Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty
Pisząc ten post zastanawiałam się kto będzie nim najbardziej zainteresowany - czy osoby uczące się języków, czy lingwiści - językowcy, nauczyciele czy coachowie językowy, który myślą o obraniu podobnej ścieżki zawodowej. I na ten moment nie wiem. Dlatego proszę Cię, gdy skończysz czytać ten tekst - daj znać w komentarzu, co się do niego sprowadziło i skłoniło do przeczytania.

slowlingo, jak się uczyć, nauka języków, języki obce, strategie nauki języków

Dawno, dawno temu...

Od początku mojej pracy zawodowej wiedziałam, że chcę organizować naukę i szkolić. Nie miałam sprecyzowanej ścieżki, ale naturalną siłą rzeczy działałam w językach, bo to od zawsze sprawiało, że czułam się jak ryba w wodzie. Dwie filologie dały początek, a kolejnym etapem była podyplomówka z zarządzania projektami, która wynikła poniekąd samoistnie z pracy przy językowych produktach e-elarningowych.

Kolejne kroki

Zdarzało mi się oddalać nieco od tematyki językowej oraz szkoleniowej, ale zawsze wracałam, nie czując się komfortowo w obszarach niezwiązanych z edukacją. Wiedziałam już, że to pole zawodowe chcę zagospodarować. Ciągnęło mnie jednak zawsze także do aspektów biznesowych, które mocno przebijają w moim podejściu do nauki języka, i o których możesz czytać w całej serii postów "Biznesowo o językach."

Czułam się rozdarta pomiędzy pracą stricte na języka i na kwestiach biznesowych. To był moment, kiedy postanowiłam wystartować z blogiem i zająć się organizacją językowych procesów edukacyjnych. Od krótkiego czasu pracowałam wtedy także na coachingu językowym i idealnie trafiłam z rozdmuchaniem tego pomysłu właśnie na początku działalności blogowej. Po kilku latach coaching językowy wszedł na stałe do mojego wachlarza pomocy edukacyjnych.

Nie tylko języki

Na początku pracowałam tylko na projektach językowych, ale z czasem na rynku wzrosło zapotrzebowanie także na inne projekty rozwojowe. Zgłaszało się do mnie coraz więcej firm zainteresowanych wdrażaniem kompleksowych pomysłów na edukację. Chciano, by od początku do końca zaprojektować i wdrożyć plan nauki, wesprzeć go wszelkimi możliwymi narzędziami, w tym coachingiem i  kursami e-learningowymi.

Języki jako nauczana materia coraz bardziej ustępowały miejsca językom, jako narzędziu do budowania wizerunku oraz relacji z klientami. Mi coraz mniej doskwierał fakt, że nauczanie języków od postaw odchodzi na boczny tor i przeradza się w konwersacje biznesowe (o brandingu, marketingu, FMCG, fotografii, motoryzacji etc.).

Krok (prawie) ostatni

Ostatnie kilkanaście miesięcy (wyszedł z tego grubo ponad rok) skupiałam się mocno na kontaktach B2B - czyli business-to-business - i współpracy z większymi podmiotami prawie wyłącznie nad wspomnianymi powyżej kompleksowymi projektami edukacyjnymi. 

Doba ma tylko 24 godziny, więc mój fokus na jednym typie kontrahentów oznaczał rezygnację z innego, niestety. Wraz ze wzrostem liczby dużych zobowiązań, musiałam rezygnować z mniejszych, indywidualnych.

Szalony koniec roku 2018

Bardzo dużo zadziało się pod koniec roku, wspominałam o tym we wcześniejszym poście. To właśnie wtedy zaproponowano mi współpracę na wyłączność jako strategowi edukacyjnemu przy sporym projekcie edukacyjnym. Było to bardzo ciekawe wyzwanie, ale w pełnym wymiarze. Zdecydowałam się więc zawiesić pomniejsze współprace i zaryzykować. Na razie jestem bardzo zadowolona, jednak zawsze, taka współpraca na wyłączność i zastopowanie innych działań wiążą się z ryzykiem. To, co zyskałam, to brak konieczności zabiegania o kolejne, nowe kontakty i możliwość skupienia się na rozwijaniu umiejętności i budowie własnej marki (tak, wiem, brzmi to modnie). 

Języki wykorzystuję na co dzień, uczę się aktywnie dalej hiszpańskiego i niemieckiego, właśnie ponownie aktywowałam konto busuu premium i stawiam pierwsze kroki w arabskim (😎).

Języki na pierwszym miejscu

Języki  nadal są na pierwszym miejscu w mojej edukacji i zawodowej pracy. To dzięki nim znajduję i mogę podejmować kolejne wyzwania. A jak z językami aktualnie stoisz Ty? Podziel się w komentarzu.
Dziś wracam z postem dla graczy i miłośników gier. Ostatni post o tej tematyce powstał w maju, kiedy to opisywałam jak można zastosować typy graczy według Richarda Bartle w uczeniu się języków. Tym razem zapraszam na kolejny wpis z serii "Zagraj w język". Pozostałe znajdziecie tutaj.

Ouija - klimatyczna tablica

Głównym bohaterem dzisiejszego wpisu jest Ouija. Jeśli nie kojarzycie czym jest Ouija, to już spieszę wyjaśnić. Ouija to (zazwyczaj) drewniana plansza-tablica służąca, jeśli w to wierzyć, do komunikacji z duchami. Z tego względu znana jest także jako spirit board albo talking board (ang. tablica duchówmówiąca tablica). Nazwa ouija, z kolej, wywodzi się prawdopodobnie z francuskich i niemieckich słów oznaczających "tak". Na planszy znajdują się z litery alfabetu, cyfry od 0 do 9 oraz słowa: tak, nie, do widzenia. W klasycznym wykorzystaniu tablicy należy zadać duchowi pytanie, a on w odpowiedzi poprowadzi nasze ręce po literach, tworząc wyraz(y).

Ale my oczywiście nie będziemy się tu dzisiaj zajmować wywoływaniem duchów, ale inną formą komunikacji ze światem paranormalnym. Pokażę Wam jak można wykorzystać samą planszę do gier językowych.

Jeśli nie przepadanie za kwestiami nadprzyrodzonymi, to najprawdopodobniej moja dzisiejsza propozycja wykorzystania tej właśnie planszy nie przypadnie Wam do gustu. Jeżeli jednak lubcie tę tematykę lub macie do niej neutralny stosunek, zdecydowanie polecam wykorzystanie Ouija.

Jak grać w język z Ouija?

Przede wszystkim - językowa gra nabierze ciekawego charakteru i klimatu. Moja Ouija jest specjalną edycją, związaną z serialem Supernatural, o którym pisałam już wcześniej. Tak się składa, że jest to także ubiegłoroczny prezent gwiazdkowy dla mnie 😃😃😃, więc ten post wpisuje się także w świąteczny klimat.

slowlingo, zagraj w język, supernatural, ouija, nauka języków
Tak, wiem - brakuje "z". To powszechny problem z tą edycją, można spotkać wiele komentarzy i pytań na ten temat.
Oto moja propozycja gry językowej z Ouija. Zagrajcie w większej grupie, będzie ciekawiej. Zabawa językowa polegać będzie na wypisywaniu słów z wylosowanych liter. Przed grą należy: 
  • przygotować tablicę/planszę  punktów uwzględniającą wszystkich graczy,
  • przypisać punktowe wartości poszczególnym literom - na przykład: 
    • a,b, c, l - 1 pkt.
    • q - 3 pkt.
    • etc.
Kroki w rozgrywce:

  1. Jedna osoba nie patrząc na tablicę losuje literę wskaźnikiem załączonym do planszy. Planszę ma przed sobą albo właściwie albo do góry nogami. Planszę do losowania litery każdorazowo układają pozostali uczestnicy, by zapewnić losowość.
  2. Po wylosowaniu reszta osób - każdy indywidualnie lub w małych zespołach - w ciągu 30 sekund musi wypisać jak najwięcej słów w języku obcym zaczynających się na tę literę.
  3. Każdy potem spisuje, ile punktów zdobył w danej rundzie według wcześniej ustalonych wartości punktowych.
  4. Potem następuje kolejna runda i kolejna osoba losuje w ciemno literę, a reszta wypisuje słowa.
  5. W przypadku ponownego wylosowania wcześniej wykorzystanej litery, reszta graczy zgłasza, że litera już padła, ale nie mówi która konkretnie. Gracz losuje ponownie.
  6. Zagrywkę można powtórzyć kilka razy, ale tak by każdy miał szansę losować literę i równą liczbę szans na wypisanie słów.
  7. W przypadku wylosowania cyfry należy powtórzyć losowanie odwracając planszę. Wartość wylosowanej wcześniej cyfry liczy się jako bonusowe punkty do uzyskanych z wypisanych słów.
  8. Po zakończeniu wszystkich rund następuje runda finałowa. Z wszystkich wylosowanych wcześniej liter trzeba ułożyć maksymalnie wiele słów. Uwaga - kombinacje dowolne - słowa mogą składać się tylko z tych liter, albo po prostu je zawierać. Na to zadanie gracze mają minutę. Osoba, która wypisze najwięcej słów otrzymuje bonusowe 100 punktów, które dodaje do swojej puli. 
  9. Na końcu następuje podliczenie wszystkich punktów, które wyłoni zwycięzcę.
Dzięki takiemu zastosowaniu tablicy Ouija można w interesujący sposób odświeżyć i ugruntować słownictwo w języku obcym. Co myślicie o takim wykorzystaniu planszy?

Nie lubię Duolingo

Jeżeli piszę o dobrych narzędziach do nauki online, pomijam Duolingo. Jeśli o nim wspominam, to dlatego, by stwierdzić, że nie rozumiem jego idei nauczania oraz braku metodyki. I zawsze zastanawiają mnie te okrzyki zachwytu nad ta aplikacją. Jej główną zaletą wydaje się być fakt, że jest darmowa. Ale czy na pewno?

Genialny model biznesowy

Nie zastanawia Cię, dlaczego serwis oferujący usługi językowe jest darmowy? W dzisiejszych czasach dość naiwne zdaje się być myślenie, że biznesy nie mają ukrytej agendy i celu w oferowaniu darmowych treści. To zawsze chodzi o zdobycie potencjalnego klienta lub bezpośrednie zarobienie pieniędzy. Jedni robią to w bardziej, inni w mniej elegancki sposób, ale zawsze sprowadza się to do kwestii finansowych.

slowlingo, nauka języków, skuteczna nauka
Nauka czy praca z Duolingo?

Czytanie jako (skuteczna) metoda nauki języków?

Czytanie uchodzi za jedną z najskuteczniejszych metod nauki języka, nie tylko obcego, ale także, a może przede wszystkim, rodzimego. Wydaje się, że czytanie jest dla naszego mózgu naturalnym sposobem na przyswajanie nowych i utrwalanie znanych już treści. Nie jest to jednak do końca prawdą. 

Nasz mózg musi wykonać sporą pracę konwertując pojedyncze znaki - litery - w słowa i znaczenia. Następnie znaczenia musi przekonwertować w bardziej dla siebie zrozumiały ciąg ruchomych obrazów (jakby film odgrywany w naszej głowie). Ostatecznie dopiero tekst przetłumaczony na znaczenia i obrazy może zostać zinterpretowany i zanalizowany.

slowlingo, nauka języka, język obcy, angielski, czytać, czytanie, kindle

Czy zatem czytanie jest faktycznie tak skuteczne w nauce? Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak. Co prawda gotowe obrazy przemawiają do naszego mózgu o wiele bardziej niż goły tekst, gdy już z tekstu powstaną znaczenia dzieje się magia. Ale jak to wygląda krok po kroku?

Gramatyka a słownictwo

Widząc tekst jako reprezentację struktur języka, wiedzę o tej dziedzinie przyswajamy skuteczniej. Dzieje się tak, ponieważ uczymy się słownictwa funkcyjnego i struktur gramatycznych w ich faktycznej, wizualnej/graficznej reprezentacji. Mózg wciąż musi wykonać kodowanie: litery → znaczenie → obraz (funkcja), ale następny krok jest już dużo prostszy. Zapamiętujemy nie tyle znaczenie słów, ale przede wszystkim "fizyczne" rozmieszczenie w zdaniu. Gramatyka jest zatem dosłownie zobrazowana w tekście.

Tak sprawy się mają z gramatyką, ale jak to jest ze słownictwem? Ze słownictwem wracamy niestety do punku wyjścia. Oznacza to, że poza pisownią, trudniej nam będzie przyswoić słownictwo niż ma to miejsce w przypadku gramatyki. Dlaczego? Dlatego, że graficzna reprezentacja słowa (litery) nie jest jednoznaczna ze znaczeniem. Poznamy kontekst występowania słowa i być może podświadomie podchwycimy jego znaczenie. Jeśli jednak tak się nie stanie, nadal czeka nas praca kodowania znaczenia i utrwalania go w pamięci. To oczywiście trwa.

Czy zatem istnieje sposób na uproszczenie procesu kodowania i skrócenie czasu potrzebnego na nauczenie się nowego, przeczytanego słownictwa? Tak. Z pomocą może nam przyjść technologia.

Ułatw sobie życie - czytaj po angielsku na Kindle

W kwestii czytania tekstów w języku obcym pojawia się jeszcze jeden, dodatkowy element. Wielokrotnie uczniowie pytają mnie, czy czytając tekst powinni na bieżąco sprawdzać słówka, których nie rozumieją, czy nie.

Teorie uczenia się głoszą, że lepiej nie sprawdzać na bieżąco, ponieważ powinno się kierować ogólnym kontekstem, by słowo zrozumieć; dodatkowo sprawdzanie na bieżąco wybija z rytmu i traci się wątek. Ma to jednak zastosowanie tylko do sytuacji, w których brak znajomości danego słowa nie paraliżuje naszego rozumienia tekstu. Jeśli brakuje nam kluczowego słowa, a kontekst nie jest dla nas jasny, to oczywiście powinniśmy sprawdzić dany zwrot. Skalę trudności musimy ocenić sami.

Zdecydowanie z pomocą w tej materii przyjdzie nam czytnik książek elektronicznych - Kindle. Czytając tekst możemy na bieżąco sprawdzać znaczenie słów, dzięki dwóm rozwiązaniom - Word Wise oraz wbudowanemu słownikowi.

Word Wise to funkcja pozwalająca na czytanie tekstu już z widocznymi podpowiedziami znaczeń trudniejszych wyrazów i zwrotów, ale dostępna jest tylko dla wybranych książek z Amazon. 

Jeśli natomiast nie chcemy się rozpraszać i interesuje nas tylko okazjonalne sprawdzanie pojedynczych słów, idealnie sprawdzi się tu wbudowany słownik, Oxford Dictionary oraz inne. Mając połączenie z internetem możemy dodatkowo wyszukać znaczenia np. w Wikipedii. Aby sprawdzić słowo, wystarczy przytrzymać je chwilę (na czytnikach dotykowych), aż do momentu pojawienia się definicji i/lub tłumaczenia. Zaznaczone słowo automatycznie doda się do listy słownictwa. 

Kindle posiada także funkcję Vocabulary BuilderFunkcja ta pozwala nam ćwiczyć dodane powyżej słowa w systemie fiszkowym, bezpośrednio na czytniku. Zwroty podpowiadają się w kontekście, w którym pojawiły się w danej książce i dzięki temu możemy skuteczniej je kodowaćVocabulary Builder dostępny jest dla czytników od modelu Paperwhite w górę.

Obszerniej wszystkie funkcje opisane są w poście Świata Czytników, który znajdziecie tutaj.

Papier, czy e-papier?

Wiem - ten post nie jest wcale odkrywczy i osoby korzystające z Kindle na co dzień z pewnością doskonale znają te funkcje. Wiem także, że nie każdy ma przekonanie do e-booków i papieru elektronicznego. Być może jednak możliwości, jakie daje korzystanie z technologii w kwestii czytania sprawią, że Ci mniej entuzjastycznie nastawieni zmienią jednak zdanie i choćby w celu usprawnienia procesu nauki sięgną po czytnik i książki elektroniczne. Polecam i zachęcam do stosowania takiego rozwiązania.

A czy Wy już czytanie na Kindlu?


Dziś krótko i rzeczowo. Poniżej znajduje się lista zwycięzców rozdania. 

slowlingo, PONS, rozdanie, nauka języków

  • Kasia Cygan - "Jedziemy do.. Francji"
  • Agnieszka Chojnacka - "Rozmówki obrazkowe - francuski"
  • Martyna Sobala - "Jedziemy do... Włoch"
  • Kasia Proć -"Rozmówki obrazkowe - angielski"
  • Anna Kaczmarek - "Jedziemy do... Hiszpanii"
  • Robert Kawala - "Jedziemy do Anglii" 
  • Monika Kuźniar - "Rozmówki obrazkowe - hiszpański"
Serdecznie gratuluję zwycięzcom. Odpowiedzi znajdziecie pod poprzednim postem oraz filmikiem YT (niektórzy się wyłamali i komentowali gdzie indziej 😃).

W najbliższych dniach skontaktuję się z Wami mailowo w celu przekazania wybranych przez Was rozmówek.

Jeszcze raz dziękuję za udział w rozdaniu i wkrótce zapraszam na kolejne.

Zmiana planów

Planowałam na dziś inny post, ale wczorajszy seans "Szybkich i wściekłych 8", których akcja rozpoczyna się w Hawanie sprawił, ze zmieniłam plan publikacji. Do tego zabierałam się od wielu miesięcy, może nawet od roku. W końcu się zmobilizowałam.

Zapraszam dziś na post o tym, jak wygląda zderzenie z rzeczywistością, gdy dociera się do kraju, który od dawna jest na szczycie listy "miejsc do zobaczenia". I o tym, jakie znaczenie ma znajomość języka w takiej sytuacji.

Większość z Was ma pewnie takie listy i takie miejsca. Moim była Kuba. Dlaczego? Słyszałam kiedyś, że najpiękniejszy hiszpański jest właśnie na Kubie. To w Hawanie mieszkał przez wiele lat Ernest Hemingway. Kolory, muzyka, stare samochody, cygara. Mistycyzm tego zapomnianego przez współczesne udogodnienia kraju był kuszący. 

Kuba, kraj odwrócony

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Hawana centrum
Zanim opiszę mój pobyt i wrażenia z Kuby, muszę zaznaczyć, że moja wizyta miała miejsce w 2014 roku. Teraz wiele rzeczy zapewne się zmieniło. Mi udało się dotrzeć tam jeszcze przed zmianami polityczno-ekonomicznymi, prawdopodobnie w ostatnim momencie, gdy Kuba była jeszcze "bardziej kubańska". Mimo tego, że pierwsze wrażenie mówiło, że czas tam stanął w miejscu, już wtedy czuć i widać było zmiany ku komercjalizacji i konsumpcjonizmowi. 

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Widok na centrum z Zamku Morro
Zanim wybraliśmy się na Kubę, przygotowaliśmy się: obejrzeliśmy wiele filmików na YouTube, przeczytaliśmy posty blogowe o tym co i jak przygotować przed wyjazdem i czego się spodziewać. Mieliśmy komplet informacji. Ja, przez 3 miesiące, intensywnie uczyłam się języka, by opanować podstawy. 

Po powrocie czułam się jednak oszukana wizją idyllicznej krainy pełnej słońca, tańca i uśmiechniętych, mimo biedy, ludzi, wizją którą zaserwowały mi powyższe media. Nasz pobyt na Kubie był niesamowitym doświadczeniem, nie pozbawionym jednak nieprzyjemnych sytuacji, obaw o bezpieczeństwo i ostrożności na każdym kroku.

Wyprawa do innego świata

Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy wykupywać organizowanych wycieczek, że chcemy zaplanować i zarezerwować wszystko sami. Kwaterę prywatną wyszukałam w TripAdvisor. Spodobał mi się gospodarz (przemiły człowiek, serdecznie polecam pobyt właśnie u niego), więc po pobieżnym przejrzeniu innych ofert nie szukaliśmy dalszych opcji. Mieliśmy określony budżet i trzymaliśmy się go.

Taka postawa miała swoją czarną stronę. Kuba nie była tak tania, jak przestawiali ją turyści z USA czy Europy zachodniej. Gdy kalkulowaliśmy wydatki targowaliśmy się ze sprzedawcami, przestawało być miło, czasem robiło się agresywnie.

Z jednej strony jest to zrozumiałe. Kubańczycy są biedni, więc szukają zarobku na każdym kroku, nie zawsze legalnie. Niejasne opłaty w restauracjach, wysokie taryfy za taksówki, naciągnie turystów na fałszywe występy Buena Vista Social Club, czy podbieranie lokatorów sąsiadom były nagminne. Każdego dnia działo się coś, co negatywnie markowało nasz pobyt.

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Uliczka w dzielnicy Habana Vieja

Nie zrozumcie mnie źle. Kolory, muzyka i zabawa, zapierająca dech przyroda, bogactwo kultury i architektury kolonialnej: to wciąż można było spotkać na Kubie. Ale stało to w ogromnym kontraście z szarą rzeczywistością Kubańczyków. Mieszkaliśmy w dzielnicy nieturystycznej (Cerro), ale nie tylko tam widać było problemy ekonomiczne. Ludzie rezydowali w walących się budynkach, bez szyb w oknach, z prowizorycznymi instalacjami elektrycznymi. 

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Hawana, Centrum

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Konkurs skoków do wody

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Plaża Santa Maria

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Widok z Camara Oscura, Plaza Vieja

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
La Floridita, tu Daiquiri pijał Ernest Hemongway. Na każdym roku spotkacie Fiata 126p.
znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Domino i baseball - ulubione rozrywki Kubańczyków

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Malecón

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Zagłębie czarnego tytoniu - Dolina Viñales

Znajomość języka

Mój hiszpański wtedy był na poziomie ok A2 - podstawowym. Zawsze uważałam, i teraz również podtrzymuję to zdanie, że wyjeżdżając zagranicę na wakacje, warto poznać choćby podstawy języka. Podróżując po Europie zachodniej, czy USA, lub mając pakiet all-inclusive w zamkniętym kurorcie jest łatwiej, ale nie wyobrażam sobie jechać na własną rękę na przykład do Ameryki Łacińskiej, nie znając i nie rozumiejąc słowa po hiszpańsku. I nie chodzi mi o to, by móc sobie zamówić kawę, taksówkę czy drinka i być z siebie dumnym. Chodzi mi o kwestie bezpieczeństwa.

Uważam, że wtedy znałam język hiszpański nie dość dobrze, by móc zupełnie spokojnie cieszyć się wyjazdem. Nie rozumiałam niektórych sytuacji. Ponadto, gdybym, jak amerykańscy i kanadyjscy turyści, których spotkać można było na każdym kroku, chętnie i bez głębszego zastanowienia wydała peso convertible, zapewne byłoby spokojniej. 

Znajomość języka oznaczała ciekawość, dociekliwość i weryfikację. Gdy przyglądałam się bliżej Kubańczykom i ich codziennym praktykom, gdy analizowałam językowe niuanse, spod kolorowej fasady życia w rytmie salsy wyłaniały się smutne twarze i codzienna walka o zawartość portfela turysty. Gdybym nie rozumiała co się dzieje, zapewne byłoby spokojniej.


Teraz Ty

Teraz Twoja kolej ocenić, czy znajomość języka zawsze bezwarunkowo pomaga w pobycie zagranicą. Taka wiedza i umiejętności otwierają oczy i drzwi, choć czasem niektóre wolelibyśmy pozostawić zamknięte.

Ja nie przestanę uczyć się języków przed wyjazdami. Mam jednak świadomość, że mogę dowiedzieć się za dużo. A Ty?

Poli znaczy wiele

Znam 4 języki obce, dwa z nich całkiem przyzwoicie, na tyle, że uczę ich innych. W całym życiu rozpoczęłam naukę jeszcze kilku, ale nie uważam się za poliglotkę. Według różnych definicji poliglota to osoba wielojęzyczna, władająca wieloma językami. Ani 3, ani 4, ani tym bardziej dwa, nie zaliczają się do liczby “wielu”!


kult poligloty, poliglota, slowlingo, nauka języków, skuteczna nauka języków
pixabay.com
Według udokumentowanych informacji wybitni światowi oraz polscy poligloci władali (w stopniu zaawansowanym lub biegłym) kilkunastoma do kilkudziesięciu nawet języków. To się nazywa “wiele”. Ponad to, bycie poliglotą oznacza równoczesne używanie wszystkich znanych języków na co dzień, a nie jedynie od święta. Zadanie iście wymagające.

W ostatnich miesiącach wciąż trafiam na "poliglotów" znających dwa, trzy języki obce, sprzedających swoje unikalne techniki uczenia się. Jest popyt, jest podaż. Co jednak kryje się za tym zrywem?

Kult poligloty

Polecam tekst The Cult of the Polyglot autorstwa Marty Krzemińskiej. Opisuje ona trafnie zjawisko celegloty, czyli poligloty-celebryty. Wiele osób znających kilka języków obcych (niekoniecznie w stopniu zaawansowanym) próbuje wznieść się na wyżyny językowej sławy. Tekst porusza również aspekt dwóch typów osób wielojęzycznych - poliglotów, którzy celowo i systematycznie uczą się języków z naciskiem na poprawność, oraz po prostu multiligwistów, którzy podłapują różne języki mimochodem, niekoniecznie znając je w stopniu powyżej podstawowego.

Marta Krzemińska upatruje genezy zjawiska wśród bloggerów (nie tylko) językowych, którzy dzieląc się doświadczeniami z nauki języków dołączyli do nieco elitarnego klubu poliglotów. Niektórzy nawet zaczęli na tym nieźle zarabiać, sprzedając swoje doświadczenia. I tu rozpoczyna się efekt śnieżnej kuli. Bycie poliglotą jest prestiżowe i wciąż jeszcze ekskluzywne, nieprawdaż? 

W rezultacie poligloci to nowa grupa kultu. Tworzą wartościowe treści, dzielą się własnymi metodami i doświadczeniami i to jest dobre. Ma jednak ciemną stronę.

Poliglota pod presją

Przynależność do tej elitarnej grupy stwarza ogromną presję. Do pewnego stopnia wymusza nawet naukę kolejnych języków, by wciąż być na czele, by nie wypaść z obiegu. Często kosztem jakości i sensu. Owszem, uważam, że jak najbardziej można, a nawet powinno się uczyć się języków tylko dla przyjemności (zgodnie z mottem "nauka języków jest stylem życia".). Ale czy ma to polegać na kolekcjonowaniu języków na siłę? Może to tak działać, choć nie widzę w tym większego sensu. Czy stworzy możliwość aktywnego używania języków na bieżąco? Raczej nie.

Podczas sesji coachingowych słyszę często, że moi klienci przeczytali wszystkie książki i blogi poliglotów, obejrzeli chyba wszystkie tutoriale na YouTube, ale nie bardzo mają pomysł na to, jak tę wiedzę przekuć w praktykę w ich przypadku. Rozpoczynają naukę kolejnego języka, by porzucić go po kilku miesiącach na rzecz innego. I tak wciąż. Prowadzi to do zagubienia, konfuzji i poczucia, że nie dają rady, nie potrafią się zorganizować ani utrzymać motywacji.
Kult poligloty jest w fazie rozkwitu, a chmary adeptów nauki głodnych językowych sukcesów chłoną wszystko. 
Czy nie lepiej skupić się na własnych preferencjach i potrzebach niż gonić za obcymi wizjami? Oczywiście warto czerpać z doświadczeń i pomysłów innych. Warto się inspirować i poznać skuteczne techniki, ale trzeba wziąć na nie poprawkę i wybrać to co działa dla nas. Nie warto wierzyć ślepo w obietnice sukcesu. Trochę to kult, trochę mit. 

Czyli co dalej?

Bycie poliglotą to wspaniała sprawa - świat stoi przed nami otworem, w pracy możemy zapewne przebierać. Nasze horyzonty są bardzo szerokie i posiadamy ważne kompetencje miękkie. Super. Sama dążę do opanowania kilku języków obcych.

Nie zrozum mnie źle. Bardzo cenię osoby, które podejmują wysiłek nauki nawet jednego języka. Przestrzegam jednak przed popadaniem w kult. Czy Ty jesteś albo chcesz być poliglotą? Dlaczego? Jak to postrzegasz? Zapraszam do dyskusji.

W polskim tak nie ma

Zastanawiałeś/łaś się kiedyś jak wiele różne języki mają wspólnego? Czy pewne struktury gramatyczne się powtarzają i ewentualnie dlaczego? Idę o zakład, że wielokrotnie ucząc się języka obcego w lekkim oburzeniu stwierdzałeś/łaś, że dany element językowy jest nielogiczny i w sumie to dlaczego w ogóle się tak go używa, bo przecież w polskim tak nie ma i dajemy radę.

Inne spojrzenie

Nauka innych języków otwiera oczy. Nie tylko ma sprawy kulturowe, ale również na nasz własny język. Ucząc się angielskiego, a potem hiszpańskiego zauważyłam w języku polskim  struktury, które wcześniej myślowo omijałam. Zorientowałam się, że te struktury wyrażają rzeczy w niemalże identyczny sposób. Zauważ, że mówię o podobieństwach w językach z trzech różnych grup: germańskiej (angielski), romańskiej (hiszpański) oraz oczywiście słowiańskiej (polski).

slowlingo, języki, angielski, nauka jezyków
Źródło:pixabay.com

Chcę żebyś...

Dla mnie osobiści zawsze najbardziej uderzającym tożsamym aspektem jest aspekt niedokonany - Perfect oraz tryb łączny (Subjunctive). Często słyszę pytanie dotyczące Perfectu: "Ale tego się przecież wcale nie używa, prawda"? Możesz sobie wyobrazić dziwienie w oczach, gdy mówię, że nie tylko się używa, ale że nawet istnieje w języku polskim. I też się jeszcze używa!

Najlepiej widoczny aspekt Perfect w języku polskim jest w frazach z czasownikami modalnymi. Polskie:
Powinnam była lepiej przygotować się do egzaminu.
to nic innego jak angielskie 
I should have gotten better prepared for the exam.

A co powiesz na to:
Chciałabym, żeby ona była bardziej rozsądna.
versus
I wish she were more reasonable.

Otwórz oczy

Nie chcę tym postem wykładać zasad gramatyki angielskiej ani tym bardziej polskiej. Chcę zachęcić Cię przy kolejnej gramatycznej trudności czy zagwozdce do refleksji i dystansu. Być może dana struktura jest Ci dobrze znana, używasz jej intuicyjnie od lat, tylko jeszcze tego nie wiesz? Pamiętaj, gramatyka opisuje świat i relacje pomiędzy wykonawcami oraz czynnościami. Najprawdopodobniej i w Twoim języku zachodzą relacje wyrażone w bardzo podobny lub nawet identyczny sposób.

Bardzo ciekawi mnie, jakie podobieństwa pomiędzy językami udało się tobie zaobserwować? Koniecznie podziel się nimi w komentarzach.