Drodzy lektorzy języków obcych!

Uczycie online, a może dopiero planujecie karierę w tym kierunku? Czy na pewno jesteście w pełni przygotowani do profesjonalnego nauczania? Czy na pewno wiecie jak wykorzystać potencjał narzędzi e-learningowych?

Jeżeli macie jakiekolwiek wątpliwości zapraszamy do udziału w serii bezpłatnych warsztatów i webinariów, które zaadresują 5 podstawowych kwestii w warsztatcie lektora online:
  1. podejście biznesowe
  2. znajomość trendów
  3. znajomość narzędzi
  4. warsztat coach'a
  5. techniki uczenia się

 Image courtesy of koratmember at FreeDigitalPhotos.net

Pierwsze warsztaty planowane są na 11 kwietnia 2015 na godzinę 11.30. Serdecznie zapraszamy! Jeżeli jesteście zainteresowani udziałem, wypełnijcie poniższy formularz i zostawcie namiary. Skontaktujemy się z Wami i prześlemy szczegóły. Liczba miejsc ograniczona.

Dodatkowe informacje znajdziecie również na naszym profilu na facebook'u, gdzie także będzie mogli zapisać się na warsztaty!

Zapraszamy!




To już drugi nasz arykuł na branżowym portalu elearningindustry.com

Tym razem skierowany do nauczycieli. Jesli chcecie uczyć online, koniecznie zapoznajcie się z nim!

"Checkpoints for being an online tutor" - wkrótce również Polska wersja! Zapraszamy do lektury.

Prosty wybór?

Założę się, że zdecydowana większość z Was w odpowiedzi na pytanie o to, czy wolelibyście zajęcia z native speakerem czy polskim nauczycielem wybrałaby native speakera. Przecież lepiej zna język, ma doskonałą wymowę, można z nim swobodniej pogadać. To po części prawda, ale nie zawsze ma zastosowanie.

Bardzo ciekawi mnie, ile/ilu z Was miało zajęcia z języka z naprawdę kompetentnym native speakerem? Poprzez kompetentnego rozumiem nie tylko wyluzownego i charyzmatycznego mówcę, ale nauczyciela z przygotowaniem metodycznym i wiedzą o języku? Mi się udało raz, połowicznie.

slowlingo, nauka języka, jak się uczyć?

Nie-native

W Polsce panuje przekonanie, że native speaker ma magiczną moc. Ale postawmy przed klasą gdzieś w Hondurasie przeciętnego Kowalskiego i każmy mu przeprowadzić lekcję języka polskiego. Spodziewacie się zapewne jaki będzie rezultat tej symulacji - marny. A jednak oczekuje się od native speakerów umiejętności, których, bez konkretnego wykształcenia, nie mogą posiadać. 

Spójrzmy na polski przykład. W Polsce nauczyciel musi mieć przygotowanie metodyczne. Według mnie to bardzo dobrze. Oczywiście, nie jest to absolutnie gwarantem wysokiej jakości nauczania, ale zwiększa szanse na umiejętne przekazanie pewnych kwestii. Dodatkowo, taki nauczyciel często potrafi odnieść się rzeczywistości językowej, którą dzieli z uczącym się języka, co działa na korzyść obojga. 

W mojej nauce z native speakerami zawsze brakowało tego odniesienia, czy wytłumaczenia, które mogłabym przypisać do znanej mi rzeczywistości logicznej i lingwistycznej i tym samym łatwiej i szybciej przyswoić materiał. Mój model absorpcji tego wymaga, a wobec ewidentnego braku, miałam poczucie, że proces uczenia się nie przebiega tak efektywnie, jak by mógł. 

W mojej ocenie na początek naszej językowej przygody zdecydowanie lepszy jest nasz lokalny tutor, mentor, nauczyciel. Będzie lepiej przystosowany, żeby prowadzić nas przez skomplikowane zagadnienia. Native speakera polecam na późniejsze etapy nauki, gdy będziemy chcieli ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć! 

Jakie są Wasze doświadczenia z native speakerami? Piszcie w komentarzach!
Z dumą przekazujemy Wam informację o tym, że nasz artykuł dotyczące e-learningu w językach obcych został opublikowany w branżowym portalu elearningindustry.com

Zapraszamy Wam do zapoznania się z tekstem redefiniującym pogląd na e-learning i nauczanie jezyków. Tekst jest w języku angielskim, ale już wkrótce na linguamodel.blogspot.com pojawi się jego polska wersja!

Zapraszamy do lektury! Oryginalny tekst znajdziecie tu: Language e-learning redefined! @elearningindustry.com


Czas się nie rozciąga

Mimo iż zawsze sobie obiecuję, że w tygodniu znajdę niczym nieobciążony czas na naukę hiszpańskiego, zazwyczaj uczę się tylko wieczorami, w łóżku, na chwilę przed snem. 

Tak porządnie, na spokojnie z czasem zarezerwowanym tylko na naukę hiszpańskiego, bez "przeszkadzaczy" udaje mi pouczyć się dopiero w weekend. Brzmi znajomo?

Wynika to oczywiście głównie z braku czasu i całej masy innych obowiązków oraz zobowiązań, nie jest to jednak żadnym usprawiedliwieniem. Nie mogę sobie pozwolić na motywowanie Was i nakłanianie do ciągłej nauki bez reprezentowania silnie zmotywowanej postawy u samej siebie.

Dlatego dziś przychodzę do Was z bardzo prostą radą / lifehackiem dotyczącym motywacji w nauce. Wywodzi się on po części z idei metody zarządzania czasem pomodoro, którą już doskonale znacie. Chodzi oczywiście o nagradzanie się.

slowlingo, nauka języków, motywacja
drobne przyjemności

Struktura a motywacja

O tym, że trzeba mieć ustrukturyzowaną rutynę w nauce zapewne już wiecie. Pozwala ona przypisywać sobie nowe informacje do znanego schematu czasowego lub miejsca. Sprawia, że czujemy się bardziej komfortowo ucząc się nowych rzeczy, możemy się skupić na materiale, gdyż otoczenie i czynniki zewnętrzne nie rozpraszają nas. Problem w tym, że rutyna źle się kojarzy - z powtarzalnością, trudem, zniechęceniem, nudą.

Ale przecież rutyna nie musi dotyczyć tylko tych trudniejszych rzeczy i nie musi wywoływać negatywnych skojarzeń. Trzeba sobie stworzyć rutynę przyjemności, rutynę nagradzania się. W jaki sposób?

Uczenie się języków to styl życia. Propagujemy tę ideę na każdym kroku. Nie trzeba mieć konkretnego powodu, by się uczyć, to po prostu rozwija. Jednak wybór danego języka zazwyczaj ma swoją bardziej konkretną motywację, np.: kultura kulinarna lub muzyczna Hiszpanii, hobby wywodzące się z Japonii, fascynacja powieściami szwedzkiego autora, lub po prostu: praca w anglojęzycznym środowisku. To wszystko jest oczywiste, a jak ma się nagradzania?

Często stawiamy sobie odległe cele, które traktujemy jak nagrodę. Te cele są spore, wymagające i zazwyczaj jednorazowe, np. wypad do Granady latem na zwiedzanie Alhambry. Wiecie, na co czekacie, przygotowujecie się długo by osiągnąć cel. Jednak gratyfikacja jest zbyt daleko, by bez problemu utrzymać stałą motywację. Nagradzanie musi następować częściej, bo to regularne drobiazgi są najbardziej skuteczne i motywujące.

Ustalcie sobie schemat czasowy, kiedy nagradzacie się jakimś drobiazgiem związanym z językiem, którego się uczycie. Może to być np. pójście na pyszny obiad do hiszpańskiej knajpy raz w tygodniu, w miesiącu. A jeśli uwielbiacie tańczyć, zapiszcie się na kurs salsy, a cotygodniowe zajęcia traktujcie jako nagrodę w wysiłkach językowych. Opcji jest dużo więcej. Wracając do szwedzkiego przykładu - może to być zakup kolejnej powieści albo drobne zakupy w Ikea (jeśli lubicie).

Nieważne co potraktujecie jako nagrodę. Ważne, by nagradzanie było regularne i świadome, byście wyrobili sobie nawyk nagradzania się, a tym samym motywowania do dalszej pracy. 

Samą metodę pomodoro i nieco częstsze nagrody co 25 minut wysiłku stosujcie oczywiście na co dzień!

Bądźcie zmotywowani!

Jestem lingwistycznym terrorystą?

Mimo, że staram się być bardzo otwarta na lingwistycznych i edukacyjnych laików, zawsze daję się zaskoczyć ich postrzeganiu świata języków obcych. 

Ostatnio zmroziło mnie pytanie jednego ze współpracowników biznesowych: po co mi język niderlandzki, skoro nie wykorzystuję go w bieżącej współpracy? Nie chodziło tylko o to pytanie, ale też o towarzyszące mu zdziwienie, że można uczyć się innego języka niż angielski. I że jedyny powód znajomości języka to praca. Prawie z wyrzutem, że poświęcam czas na języki, a nie coś innego.

slowlingo, nauka języków, niderlandzki
różne języki
Dosłownie nie wiedziałam co odpowiedzieć. Po głowie kołatały mi się myśli: "No ale jak to, przecież moje życie nie kończy się na pracy.", "To doskonała stymulacja intelektualna.", "Mój mózg się dzięki temu rozwija.", "To przecież ciekawe wyzwanie." Oczywiste stwierdzenia o podróżowaniu i poznawaniu kultur nawet nie przyszły mi do głowy. 

Nieświadomość, czy ignorancja?

Bardzo zaskoczył mnie brak świadomości o tym, co poza konkretną wiedzą i wynikającymi z niej korzyściami biznesowymi daje nauka języków. Gdy minęło pierwsze zdziwienie, wymieniłam kilka faktów o nauce języków, ale miałam wrażenie, że mój rozmówca nie dał się przekonać. Stwierdziłam potem, że w sumie nie powinno mnie to dziwić, bo on od kilkunastu lat pracuje w jednej firmie, na jednym stanowisku i pewnie świata poza nią nie widzi. Prawdopodobnie zobaczyłby, gdyby znał języki i uczył się ich.

Nie będę się spierać z faktem, że moje postrzeganie tego tematu jest mocno . Być może nie powinna mnie dziwić ignorancja innych. Mimo wszystko jednak trudno mi się choc odrobinę wewnętrznie nie burzyć, prawdopodobnie również ze względu na to, że mój system wartości jest, poprzez takie oburzone dziwienie się, praktycznie podważany. 

Zapraszam Was tym bardziej do lektury artykułu z magazynu Forbes, który podkreśla, że nauka języków nie sprowadza się jedynie do biznesowych korzyści. Jest ich przecież o wiele więcej.

A Wy dlaczego konkretnie uczycie się języków? Jakie widzicie korzyści? Piszcie w komentarzach.

Lubię gramatykę

via rapida, hiszpański, nauka języka, slowlingo

Mam to szczęście należeć do osób, które nie mają trudności z nauką języków. Rozumiem zasady, jakimi rządzi się gramatyka, wyczuwam intuicyjnie dlaczego i o co chodzi. Nie jest jednak tylko "różowo". Jeśli mam nauczyć się odmiany, muszę ją zobaczyć, rozpisaną, na papierze. Z wyróżnionymi końcówkami. Najlepiej w książce, żebym zawsze łatwo mogła odnaleźć miejsce, stronę, gdzie ta informacja się znajduje. Jeśli mam zrozumieć i zapamiętać szyk zdania również potrzebuję reprezentacji graficznej. Ze strzałkami, kolorami. I też najlepiej w książce.

Nowoczesna nauka bez nauki?

Co niektórzy propagatorzy "nowoczesnego" uczenia się z pewnością zakwestionują te "tradycyjne metody". Przecież teraz wszystko jest elektroniczne i można się nauczyć języka z apci z obrazkami, pojedynczymi słówkami i społecznością innych osób, które również wierzą w magiczne działanie mobilnych aplikacji. Owszem, można ćwiczyć, rozwijać, "dirillować" (ang. "drill" oznacza wielokrotne powtarzanie tych samych treści w celu opanowania ich), ale nabyte już wcześniej umiejętności i wiedzę, ewentualnie a priori pracować interaktywnie z treściami, które pozwolą później zrozumieć złożoność języka, ale nie nauczą w danej chwili.

Nie myślcie, że nie popieram e-learningu, czy m-learningu. Wręcz przeciwnie, propaguję, stosuję i rozwijam. Jednakże w całej tej szalonej euforii nie można zapominać, że największą zaletą e-learningu jest możliwość dostosowania treści i metod do indywidualnych preferencji. I to musimy robić, budując i rozwijając nasze modele absorpcji. Jeśli potrzebujemy tabelkę z odmianą, pochłońmy tę wiedzę w sposób dla nas przystępny — dla mnie poprzez analizę schematów graficznych i przypięcie do tego logicznych zasad. Gdy już przeprocesuję te informacje mogę do woli ćwiczyć i ćwiczyć i ćwiczyć w dowolnej formie elektronicznej. Muszę jednak wiedzieć, skąd bierze się dana forma i dlaczego mam jej użyć. Brak takiej wiedzy mnie dezorientuje i irytuje.

Dlatego sięgam po książkę, schemat, rozpisane zasady gramatyczne. A skąd taki tytuł tego posta? Moje wszystkie odczucia i opinie związane z propagacją u dorosłych naturalnego uczenia się języka, tj. uczenia się tylko poprzez ekspozycję na język (np. podczas pobytu w innym kraju), są wspaniale wyrażone w artykule The Guardian "I need a verb table, I can't learn Spanish with just a smartphone". Autor Alan Haburchak zauważa, że nie potrafi uczyć się bez struktury, bez wiedzy i rozumienia dlaczego, tylko w ten sposób potrafi i tym samym chce się uczyć.

Jestem dorosła, nie jestem już dzieckiem

We wszystkich wspaniałych ideach głoszących naukę poprzez naturalną ekspozycję zapomina się wciąż o jednej, niezwykle istotnej rzeczy. Nie jesteśmy już niemowlakami, nasze mózgi są w pełni rozwinięte, a umiejętność analizowania i przetwarzania danych w sposób świadomy wymusza na nas podanie tych danych w sposób ułatwiający procesowanie informacji. Na co dzień nasze mózgi wykonują ogrom pracy. Wymaganie od nich podświadomego odnajdywania i wyłapywania zasad gramatyki, przetwarzania ich na zrozumiałe schematy i internalizowania w przystępny dla nas (i naszych mózgów) sposób jest wymaganiem nazbyt wygórowanym. Nasze mózgi potrzebują maksymalnie uproszczonych danych, w postaci schematów, grafik, rzeczy, które uznają za logiczne (dla każdego logika może oznaczać co innego). Dzięki takiemu odciążeniu mogą skupić się na najważniejszej rzeczy — absorbowaniu i internalizowaniu informacji. Dlatego tak ważne jest wypracowanie własnych modeli absorpcji. Tylko właściwe ich dobranie sprawi, że nasz mózg będzie przyswajał wszelkie nowe informacje dużo lepiej.

A czy Wam wystarczy tylko aplikacja na komórce? Podzielcie się swoimi doświadczeniami i modelami absorpcji!

Byle zdążyć

Założę się, że wiele i wielu z Was czasami wychodziło z siebie żeby tylko "zdążyć" się nauczyć jakiegoś aspektu językowego przed konkretnym deadline'm: egzamin, certyfikat, rozmowa kwalifikacyjna? Udawało się? Być może chwilowo, ale z pewnością było to bardzo wyczerpujące przedsięwzięcie. Musimy pamiętać, że nasz mózg funkcjonuje non-stop, 24/7 przez całe nasze życie i trzeba mu dać czasem odetchnąć! Szczególnie dobrze widać to w przypadku nauki języków.

nauka języków, slowlingo, jak się uczyć
Źródło: pixabay.com

Daj sobie czas na odpoczynek

Wszyscy moi uczniowie zawsze podlegali jednej zasadzie - po dłuższej przerwie w nauce (np. miesiąc, lub w czasie wakacji 2) zawsze wracali na zajęcia a świetnej formie intelektualnej. Używali bardziej wyszukanego słownictwa, robili mniej błędów gramatycznych i mówili bardziej płynnie, jakby zrobili ogromny postęp! Na pytanie, czy wyjątkowo dużo ćwiczyli, mieli kontakt z żywym językiem odpowiadali - nie! "Nie robiliśmy nic z naszym angielskim, odpoczywaliśmy, daliśmy sobie wolne od nauki, nie było czasu... etc."

Tryb rozproszony - diffuse mode

Zasada świetnej formy językowej po "odpoczynku" sprawdzała się w każdym jednym przypadku. Zaobserwowałam to również u siebie, po kilku(nasto) tygodniowej przerwie w nauce hiszpańskiego nie miałam żadnym problemów by na kolejnych pierwszych zajęciach mówić swobodnie, płynnie, i co najważniejsze, w miarę poprawnie. Działa to zazwyczaj tylko w przypadku pierwszych zajęć, potem następuje powrót do "regularnego" poziomu znajomości języka danej osoby. Pokazuje to jednak, że dając naszemu mózgowi i umysłowi czas na swobodne przetwarzanie przyswajanych informacji bez presji, też uczymy się języka. Możemy to zjawisko przyrównać do zmiany trybów - skupionego (focused mode) i rozluźnionego (diffuse mode - więcej tu), będących jednymi z technik efektywnego uczenia się.

Nie znaczy to oczywiście, że nie trzeba ciężko pracować nad nowym językiem, wręcz przeciwnie. Trzeba to jednak robić umiejętnie, z dobrze opracowanym modelem absorpcji. Trzeba wiedzieć, kiedy potrzebujemy przerwy, jak długiej i jak ją efektywnie wykorzystać. Musimy poznać nasz mózg i nauczyć się z nim współpracować.

Pomysł na ten wpis przyszedł mi do głowy, gdy natknęłam się na artykuł w TIME Magazine, traktujący o nowym badaniu przeprowadzonym przez MIT, dotyczącym wysiłku i pracy mózgu w nauce języków. Szczegóły znajdziecie tu. Artykuł ten skupia się również na tym, jak funkcjonuje nasz mózg podczas nauki. 

Polecam Wam zapoznanie się również z oryginałem, a w międzyczasie zostawiam Was z refleksją na temat Waszych doświadczeń z przerwami w nauce. Czy też mieliście po takiej przerwie "językowego kopa"?

Pozdrawiam i do następnego razu!

Jak to się mówi po polsku...?


Zastanawialiście się kiedyś jak coś wyrazić w ojczystym języku i na myśl przychodziło Wam doskonale oddające sens wyrażenie w języku obcym? No jasne, że tak.

 Źróło: chayathonwong2000 at FreeDigitalPhotos.net
A zastanawialiście się, jak znajomość języków obcych wpływa na Waszą osobowość? Czy zmienia sposób myślenia, postrzegania, reagowania na rzeczywistość? Jeśli do tej pory uchowaliście się przed takimi pytaniami to czas je zadać. Dlaczego? Otóż dlatego, że możecie odkryć wiele ciekawych zmian, jakich doznaliście wewnętrznie poprzez znajomość innego języka.

Język jak wiecie, to nie tylko znaczenia i kultura, ale cały, złożony system rzeczywistości. Język porządkuje rzeczywistość i nadaje kierunek naszemu myśleniu. W genialnej książce Through The Language Glass Guy Deutscher opisuje przykłady tego, jak bardzo język kształtuje nas oraz to jak myślimy o świecie.

Nauka języka daje nam możliwość otwarcia nowych drzwi, nie tylko w kwestii wiedzy, ale przede wszystkim w sposobie analizowania rzeczywistości. Przykładowo — polskie "mieć rację" ("tienen razon" -es czy "gelijk hebben" - nl) versus "be right" po angielsku, które może znaczenie wpłynąć na to, jak myślimy o sobie. 

Polskie/hiszpańskie/niderlandzkie "posiadanie" jest zewnętrzne, bardziej obce i bezosobowe. Ale "bycie" wręcz przeciwnie. Całe nasze "ja" integruje się "racją" nadając jej większą wagę.

Przykładów jest wiele. Zachęcam, byście zastanowili się, jak postrzegacie rzeczywistość w sytuacjach, w których Was język ojczysty i obcy różnią się.

Pozdrawiam i trzymam kciuki za fascynujące odkrycia!
Uwaga uwaga wszyscy fanatycy uczenia się języków!. Chcecie pomóc w rozwoju metod nauczania?

Wypełnijcie proszę kwestionariusz badania preferencji w nauce języków obcych. Docelowo chodzi o dopracowanie metody nauczania i uczenia się w oparciu o indywidualne predyspozycje kognitywno-psychologiczne i późniejszą publikację wyników całego badania. Ten etap badania to krok pierwszy.

Image courtesy of  Lordjiew at FreeDigitalPhotos.net

Dziękujemy i pozdrawiamy!