroru. To zupełnie nasza wizja świata, nie do końca zgodną z rzeczywistością. Funkcjonujemy w naszej osobistej, szczelnej strefie komfortu, a wyjście poza nią traktujemy jak zło konieczne.

slowlingo, strefa komfortu, nauka języków, coaching językowy
Życie zaczyna się na granicy naszej strefy komfortu
Wyrwanie się z tego błędnego kręgu naszych własnych przekonań jest trudne. Często potrzeba, by ktoś z zewnątrz wrócił nam uwagę na rzeczy, które okazują się dla nas oczywiste. Przeżywamy wtedy tzw. "moment: Aha!" i dostrzegamy rzeczy z innej perspektywy - mniej strasznej.

Kto się śmieje, ten... Nie pamięta

Tak jak wspomniałam, blokady językowe są różne, mają rożne podłoże i konsekwencje. Zazwyczaj jednak dotyczą one swobodnego publicznego wypowiadania się i szeroko rozumianej komunikacji. Pojawiają się obawy: 
  • Co, jeśli popełnię błąd?
  • Nie mogę przecież popełnić błędu.
  • Co, jeśli będą się śmiać?
  • Ośmieszę się i już zawsze będzie mnie to prześladować.
To prawda, może się zdarzyć, że popełnisz błąd. Może się tak zdarzyć, że ktoś się zaśmieje. Może się także zdarzyć, że anegdoty o Twoim zabawnym przejęzyczeniu będą krążyć przez kilka lat. Tylko co z tego? Bardzo lubimy stawiać nas samych w centrum wszechświata i żyć w przekonaniu, że wszystkich w koło tak bardzo interesuje to, co właśnie popełniliśmy. To jedno z naszych podstawowych błędnych przekonań. A prawda jest taka, że mało kto bardziej niż my sami przejmie się tym, że źle odmieniliśmy czasownik, czy przekręciliśmy wymowę danego słowa. Ok, może poza naszym nauczycielem języka. 

Wracając do błędu - ucząc się języka musimy popełniać błędy. To naturalny etap całego procesu uczenia się. Błędy są dobre.

Jak pokonać lęk i przełamać blokadę 

Każdy z moich kursantów oraz coachingowych klientów jest ekspertem w jakiejś dziedzinie. W tej dziedzinie czuje się pewnie, swobodnie i nie ma blokad przed użytkowaniem wiedzy z tego zakresu. Jest to rezultat i wynik lat ćwiczeń, praktyki i dobrego przygotowania. Wszystko to jest podszyte jest wiedzą merytoryczną. 

Jaki z tego morał? Jeśli chcesz swobodnie używać języka obcego musisz się do tego przygotować, jak do wszystkiego innego. Jeśli chcesz być dobrym kierowcą i czuć się pewnie na drodze, musisz sporo ćwiczyć i jeździć, jeździć, jeździć. To wiem z własnego doświadczenia.

Jeśli opanujesz problematyczne kwestie językowe, wyćwiczysz i zautomatyzujesz struktury oraz słownictwo, lęk przed błędem zmaleje lub nawet zniknie. Po prostu będziesz dobrze przygotowany/a do używania tego konkretnego narzędzia - języka. Musisz ćwiczyć. To, jak poradzić sobie z blokadą przed mówieniem opisuję szczegółowo tutaj

Krok po kroku

Ważne jest też, żeby przyjąć metodę małych kroków. Nie zmuszaj się do wystąpień publicznych już w pierwszym etapie przełamywania blokady. Daj sobie czas, by przygotować się. Zacznij od tego, co Cię interesuje, by poczuć się komfortowo. Pamiętaj, że język ma być dla Ciebie środkiem do celu, zacznij go używać od początku właśnie ku realizacji Twojego celu. Poczujesz i zobaczysz faktyczny sens i wymierne efekty. To także doda Ci pewności siebie i będzie kopem motywującym do dalszego działania i podejmowania trudniejszych kroków. Byle zacząć.

A Tobie co się udało? Podziel się Twoimi sukcesami w wychodzeniu poza strefę komfortu językowego.

By nie targać komputera

Już kilkukrotnie pisałam o tym, jak bardzo iPad pomaga mi w codziennej pracy. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom i wielu fantastycznym, dedykowanym aplikacjom pozwala mi wykonać ok. 30% mojej pracy bez komputera. Dzięki temu udaje mi się także oszczędzić czas. Ten wpis poświęcam aplikacjom mobilnym dostępnym na tablet, które sprawiają, że staje się on niezbędnym narzędziem w codziennej pracy freelancera i nie tylko. Można podciągnąć ten wpis pod kategorię tagu "What's on my iPad" (co jest na moim iPadzie) w wersji dla lektorów. Wcześniejszy post dotyczący stosowanych przeze mnie narzędzi lektorskich znajdziecie tutaj.

slowlingo, nauka języków, praca lektora

Jak prace ułatwia mi iPad

1.
Pisanie postów - to najbardziej oczywiste i najprostsze zastosowanie. Klawiatura dotykowa nie jest moją ulubioną, ale daje radę, a poprawianie pisowni pozwala mi pisać dość szybko. Piszę zazwyczaj od razu w aplikacji bloggera, do której mogę także wrzucić zdjęcia. 

2. 
Zarządzanie pracą i zadaniami Trello - w Trello planuję zajęcia ze studentami i klientami coachingowymi, dorzucam bieżące materiały dodatkowe, rozkładam w czasie

3.
Odręczne pisanie, notatki wizualne, szkice - Evernote - gdy planuję schemat kursu, warsztatu lub chce zanotować coś w bardziej wizualnej formie, jak np. przygotować mapę myśli, używam aplikacji Evernote z funkcją odręcznego pisania. Taką notatkę mogę wyeksportować do PDF, dowolnie edytować, kopiować. 

4.
Poszukiwanie ciekawych treści - Pocket - o tej aplikacji także pisałam już wcześniej. Poszukuję inspiracji na zajęcia i do moich kursów, czytam interesującą mnie tematykę z zakresu biznesu i psychologii. Pocket podpowiada mi treści na podstawie moich wcześniejszych wyborów, więc przyspiesza moją pracę.

5.
Aplikacja MindTools - ta aplikacja zbiera narzędzia biznesowe i rozwojowe opisując ich podstawy i przykładowe zastosowanie. Genialna ściąga, zawsze pod ręką!

6.
Grafio - oczywiście nad grafikami wolę pracować na komputerze stacjonarnym, ale bardzo lubię pracować także na tej aplikacji, bo jest łatwa w obsłudze i szybko mogę przygotować w niej infografikę, schemat czy własną wersję graficzną jakiegoś narzędzia.


7.
iBooks - przeglądanie PDF w trybie offline jest mega proste. Oczywiście można też zapisać offline plik z dysku Google, ale jeśli z góry wiem, że będę przeglądać większy plik, od razu zapisuję go stacjonarnie.

8.
Komunikator - to raczej oczywiste. Skype, Hangout, FaceTime używam regularnie do kontaktów z klientami i studentami, jasna sprawa.



A Ty jak wykorzystujesz możliwości tabletu jako lektor?

Dawno nie poruszałam tematu z życia wziętych przykładów coachingowych. Dziś wracam to tej tematyki, gdyż ostatnio zebrało się sporo świeżych doświadczeń. Tym razem piszę trochę bardziej z perspektywy coacha i nie skupiam się tylko na kliencie. Lektorzy zainteresowani coachingiem z pewnością znajdą tu kilka inspiracji. Zapraszam.

Chcę, ale nie chcę...

Tymi słowami mogę podsumować typ klienta, który dziś opisuję. Na 10 osób, które zgłaszają się do mnie w kwestii coachingu językowego, średnio dwie tak naprawdę nie chcą zmiany

slowlingo, coaching języków, nauka języków

Zdarza się, że przed rozpoczęciem coachingu przez kilka tygodni próbuję ustalić z potencjalnym klientem na czym miałby polegać coaching w tym konkretnym przypadku. Klient zgłasza się do mnie, dość dokładnie opisuje swoją sytuację i problem z językiem. Zazwyczaj to strach przed mówieniem, brak postępów w nauce, albo niechęć do nauki konkretnego języka. 

Najpierw klient jest bardzo zainteresowany. Potem trochę się waha czy potrzebuje aż takiej zmiany w życiu jak swoje podejście i nastawienie. Ostatecznie stwierdza, że w sumie to nie potrzebuje zmieniać się wcale i najlepiej jeśli od razu zaczniemy pracę nad samym językiem. Jako lektor i coach nie podejmuję się nauczania, jeśli wiem, że gdzieś tam leży grubszy problem, który będzie przeszkadzał w skutecznej pracy. Obstaję przy przynajmniej kilku sesjach coachingowych. Czasem klient się nie zgadza, czasem chce się "wreszcie uczyć języka". Bywa, że kontakt nagle zupełnie się urywa.

Nie jest to oczywiście przyjemne. Zawsze też zastanawiam się, czy dana osoba poradzi sobie z językowymi problemami, które często zakorzenione są głębiej niż sama znajomość języka.

Co robić, gdy klient (nie) chce?

Jeżeli jednak kontakt się nie urywa i klient twierdzi, że chce, to w takiej sytuacji często i tak nie dochodzi ostatecznie do współpracy. Zdarzyło się, że podziękowałam. Być może pomyślicie, że to dziwne, odrzucić klienta albo, że jako coach powinnam podjąć wyzwanie. I oba stwierdzenia są w teorii słuszne. Ale ja bardzo cenię swój czas i umiejętności. Jeśli na początku współpracy czuję, że będzie nieowocna dla obu stron, jeśli po kilku tygodniach nie udało nam się nawet porządnie rozpocząć, a potencjalny klient zwodzi i zbywa, decyduję ukierunkować moje umiejętności na kogoś innego. 

Nie z każdym trzeba pracować, nie zawsze jest chemia. I to jest w porządku, zdarza się. 

Jak pomóc klientowi, który nie chce

Można próbować. Na początku mojej drogi za wszelką cenę starałam się przekonać klienta, że powinien jednak spróbować. Szeroko rysowałam korzyści płynące ze zmian. Czasem działało na krótką chwilę. Po kilku sesjach jednak oboje stawaliśmy przed murem, za którym kryło się stwierdzenie:
Jednak  nie chcę, nie czuję potrzeby zmian, mój problem na pewno leży gdzie indziej.
I rozstawaliśmy się. Teraz już nie próbuję tak usilnie, gdy na początkowym etapie coś nie działa, to wiem, że już nie zadziała. Wtedy pasuję.

Klient odrzucony?

Mimo ewidentnego braku chemii klient był zaskoczony, gdy kończyłam współpracę. Nawet po kilku takich mało udanych sesjach, zostawiam klienta z zestawem narzędzi, które może wykorzystać, gdy tylko będzie gotowy. Dwa razy zdarzyło się także, że klient wrócił po kilku miesiącach z nowym podejściem i udało się z sukcesem wznowić współpracę. Klient nigdy nie jest odrzucony.

Jak wyglądają Wasze doświadczenia z niezdecydowanymi klientami? Jestem niezmiernie ciekawa Waszych komentarzy.

O kilkanaście godzin na naukę więcej

O tym, że ilość czasu  na naukę, którym dysponujemy jest względna pisałam już wcześniej tutaj, opisując beczkę oraz jakość czasu. Optymalizując nasz czas możemy zyskać nawet kilkanaście dodatkowych godzin na naukę w tygodniu. Wystarczy dopasować to czego i jak się uczymy do ilości czasu, jakim dysponujemy w danej chwili i miejsca a którym się znajdujemy, maksymalnie wykorzystując czas niskiej jakości.

Co robić w czasie niskiej jakości?

slowlingo, nauka języka, efektywna nauka, YouTube, Pocket
kaboompics

Przypomnę, że czas niskiej jakości to ten, kiedy nasze zasoby są ograniczone lub mamy za mało czasu, by rozpocząć bardziej złożone zadanie. 

Idealnie wypełni go konsumowanie treści w języku obcym, nie produkowanie. Musisz napisać esej, pogadać z lektorem, przygotować prezentację? Te czynności zostaw sobie na potem, gdy będziesz dysponować czasem wysokiej jakości, czyli będziesz w stanie się skupić bez przeszkadzaczy i będziesz mieć do dyspozycji wszystkie zasoby na raz.

Czas niskiej jakości idealnie nadaje się do korzystania z aplikacji mobilnych. O moim ulubionym serwisie, busuu, pisałam wcześniej tutaj. Jeżeli interesują Cię także inne platformy, koniecznie przeczytaj tekst Lingwoholik, który opisuje naukę z memrise.

Inną genialną opcją jest wspomniane wcześniej konsumowanie treści. Polecam tu oglądanie filmików (np. na YouTube czy Vimeo) oraz czytanie artykułów.

Jak efektywnie konsumować treści w językach obcych?

#1.
Opcją #1 jest przerobienie porcji materiału w językowej aplikacji mobilnej. Zazwyczaj zajmuje to kilka minut, więc idealnie nadaje się do jazdy komunikacją miejską, stania w kolejce, czy nawet leżenia do góry brzuchem na plaży, gdy nie za dużo nam się chce. Umówmy się, latem z trybem leniucha wiele naszego czasu zmienia się w czas niskiej jakości.

Problem? Nie wszystkie języki są dostępne w dobrych serwisach e-learningowych do nauki języków.

#2 wersja oglądana.
To, że polecam oglądnie filmików na YT, czy czytanie, nie znaczy wcale, że polecam robienie tego bez przygotowania. Zanim będziemy mogli efektywnie wykorzystywać czas niskiej jakości, powinniśmy przefiltrować i wybrać te treści, które chcemy konsumować. 

Poświęć około 30 minut na początku tygodnia, by wybrać te filmiki i artykuły które chcesz przeczytać. Filmiki dodaj do listy "do obejrzenia". YouTube sam podpowiada dodanie filmików to tej właśnie listy. Postaraj się wybierać niedłuższe niż 10 minut. Wybierz kilkanaście filmików, będziesz mieć pewność, że masz co oglądać. Zaleta YT? Znajdziesz treści w prawie każdym języku 😃.

Alternatywą mogą być krótkie wydania wiadomości w języku obcym. Ja uwielbiam oglądać południowe wydanie NOS Journal z wiadomościami holenderskimi.

#2 wersja czytana.
Podobnie do lektury warto się wcześniej przygotować. Polecam do tego aplikację Pocket. Pozwala zapisać artykuły z sieci w formie magazynowej - zostawiając tylko tekst, bez zbędnych ozdabiaczy, znajdujących się na stronach internetowych. Można też dowolnie tagować artykuły.

Co więcej, Pocket w aplikacjach mobilnych posiada opcję text-to-speech, czyli generator mowy. Wybrany tekst możesz nie tylko przeczytać, ale także odsłuchać. Genialne rozwiązanie!

W przypadku artykułów postępuj podobnie: wcześniej przygotuj sobie treści, które chcesz przeczytaj. W Pocket znajdziesz opcje rekomendacji nowych tekstów na podstawie Twoich wyborów, więc możesz mieć pewność, że mnie zabraknie Ci inspiracji.

Bez wyrzutów sumienia...

Teraz, bez wyrzutów sumienia, możesz oddawać się bezwstydnie oglądaniu filmików z YouTuba i przeglądaniu czytaniu ulubionych blogów, gdy tylko masz wolniejszą chwilkę. Pod 3 warunkami:
  1. są w języku obcym,
  2. treści są starannie wybranie
  3. robisz to w czasie niskiej jakości
A Ty jak najwydajniej spędzasz czas niskiej jakości?

"Nie lubię niemieckiego"

slowlingo, nauka języków, metoda



Nawet nie wiesz, jak często słyszę lub czytam to stwierdzenie. Osobiście mnie to boli, to ja ten język uwielbiam, jednak nie samo zamiłowanie do niemieckiego jest sednem tego artykułu. Dzisiaj przedstawiam inną formę serii Coachingowe studium językowego przypadku. Opisuję kolejny problem z nauką języka. Problem który urósł do rangi mitu. Do sedna.

"Bo nie lubię..."

Zdarza mi się na różnych forach lub w grupach na facebooku obserwować i czasem uczestniczyć w dyskusjach dotyczących nauki języków. Często jest merytorycznie, ale częściej krew trochę mi się gotuje. Fakt, że bzdurnymi radami służą osoby niemające pojęcia o uczeniu się języków, zostawię na inną okazję. Dziś przytoczę jeden z najczęściej powtarzanych mitów dotyczących uczenia się języków, który w takich dyskusjach regularnie się przewija. Pominęłam go w moim zestawieniu 6 mitów o nauce języków, gdyż ten temat zasługuje na osobny post. Dziś przytaczam mit:
Nie lubię języka, to się go nie nauczę. To oczywista oczywistość.
Stwierdzenie to padło ostatnio właśnie na fejsbukowej grupie w kontekście języka niemieckiego. Wywiązała się dyskusja, podczas której obalałam mit, że nie można się nauczyć nielubianego języka. Jedna z dyskutujących pań podała analogię do całowania faceta, który nam się nie podoba: jak się nie podoba, to się z nim nie całuje. Ciekawe porównanie, niestety mało trafne. 

Inna pani napisała, że próbowała uczyć się niemieckiego ze względu na świetną propozycję pracy, jednak nie dała rady się nauczyć, bo nie lubi języka. Serio? Masz perspektywę wymarzonej pracy i nie podejmiesz trudu zdobycia kluczowej, niezbędnej dla niej umiejętności, bo ci się nie podoba? 

Mówisz: "Nie lubię". A ja się pytam: "I co z tego"? To nie jest ŻADEN argument opowiadający się przeciw nauce. ŻADEN. Jest to za to doskonała wymówka. Nie musimy szaleć za wszystkimi czynnościami w naszym życiu (np.: zmywaniem naczyń), co nie oznacza, że są nie są one konieczne i/lub nie wzbogacają naszego życia. Zawsze, pewnie do znudzenia, podaję przykład języka włoskiego w moim przypadku. Powiedzieć, że mi się nie podoba, to eufemizm. Ale wizja fascynującej pracy lub wypoczynku nad jeziorem Garda z pewnością zmotywowałyby mnie odpowiednio do nauki. Języka nadal bym nie lubiła, ale wymiatałabym po włosku.

Przyczyny trudności z nauczeniem się nielubianego języka zawsze leżą gdzie indziej. Albo wcale nam nie zależy na potencjalnej korzyści, albo boimy się tego, co nastąpi gdy faktycznie już ją osiągniemy. Lubimy się poddawać, przerzucać odpowiedzialność na innych i sabotować nasze wysiłki, bo tak jest łatwiej.

Co zrobić, gdy nie lubię języka?

Warto potraktować język jako narzędzie ułatwiające życie, dające możliwości i konkretną korzyść. Trzeba spojrzeć na niego jak na kluczową umiejętność. Kochać ani lubić danego języka nie trzeba. Ale jeżeli dobrze popracuje się nad celem i metodami nauki i dobierze optymalne techniki uczenia się, nauka nawet nielubianego języka nie będzie męczarnią. 

Jest jednak jeden haczyk: musisz zgodzić się na zmianę swojego nastawienia. Jeśli powiesz sobie "nie, bo nie", to faktycznie szanse na powodzenie są małe. Jeśli znajomość języka jest naprawdę Ci potrzebna, nauczysz się go wykorzystując odpowiednie metody. Ale jeżeli nie chcesz się go uczyć, bo nie ma takiej konieczności i go nie lubisz, to po prostu się go nie ucz!

OK, jest jeszcze jeden haczyk: jeśli uczysz się nielubianego języka, by dostać pracę i to Cię chwilowo napędza, musisz pamiętać, że najprawdopodobniej konieczne będzie dalsze używanie tego języka, gdy tę pracę już zdobędziesz. To nie jest na chwilę. Pamiętaj jednak o korzyściach, jakie każdego dnia serwuje znajomość danego  języka.

Nie lubiłam... polubiłam

Przyznam się teraz do czegoś. Ja też kiedyś nie lubiłam niemieckiego! Zaczęło się to zmieniać wraz moją znajomością języka. Najpierw podłapałam go trochę z satelity. Systematycznie zaczęłam się go uczyć w liceum. Pokochałam go na studiach. 

Gdy już zaczniesz się uczyć języka, zmienia się Twoja perspektywa i percepcja. Gdy rozumiesz i możesz przekazywać treści, nagle warstwa "zewnętrzna" języka przestaje mieć znaczenie. Zyskujesz nową umiejętność i możesz robić zupełnie nowe rzeczy. 

"Nie lubię" jest doskonałą wymówką. Możesz oczywiście się nią mamić. Nie zmieni to jednak faktu, że to jedynie wymówka, a nie prawidłowość. Chcesz coś zmienić? Poszukaj korzyści, działaj, ale nie szukaj wymówek 😉.

Moodboard

Zapraszam Cię na post o kolejnym aspekcie biznesowym, narzędziu, które możesz wykorzystać w procesie nauki języków, by uczynić ją skuteczniejszą. Na tapecie będzie dziś moodboard - tablica nastroju, czyli kolaż składający się z rożnych elementów: obrazów, fragmentów tekstu, przedmiotów, pamiątek etc., - z wszystkiego co nam się podoba. Doskonałym przykładem elektronicznych moodboardów jest Pinterest. Ale jak się ma moodboard do nauki języków? Czy zdobyłam tym pytaniem Twoje zainteresowanie? Super, koniecznie czytaj dalej.


slowlingo, moodboard, metoda BALL, nauka języków

Moodboard a nauka języków

Jak połączyć moodboard z nauką języków? Nauka języków, jak zapewne wiesz, to wymagający proces. Potrzeba dużo samo-dyscypliny, zaparcia i skupienia, by wytrwać i osiągnąć cel językowy. Dodatkowo, w natłoku innych obowiązków łatwo jest stracić cel z oczu. I tu z pomocą przyjdzie Ci właśnie moodboard.

Jako kolaż, moodboard może reprezentować i przedstawiać praktycznie wszystko. W nauce języków powinien przedstawiać:

  • Twój cel językowy i korzyść, która czeka Cię na końcu tej trudnej drogi - spisany lub przedstawiony wizualnie, np. nauka hiszpańskiego = zdjęcie Machu Picchu,
  • Coś, co Cię inspiruje do działania, np. cytat, osoba, 
  • Reprezentację tego, co sprawia, że czujesz się dobrze i komfortowo, zdjęcie ukochanego zwierzaka, ulubionej książki, fotka ze wspaniałych wakacji,
  • Te elementy w Twojej nauce, które są szczególnie trudne lub ważne, np: jakiś aspekt gramatyczny, czy słownictwo.
Zobacz jak prosty i inspirujący moodboard stworzyła Asia, przygotowując się do ważnego egzaminu. Zwróć uwagę na tagi, które także odzwierciedlają wszystko to, co opisałam powyżej.




Stwórz swój językowy moodboard

Teraz Twoja kolej. Tablica korkowa lub magnetyczna sprawdzi się najlepiej. Wypisz inspirujące cytaty, wybierz zdjęcia, które przywołują wspaniale chwile i znajdź coś, co będzie reprezentować Twój cel i korzyść. Eksperymentuj z moodboardem. Pozwalaj sobie na zmiany i ulepszenia. Uważaj jednak, by nie poświęcać na to całego cennego czasu na naukę. 

Fizyczny moodboard, który możesz przyczepić w widocznym miejscu i modyfikować w razie potrzeby, będzie lepszy niż Pinterest, ale z braku laku, możesz zacząć także od tego.

Ważne, by mieć w miarę swobodny dostęp do moodboardu przez cały czas. Gdy masz fizyczny moodboard, zrób mu zdjęcie i zerkaj na nie w ciągu dnia. Chodzi o to, by przypominać Ci, że gdzieś tam jest wspaniały cel Twojego wysiłku.

Podziel się

Jeśli tylko masz ochotę, sfotografuj swój językowy moodboard, wrzuć to zdjęcie do sieci i podziel się linkiem w komentarzach. Zainspiruj innych i szukaj u nich inspiracji.
Dziś krótko i rzeczowo. Poniżej znajduje się lista zwycięzców rozdania. 

slowlingo, PONS, rozdanie, nauka języków

  • Kasia Cygan - "Jedziemy do.. Francji"
  • Agnieszka Chojnacka - "Rozmówki obrazkowe - francuski"
  • Martyna Sobala - "Jedziemy do... Włoch"
  • Kasia Proć -"Rozmówki obrazkowe - angielski"
  • Anna Kaczmarek - "Jedziemy do... Hiszpanii"
  • Robert Kawala - "Jedziemy do Anglii" 
  • Monika Kuźniar - "Rozmówki obrazkowe - hiszpański"
Serdecznie gratuluję zwycięzcom. Odpowiedzi znajdziecie pod poprzednim postem oraz filmikiem YT (niektórzy się wyłamali i komentowali gdzie indziej 😃).

W najbliższych dniach skontaktuję się z Wami mailowo w celu przekazania wybranych przez Was rozmówek.

Jeszcze raz dziękuję za udział w rozdaniu i wkrótce zapraszam na kolejne.

Zmiana planów

Planowałam na dziś inny post, ale wczorajszy seans "Szybkich i wściekłych 8", których akcja rozpoczyna się w Hawanie sprawił, ze zmieniłam plan publikacji. Do tego zabierałam się od wielu miesięcy, może nawet od roku. W końcu się zmobilizowałam.

Zapraszam dziś na post o tym, jak wygląda zderzenie z rzeczywistością, gdy dociera się do kraju, który od dawna jest na szczycie listy "miejsc do zobaczenia". I o tym, jakie znaczenie ma znajomość języka w takiej sytuacji.

Większość z Was ma pewnie takie listy i takie miejsca. Moim była Kuba. Dlaczego? Słyszałam kiedyś, że najpiękniejszy hiszpański jest właśnie na Kubie. To w Hawanie mieszkał przez wiele lat Ernest Hemingway. Kolory, muzyka, stare samochody, cygara. Mistycyzm tego zapomnianego przez współczesne udogodnienia kraju był kuszący. 

Kuba, kraj odwrócony

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Hawana centrum
Zanim opiszę mój pobyt i wrażenia z Kuby, muszę zaznaczyć, że moja wizyta miała miejsce w 2014 roku. Teraz wiele rzeczy zapewne się zmieniło. Mi udało się dotrzeć tam jeszcze przed zmianami polityczno-ekonomicznymi, prawdopodobnie w ostatnim momencie, gdy Kuba była jeszcze "bardziej kubańska". Mimo tego, że pierwsze wrażenie mówiło, że czas tam stanął w miejscu, już wtedy czuć i widać było zmiany ku komercjalizacji i konsumpcjonizmowi. 

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Widok na centrum z Zamku Morro
Zanim wybraliśmy się na Kubę, przygotowaliśmy się: obejrzeliśmy wiele filmików na YouTube, przeczytaliśmy posty blogowe o tym co i jak przygotować przed wyjazdem i czego się spodziewać. Mieliśmy komplet informacji. Ja, przez 3 miesiące, intensywnie uczyłam się języka, by opanować podstawy. 

Po powrocie czułam się jednak oszukana wizją idyllicznej krainy pełnej słońca, tańca i uśmiechniętych, mimo biedy, ludzi, wizją którą zaserwowały mi powyższe media. Nasz pobyt na Kubie był niesamowitym doświadczeniem, nie pozbawionym jednak nieprzyjemnych sytuacji, obaw o bezpieczeństwo i ostrożności na każdym kroku.

Wyprawa do innego świata

Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy wykupywać organizowanych wycieczek, że chcemy zaplanować i zarezerwować wszystko sami. Kwaterę prywatną wyszukałam w TripAdvisor. Spodobał mi się gospodarz (przemiły człowiek, serdecznie polecam pobyt właśnie u niego), więc po pobieżnym przejrzeniu innych ofert nie szukaliśmy dalszych opcji. Mieliśmy określony budżet i trzymaliśmy się go.

Taka postawa miała swoją czarną stronę. Kuba nie była tak tania, jak przestawiali ją turyści z USA czy Europy zachodniej. Gdy kalkulowaliśmy wydatki targowaliśmy się ze sprzedawcami, przestawało być miło, czasem robiło się agresywnie.

Z jednej strony jest to zrozumiałe. Kubańczycy są biedni, więc szukają zarobku na każdym kroku, nie zawsze legalnie. Niejasne opłaty w restauracjach, wysokie taryfy za taksówki, naciągnie turystów na fałszywe występy Buena Vista Social Club, czy podbieranie lokatorów sąsiadom były nagminne. Każdego dnia działo się coś, co negatywnie markowało nasz pobyt.

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Uliczka w dzielnicy Habana Vieja

Nie zrozumcie mnie źle. Kolory, muzyka i zabawa, zapierająca dech przyroda, bogactwo kultury i architektury kolonialnej: to wciąż można było spotkać na Kubie. Ale stało to w ogromnym kontraście z szarą rzeczywistością Kubańczyków. Mieszkaliśmy w dzielnicy nieturystycznej (Cerro), ale nie tylko tam widać było problemy ekonomiczne. Ludzie rezydowali w walących się budynkach, bez szyb w oknach, z prowizorycznymi instalacjami elektrycznymi. 

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Hawana, Centrum

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Konkurs skoków do wody

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Plaża Santa Maria

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Widok z Camara Oscura, Plaza Vieja

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
La Floridita, tu Daiquiri pijał Ernest Hemongway. Na każdym roku spotkacie Fiata 126p.
znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Domino i baseball - ulubione rozrywki Kubańczyków

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Malecón

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Zagłębie czarnego tytoniu - Dolina Viñales

Znajomość języka

Mój hiszpański wtedy był na poziomie ok A2 - podstawowym. Zawsze uważałam, i teraz również podtrzymuję to zdanie, że wyjeżdżając zagranicę na wakacje, warto poznać choćby podstawy języka. Podróżując po Europie zachodniej, czy USA, lub mając pakiet all-inclusive w zamkniętym kurorcie jest łatwiej, ale nie wyobrażam sobie jechać na własną rękę na przykład do Ameryki Łacińskiej, nie znając i nie rozumiejąc słowa po hiszpańsku. I nie chodzi mi o to, by móc sobie zamówić kawę, taksówkę czy drinka i być z siebie dumnym. Chodzi mi o kwestie bezpieczeństwa.

Uważam, że wtedy znałam język hiszpański nie dość dobrze, by móc zupełnie spokojnie cieszyć się wyjazdem. Nie rozumiałam niektórych sytuacji. Ponadto, gdybym, jak amerykańscy i kanadyjscy turyści, których spotkać można było na każdym kroku, chętnie i bez głębszego zastanowienia wydała peso convertible, zapewne byłoby spokojniej. 

Znajomość języka oznaczała ciekawość, dociekliwość i weryfikację. Gdy przyglądałam się bliżej Kubańczykom i ich codziennym praktykom, gdy analizowałam językowe niuanse, spod kolorowej fasady życia w rytmie salsy wyłaniały się smutne twarze i codzienna walka o zawartość portfela turysty. Gdybym nie rozumiała co się dzieje, zapewne byłoby spokojniej.


Teraz Ty

Teraz Twoja kolej ocenić, czy znajomość języka zawsze bezwarunkowo pomaga w pobycie zagranicą. Taka wiedza i umiejętności otwierają oczy i drzwi, choć czasem niektóre wolelibyśmy pozostawić zamknięte.

Ja nie przestanę uczyć się języków przed wyjazdami. Mam jednak świadomość, że mogę dowiedzieć się za dużo. A Ty?