Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywka. Pokaż wszystkie posty

Pierwszy raz w życiu all-inclusive

Urlopowanie w tym roku rozpoczęłam, dość wcześnie, bo już w maju. Rodzinnie wybraliśmy się do Grecji, na wyspę Kos. Wyjazd ten był dla mnie nietypowy, gdyż pierwszy raz w życiu zdecydowałam się na wyprawę organizowaną w całości przez biuro podróży i to w wersji all-inclusive. Zazwyczaj wszelkie wypady organizuję sama: lot/ przejazd, transfery, zakwaterowanie, atrakcje i zwiedzanie, kontrola kosztów i budżetu. Pozwala mi to zwiedzić dokładnie to, co chcę i w taki sposób, który mi odpowiada. 

Raz zdarzyło mi się wykupić wycieczkę z biurem do Torremolinos (południowa Hiszpania), ale odpowiadali za hotel i przelot, bez atrakcji na miejscu, więc o tę część dbaliśmy sami.

Dlaczego zatem tym razem porzuciłam moje przyzwyczajenia? To proste - nie miałam czasu organizować wyjazdu, a w trakcie pobytu chciałam po prostu odpocząć, nie musząc martwić się o to, co dalej na liście do zrobienia. 

Jak wspomniałam, jechaliśmy rodzinnie i zależało mi na kompromisie, z którego każdy będzie zadowolony: mąż z ciepłej pogody i plażowania, teściowie z egzotycznego miejsca, a syn... z wody i lodów. Ja chciałam pojechać w nowe miejsce i... nic nie musieć. Wybór był dość przypadkowy. Uwzględniając powyższe czynniki oraz pasujący nam majowy termin poprosiliśmy w biurze o rekomendacje. I tak ostatecznie padło na Kos, hotel Sandy Beach w miasteczku Marmari na północy wybrzeżu wyspy, 500 metrów od piaszczystej plaży z klimatycznymi, niebieskimi parasolkami i pięknym widokiem na góry. Wybraliśmy Kos również ze względu na wycieczki fakultatywne.

Grecka przygoda z Turcją w tle

Tygodniowy pobyt upłynął nam nie tylko na odpoczynku i nicnierobieniu. Udało nam się także zwiedzić sporo okolicznych atrakcji: 
  • piękną i malowniczą Kardamenę
  • stolicę wyspy - miasto Kos pełne wpływów greckich, włoskich i osmańskich, 
  • Nisyros - wyspę wulkan 
  • oraz Bodrum, luksusowy kurort na tureckim wybrzeżu. 
Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, co z atrakcji turystycznych podobało mi się najbardziej. Niesamowite wrażenie zrobiło na mnie Nisyros oraz Bodrum, choć to drugie zdecydowanie było zbyt upalne. Cały wypad wspominam bardzo pozytywnie, z jednym tylko minusem - trwał za krótko! Tygodniowy termin spowodowany był moimi ograniczeniami czasowymi, ale w innych okolicznościach zdecydowałbym się przedłużyć pobyt o tydzień.

Nie będę opisywać szczegółowo wypadu, bo jakby nie patrzeć, nie jest to blog podróżniczy. Wrzucam za to poniżej kilka zdjęć. 

slowlingo, nauka języków, jak się uczyć, slowlife, wakacje, Grecja, Kos
Plaża w Marmari

slowlingo, nauka języków, jak się uczyć, slowlife, wakacje, Grecja, Kos
Widoki gór na Kos

slowlingo, nauka języków, jak się uczyć, slowlife, wakacje, Grecja, Kos
Kos - miasto

slowlingo, nauka języków, jak się uczyć, slowlife, wakacje, Grecja, Kos
Nikia, Nisyros

slowlingo, nauka języków, jak się uczyć, slowlife, wakacje, Grecja, Kos
Krater wulkanu, Nisyros

slowlingo, nauka języków, jak się uczyć, slowlife, wakacje, Grecja, Kos
Bodrum, Riviera Turecka

W tym wpisie skupię się za to na porównaniu wypadów organizowanych zupełnie na własną rękę i tych organizowanych przez biuro podróży. Teraz, gdy mam takie doświadczenie, mogę przedstawić własne obserwacje. 

Koszty - czas i pieniądze

Organizacja wypadu na własna rękę to świetna zabawa. Daje mnóstwo satysfakcji i pozwala w 100% wpływać na kształt wyprawy. Niestety... jest bardzo czasochłonna. To podstawowa rzecz, jaka przychodzi mi do głowy, na niekorzyść organizacji własnej. Nie koszt finansowy, ale czasowy właśnie. Zdarzało mi się spędzać godziny, dni i nawet tygodnie w poszukiwaniu ciekawej oferty. Zazwyczaj spowodowane to było ograniczonym budżetem, ale zdecydowanie kosztowało zbyt wiele czasu.

Kolejną kwestią jest kontrola kosztów. Kupując wycieczkę w biurze, wiesz ile będzie kosztować. W przypadku opcji all-inclusive to już w ogóle cud-miód. O ile nie masz takiego życzenia, nie musisz martwić się o koszt wyżywienia, który w moim odczuciu jest chyba największy i najmniej przewidywalny. Decydując się na wycieczki fakultatywne z biurem także możesz w dużym stopniu przewidzieć wydatki związane z takimi atrakcjami. 

Wybierając się na samodzielnie organizowaną wyprawę, nawet jeśli przekalkujesz koszty, powinieneś dodać do nich ok 25-30%. Tyle z mojego doświadczenia wychodzą nieprzewidziane wydatki. Oczywiście możemy bardzo mocno trzymać się wyznaczonego budżetu, ale może to wiązać się z koniecznością rezygnacji z niektórych atrakcji, jeśli ich cena nas zaskoczy.

Kwestie bezpieczeństwa

Chyba nie muszę wiele tłumaczyć. Na zorganizowanej wycieczce jest ktoś, kto się nami "opiekuje", podpowie i pomoże w razie konieczności. Rezydent lub przewodnik doskonale (w założeniu) orientuje się w realiach, potrafi zareagować i interweniować. Ważne jest także to, że często osoba zorientowana zawczasu przestrzeże nas przed zagrożeniami lub przez popełnianiem gaf, które mogą źle się skończyć. 

Oczywiście kwestie bezpieczeństwa zależą od miejsca, do którego się udajemy. Jeśli nie znamy języka docelowego, (lub nawet angielski nie pomoże), warto mieć wsparcie rezydenta lub "lokalsa". To samo dotyczy mniej bezpiecznych miejsc, jak na przykład Ameryka Południowa, RPA, Indie, etc. Dlatego na wyprawę do Peru jadę z biurem i nie uważam, by płacenie im za powyższą wartość dodaną było zbędnym kosztem. 


slowlingo, nauka języków, podróże, jak się uczyć, wartość języka
Zdjęcie pochodzi z serwisu pixabay.com. Mam nadzieję, że wkrótce wkleję tu moje własne zdjęcia
Takiego poczucia bezpieczeństwa zdecydowanie brakowało mi na Kubie. Całą wyprawę organizowaliśmy sami i przez cały pobyt, codziennie działo się coś, co sprawiało że nie czuliśmy się bezpiecznie. O wyprawie na Kubę możesz przeczytać tutaj.

Inaczej sprawa ma się, gdy podróżujemy po Europie, krajach anglojęzycznych, czy np. Japonii. Uważam, że w przypadku tych lokalizacji nie ma konieczności angażowania pośrednika. Chyba, że nie ma się czasu lub ochoty na mozolne przekopywanie ofert (patrz początek postu). 

W przypadku wypadów weekendowych po Europie (tzw. citybreaks) doskonale sprawdzi się oczywiście organizacja własna. Wystarczy zarezerwować lot i hotel, a na miejscu wszystko można sprawnie ogarnąć (no... zazwyczaj). Ja wprost uwielbiam włóczyć się po miastach, zapuszczać w małe uliczki, w których kryje się prawdziwe życie, a nie jedynie turystyczna fasada. 


Moje wyprawy na własną rękę

Sama organizowałam wyjazdy do następujących miejsc:
  • Kuba: Hawana, Viñales,
  • Anglia: Nottingham,
  • Szwecja: Sztokholm,
  • Portugalia: Lizbona (z Vigo),
  • Holandia: Amsterdam, Rotterdam, Delft, Middelburg, Lejda,
  • Belgia: Antwerpia,
  • Niemcy: Berlin, Rostock, Frankfurt, Hamburg,
  • Hiszpania: Barcelona,
  • Francja: Paryż.
Nie wliczam tu wyjazdów, gdy jechaliśmy do rodziny i naszym zadaniem było tylko zabukowanie biletu lotniczego lub autokarowego.

Co ostatecznie polecam - wakacje z biurem czy na własną rękę?

Osobiście uważam, że organizowanie wycieczki na własną rękę pozwala lepiej poznać miejsce, do którego jedziemy. Ale wszystko zależy od aktualnych potrzeb. W przypadku Peru absolutnie nie czuję się na siłach organizować przelotów, transferów, szukać informacji o tym gdzie kupić bilety wstępów oraz zastanawiać się, ile czasu mogę poświęć na daną atrakcję. Obecnie nie byłabym w stanie tak sprawnie zorganizować tylu atrakcji w spójnej wyprawie. Jeśli interesuje Cię, którą wycieczkę chcę wykupić, to tutaj znajdziesz szczegóły.

Jeśli jednak będę się w przyszłości decydować na inne wielkie podróże nie wykluczam, że jeśli będę mieć odpowiednie zaplecze (czas i umiejętności), zorganizuję je sama.

A Ty co wolisz i polecasz?

Co było pierwsze? Jajko czy kura?

Osobiście nie mogę się zdecydować: Czy postanowiłam uczyć się języka, by zrozumieć kulturę, czy uczę się kultury by lepiej poznać język? A jak było z Tobą?

Nie da się ukryć, że zarówno język bez kultury, jak i kultura bez języka funkcjonować nie może i nie będzie. Na co dzień korzystając z języka możesz zgłębiać kulturę. I o to właśnie chodzi, to daje Ci znajomość języka - dostęp do obcojęzycznych zasobów.

slowlingo, nauka języków, kultura

Dziś krótko i rzeczowo. Poniżej znajduje się lista zwycięzców rozdania. 

slowlingo, PONS, rozdanie, nauka języków

  • Kasia Cygan - "Jedziemy do.. Francji"
  • Agnieszka Chojnacka - "Rozmówki obrazkowe - francuski"
  • Martyna Sobala - "Jedziemy do... Włoch"
  • Kasia Proć -"Rozmówki obrazkowe - angielski"
  • Anna Kaczmarek - "Jedziemy do... Hiszpanii"
  • Robert Kawala - "Jedziemy do Anglii" 
  • Monika Kuźniar - "Rozmówki obrazkowe - hiszpański"
Serdecznie gratuluję zwycięzcom. Odpowiedzi znajdziecie pod poprzednim postem oraz filmikiem YT (niektórzy się wyłamali i komentowali gdzie indziej 😃).

W najbliższych dniach skontaktuję się z Wami mailowo w celu przekazania wybranych przez Was rozmówek.

Jeszcze raz dziękuję za udział w rozdaniu i wkrótce zapraszam na kolejne.

Zmiana planów

Planowałam na dziś inny post, ale wczorajszy seans "Szybkich i wściekłych 8", których akcja rozpoczyna się w Hawanie sprawił, ze zmieniłam plan publikacji. Do tego zabierałam się od wielu miesięcy, może nawet od roku. W końcu się zmobilizowałam.

Zapraszam dziś na post o tym, jak wygląda zderzenie z rzeczywistością, gdy dociera się do kraju, który od dawna jest na szczycie listy "miejsc do zobaczenia". I o tym, jakie znaczenie ma znajomość języka w takiej sytuacji.

Większość z Was ma pewnie takie listy i takie miejsca. Moim była Kuba. Dlaczego? Słyszałam kiedyś, że najpiękniejszy hiszpański jest właśnie na Kubie. To w Hawanie mieszkał przez wiele lat Ernest Hemingway. Kolory, muzyka, stare samochody, cygara. Mistycyzm tego zapomnianego przez współczesne udogodnienia kraju był kuszący. 

Kuba, kraj odwrócony

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Hawana centrum
Zanim opiszę mój pobyt i wrażenia z Kuby, muszę zaznaczyć, że moja wizyta miała miejsce w 2014 roku. Teraz wiele rzeczy zapewne się zmieniło. Mi udało się dotrzeć tam jeszcze przed zmianami polityczno-ekonomicznymi, prawdopodobnie w ostatnim momencie, gdy Kuba była jeszcze "bardziej kubańska". Mimo tego, że pierwsze wrażenie mówiło, że czas tam stanął w miejscu, już wtedy czuć i widać było zmiany ku komercjalizacji i konsumpcjonizmowi. 

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Widok na centrum z Zamku Morro
Zanim wybraliśmy się na Kubę, przygotowaliśmy się: obejrzeliśmy wiele filmików na YouTube, przeczytaliśmy posty blogowe o tym co i jak przygotować przed wyjazdem i czego się spodziewać. Mieliśmy komplet informacji. Ja, przez 3 miesiące, intensywnie uczyłam się języka, by opanować podstawy. 

Po powrocie czułam się jednak oszukana wizją idyllicznej krainy pełnej słońca, tańca i uśmiechniętych, mimo biedy, ludzi, wizją którą zaserwowały mi powyższe media. Nasz pobyt na Kubie był niesamowitym doświadczeniem, nie pozbawionym jednak nieprzyjemnych sytuacji, obaw o bezpieczeństwo i ostrożności na każdym kroku.

Wyprawa do innego świata

Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy wykupywać organizowanych wycieczek, że chcemy zaplanować i zarezerwować wszystko sami. Kwaterę prywatną wyszukałam w TripAdvisor. Spodobał mi się gospodarz (przemiły człowiek, serdecznie polecam pobyt właśnie u niego), więc po pobieżnym przejrzeniu innych ofert nie szukaliśmy dalszych opcji. Mieliśmy określony budżet i trzymaliśmy się go.

Taka postawa miała swoją czarną stronę. Kuba nie była tak tania, jak przestawiali ją turyści z USA czy Europy zachodniej. Gdy kalkulowaliśmy wydatki targowaliśmy się ze sprzedawcami, przestawało być miło, czasem robiło się agresywnie.

Z jednej strony jest to zrozumiałe. Kubańczycy są biedni, więc szukają zarobku na każdym kroku, nie zawsze legalnie. Niejasne opłaty w restauracjach, wysokie taryfy za taksówki, naciągnie turystów na fałszywe występy Buena Vista Social Club, czy podbieranie lokatorów sąsiadom były nagminne. Każdego dnia działo się coś, co negatywnie markowało nasz pobyt.

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Uliczka w dzielnicy Habana Vieja

Nie zrozumcie mnie źle. Kolory, muzyka i zabawa, zapierająca dech przyroda, bogactwo kultury i architektury kolonialnej: to wciąż można było spotkać na Kubie. Ale stało to w ogromnym kontraście z szarą rzeczywistością Kubańczyków. Mieszkaliśmy w dzielnicy nieturystycznej (Cerro), ale nie tylko tam widać było problemy ekonomiczne. Ludzie rezydowali w walących się budynkach, bez szyb w oknach, z prowizorycznymi instalacjami elektrycznymi. 

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Hawana, Centrum

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Konkurs skoków do wody

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Plaża Santa Maria

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Widok z Camara Oscura, Plaza Vieja

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
La Floridita, tu Daiquiri pijał Ernest Hemongway. Na każdym roku spotkacie Fiata 126p.
znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Domino i baseball - ulubione rozrywki Kubańczyków

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Malecón

znajomość języka, podróże, slowlingo, hiszpański
Zagłębie czarnego tytoniu - Dolina Viñales

Znajomość języka

Mój hiszpański wtedy był na poziomie ok A2 - podstawowym. Zawsze uważałam, i teraz również podtrzymuję to zdanie, że wyjeżdżając zagranicę na wakacje, warto poznać choćby podstawy języka. Podróżując po Europie zachodniej, czy USA, lub mając pakiet all-inclusive w zamkniętym kurorcie jest łatwiej, ale nie wyobrażam sobie jechać na własną rękę na przykład do Ameryki Łacińskiej, nie znając i nie rozumiejąc słowa po hiszpańsku. I nie chodzi mi o to, by móc sobie zamówić kawę, taksówkę czy drinka i być z siebie dumnym. Chodzi mi o kwestie bezpieczeństwa.

Uważam, że wtedy znałam język hiszpański nie dość dobrze, by móc zupełnie spokojnie cieszyć się wyjazdem. Nie rozumiałam niektórych sytuacji. Ponadto, gdybym, jak amerykańscy i kanadyjscy turyści, których spotkać można było na każdym kroku, chętnie i bez głębszego zastanowienia wydała peso convertible, zapewne byłoby spokojniej. 

Znajomość języka oznaczała ciekawość, dociekliwość i weryfikację. Gdy przyglądałam się bliżej Kubańczykom i ich codziennym praktykom, gdy analizowałam językowe niuanse, spod kolorowej fasady życia w rytmie salsy wyłaniały się smutne twarze i codzienna walka o zawartość portfela turysty. Gdybym nie rozumiała co się dzieje, zapewne byłoby spokojniej.


Teraz Ty

Teraz Twoja kolej ocenić, czy znajomość języka zawsze bezwarunkowo pomaga w pobycie zagranicą. Taka wiedza i umiejętności otwierają oczy i drzwi, choć czasem niektóre wolelibyśmy pozostawić zamknięte.

Ja nie przestanę uczyć się języków przed wyjazdami. Mam jednak świadomość, że mogę dowiedzieć się za dużo. A Ty?

Tego się nie spodziewałam...

Tego postu kompletnie nie planowałam! Mimo, że piszę bloga już ponad 3 lata i gdzieś z tyłu głowy uważam się za blogerkę, to jednak w pierwszej kolejności widzę siebie jako eksperta od edukacji językowej i e-learningu oraz trenera językowego. W końcu jednak zebrałam się w sobie i wybrałam na wielki "event branżowy" - Blog Conference Poznań, który odbył się w miniony weekend w Poznaniu.

slowlingo. blogger
Oto ja!

To moja pierwsza blogerska konferencja i bardzo się cieszę, że udało mi się wreszcie na nią dotrzeć, bo wybierałam się już od trzech lat. Dlaczego wybrałam się na tę konferencję? Zrobiłam to, by zweryfikować moje obserwacje i skonfrontować doświadczenia.

Pomimo lekkiego rozczarowania pierwszym dniem wystąpień, w niedzielne popołudnie opuściłam konferencję zainspirowana i bogatsza o masę pomysłów.

Pitu pitu o blogowaniu

Gdy zaczynałam pisać bloga miałam różne obawy. Czułam się niepewnie myśląc, że "każdy bloguje" i "każdy może stać się pseudo-ekspertem". Zastanawiałam się, czy jest dla mnie miejsce na blogerskim rynku. Dziś nie mam już tych wątpliwości. 

Wiecie zapewne, że dziś blogowanie to już nie pisanie o tym, co się jadło na obiad i kogo się spotkało na spacerze z psem (no ok, o tym także, ale nie tylko). Blogowanie to dzielenie się wiedzą ekspercką, ale także ogromny kop motywacyjny dla samego blogera, aby się rozwijać, badać nowe ścieżki oraz wciąż dostarczać czytelnikom i klientom innowacyjne narzędzia. Blogowanie to super-ciekawy dialog z czytelnikiem-klientem i szukanie wspólnych rozwiązań. 

Dziś wiem to z własnego doświadczenia, ale także usłyszałam to od każdego blogera, z którym udało mi się zamienić słowo na konferencji. Podkreślali to także wszyscy prelegenci. A było kilka naprawdę znaczących nazwisk, nie tylko w blogosferze, ale dziś już polskiej popkulturze, na przykład Tomek Tomczyk.

#BCPoznań Czy było warto?

Nie brałam udziału w żadnym specjalistycznym warsztacie, uczestniczyłam jedynie w ogólnych panelach i wystąpieniach, ale jestem szalenie zadowolona i ogromnie zainspirowana. Poznałam fantastyczne osoby i spłynęło na mnie kilka refleksji. Efekty tych inspiracji zaobserwujecie pewnie wkrótce na blogu i mojej ofercie szkoleniowej.

Zapraszam na mikro-foto-relację!

Lunch we Francuskim Łączniku w doborowym towarzystwie z: Grzegorz Grabowski, Michał Jaworski, Justyna Jaworska oraz Agata Jarzębowska

Janina Daily, slowlingo, bałagan kontrolowany
Moje nowe guru słowa pisanego - Janina (w środku). Kto nie zna, MUSI poznać!

slowlingo, konferencja, bloger
Przemawiał ktoś szalenie ciekawy ;-)



No to tyle ;-)

Życie zaczyna się po 30-tce

Tak mówią... U mnie na pewno nastąpiła rewolucja, ale i wcześniej już sporo się działo. Z okazji moich 33. urodzin, zapraszam na garść językowo-podróżniczo-lajfstyle'owych faktów o mnie w mniej więcej chronologicznym porządku.

slowlingo, nauka języków, online, karolina roziewicz
33 fakty o mnie.
  1. Języka angielskiego zaczęłam uczyć się tak wcześnie, że nie pamiętam kiedy.
  2. Języków obcych uczyłam się w takiej kolejności: angielski, niemiecki, niderlandzki, hiszpański.
  3. Języki szwedzki, francuski, norweski i duński również (choć epizodycznie) pojawiły się w moim życiu.
  4. Podstawy angielskiego zdobywałam oglądając Sky One Cartoon Network w oryginale, m.in. seriale Bewitched oraz Josie and the Pussycats.
  5. W czasach popularności kanału Polonia 1 namiętnie oglądałam także japońskie anime: Yattaman, Calendarman i inne.
  6. W podstawówce chciałam znać 27 języków, jak Indiana Jones.
  7. W liceum chodziłam do klasy językowej z rozszerzonym angielskim.
  8. Zdawałam maturę (starą) z angielskiego (pisemną) i niemieckiego (ustną).
  9. Na maturę z angielskiego i studia językowe zdecydowałam się w ostatniej chwili - przed końcem pierwszego półrocza. Wcześniej miałam zdawać historię i iść na archeologię (jak Indiana Jones).
  10. Ze studiów językowych rozważałam: filologie angielską, norweską, niderlandzką oraz klasyczną.
  11. W liceum hiszpański bardzo mi się nie podobał i chciałam się uczyć włoskiego.
  12. Podobnie kiedyś nie mogłam znieść niemieckiego.
  13. Dziś nie cierpię włoskiego i rosyjskiego, uwielbiam niemiecki i hiszpański.
  14. Na drugim roku anglistyki poszłam na filologię norweską i rozpoczęłam równoległe studia. Zrezygnowałam z norweskiego po dwóch tygodniach, bo ze zmęczenia zasypiałam o 19 na siedząco.
  15. Na Erasmusa wyjechałam do Vigo, w Galicji, Hiszpanii. Moim pierwotnym celem było Tromsø w Norwegii.
  16. Po kilku miesiącach pobytu na Erasmusie komunikowałam się po hiszpańsku swobodnie w podstawowych sytuacjach. W powrotnym samolocie rozmawiałam z hiszpańskim biznesmenem.
  17. Moja miłość do języka niemieckiego zaczęła się od Xaviera Naidoo w 2006 roku. Na pierwszy jego koncert pojechałam do Berlina w 2009 r. i od tamtej pory byłam już na (chyba) 6 kolejnych, w różnych częściach Niemiec.
  18. Ze zwiedzonych do tej pory miast w Europie mogłabym mieszkać w trzech: Berlinie, Barcelonie i Rotterdamie.
  19. 23. urodziny świętowałam w Vigo, 27. Paryżu, a 31. w Berlinie.
  20. Kiedyś nie chciałam uczyć. Dziś przekazywanie wiedzy o językach i metodach nauki jest dla mnie zawodowym i osobistym spełnieniem.
  21. Materiały do pracy magisterskiej z anglistyki zbierałam w Roosevelt Study Center w Middelburgu. Pisałam o dziedzictwie kulturowym Holendrów w Stanach Zjednoczonych.
  22. Najodleglejszym odwiedzonym przeze mnie miejscem na świecie jest Kuba, w Europie Gibraltar.
  23. Naukę niderlandzkiego podjęłam głównie dlatego, że uczelnia oferowała darmową specjalizację. Fascynacja językiem i krajem przyszła później.
  24. Gdy zdawałam na studia na filologii niderlandzkiej, wciąż zastanawiałam się nad norweskim. Górę jednak wziął rozsądek i listą za i przeciw zdecydowałam kontynuować język ze specjalizacji - niderlandzki. Nie żałuję.
  25. Jestem autorką różnych materiałów do nauki języków, w tym samouczka do nauki niderlandzkiego.
  26. Po angielsku mówię z amerykańskim akcentem, po niderlandzku z holenderskim, a po hiszpańsku i niemiecku ze swoim własnym.
  27. Wciąż mam wiele papierowych słowników, których już nie używam, ale nie mam serca się pozbyć.
  28. Z hiszpańskiego mam certyfikat językowy na poziomie B2, a z niderlandzkiego na C1. 
  29. W kulinarnej kulturze Niderlandów najbardziej lubię wiśniowego Kriek'a oraz gulasz z frytkami.
  30. Do moich ulubionych anglojęzycznych seriali należą: Friends, Frasier, Breaking Bad, The Big Bang Theory. Polecam także ze względu na warstwę językową!
  31. Potrafię płynnie wypowiedzieć następujące słowa: floccinaucinihilipilification oraz antidisestablishmentarianism.
  32. Moim największym podróżniczym marzeniem jest wyprawa do Peru. Zbieram na nie środki finansowe oraz lingwistyczne.
  33. Co do moich językowych planów na pierwszym miejscu są: opanowanie hiszpańskiego i niemieckiego na zaawansowanym poziomie, a potem może powrót do języków skandynawskich. Gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się również japoński, ale to bardzo odległe plany.
Uuuffffff... To chyba już wszystko. Jak widzicie moje życie od początku naszpikowane było językowo-kulturowymi elementami. Mam nadzieję, że miło spędziliście tę chwilę i poznaliście mnie nieco bliżej.

W komentarzach czekam na Wasze ciekawe historie językowe z życia wzięte!

Uniwersalne hygge?

Być może dotarło do Ciebie ostatnio moje zdjęcie książki "Hygge. Klucz do szczęścia". Książka ta trafiła do mnie dość przypadkowo. Gdzieś wcześniej obiło mi się o uszy pojęcie hygge, ale dopiero intensywna ekspozycja tej książki w jednej z sieci księgarni zwróciła moją uwagę na ideę hygge


hygge, slowlingo, slowlife, szczęście, nauka języków
Źródło:pixabay.com

Książkę przeczytałam, wyciągnęłam kilka wniosków i postanowiłam pokazać Wam jak można zastosować elementy hygge w nauce języków. 

Ale uwaga! W tym poście nie będę przekonywać, że hygge jest doskonałym rozwiązaniem dla każdego, ani że jest uniwersalnym sposobem na szczęście. Osobiście widzę wiele elementów, które mogę odnaleźć w moim postrzeganiu świata, ale mam pełną świadomość, że inni mogą widzieć świat inaczej.

Czym jest hygge?

Podobno zdefiniować hygge jest bardzo trudno, bo to zestaw odczuć, ale jednak spróbuję. W dużym skrócie hygge to uczucie szczęścia, komfortu, spokoju, przynależności, bezpieczeństwa i brak konieczności robienia czegokolwiek wbrew sobie. To przytulność i po prostu czucie się dobrze. Mocno slow, prawda? 

Uważam, że o ile zestaw powyższych wartości jest chyba ważny dla każdego człowieka, to już realizacja tych odczuć może się bardzo różnić. Nie wchodząc więc w szczegóły duńskiego rozumienia hygge, zapraszam na kilka przykładów zastosowania filozofii w nauce języków.

Hygge a nauka języków

Nie do podważenia jest fakt, że nasz mózg uczy się lepiej, gdy jest szczęśliwy, zatem stosowanie elementów hygge na pewno wyjdzie nam na dobre. 

  1. Ucz się języka tam, gdzie czujesz się komfortowo. Proste.
  2. Szczególnie trudnych aspektów językowych ucz się wtedy, gdy nic innego nie zaprząta Twojej głowy - w poczuciu spokoju i bezpieczeństwa. Mózg nie lubi wielozadaniowości.
  3. Jeśli coś Cię stresuje i nie możesz się skupić, spróbuj zrelaksować się słuchając dźwięków natury (np. fale, śpiew ptaków, szum drzew - najlepiej własnoręcznie nagranych) lub dotykając kojących naturalnych materiałów, np. drewna czy futra ukochanego zwierzaka.
  4. Ucząc się buduj skojarzenia z miłymi dla Ciebie rzeczami. Jeśli np. poznasz nowe słówko oglądając ulubiony serial, z pewnością łatwiej będzie Ci je zapamiętać. A kubek ulubionego napoju na pewno dodatkowo wprawi Cię w błogi nastrój, więc zapamiętasz jeszcze chętniej.
  5. Jeśli tylko możesz, ucz się na świeżym powietrzu, w otoczeniu zieleni, śpiewu ptaków... Łatwiej też będzie zorganizować miłą przerwę.
  6. Jeśli masz ochotę odpocząć od nauki, popatrzeć w pustkę i ponicnierobić, zrób to!
  7. Nagradzaj się w nauce, np. kawałkiem ulubionego ciasta (baaardzo hygge). Sprawdzi się doskonale, jeśli zastosujesz to jako element metody Pomodoro.

I jak? Fajne to hygge w nauce języków, prawda?
slowlingo, moda w Hiszpanii, kultura hiszpańska

Czas na prezenty

Święta Bożego narodzenia zbliżają się wielkimi krokami. To ostatni moment, by zdobyć prezenty dla najbliższych. Chcę dziś zaproponować prezenty językowe dla już uczących się lub dopiero planujących naukę języków obcych.

nauka języków, slowlingo, co na gwiazdkę
Źródło:pixabay.com

Językowe prezenty - co dla początkujących?

W zależności od stopnia zaawansowania znajomości języka dobrze jest rozróżnić grupy, dla których wybieramy prezent.

Zacznę od grupy najbardziej oczywistej: osobom dopiero zaczynającym możemy sprawić ciekawe materiały do nauki. Wybór na rynku jest ogromny i ciężko ograniczyć się do zaledwie kilku propozycji. Warto jednak kierować się następującymi kryteriami w wyborze: 
  • Wybieraj solidne wydawnictwa, 
  • Dowiedz się, czy osoba dla której robisz prezent jest słuchowcem, wzrokowcem czy może kinestetykiem i dobierz materiał pod tym kątem: nagrania dla słuchowców, materiały obrazkowe dla wzrokowców, etc.,
  • Dodatkowo ustal, czy dana osoba woli uczyć się z książek / druku, czy może chętnie poeksperymentuje z kursem e-learningowym lub aplikacją mobilną.
Co możesz wybrać? Standardowe materiały do nauk, np. fiszki, gramatykę obrazkową lub właśnie dostępy do ciekawych kursów e-learningowych.

Językowe prezenty dla zaawansowanych

Dla bardziej zaawansowanych spektrum opcji nietypowych związanych z nauką języka jest dużo szersze. Może to być na przykład:
  • Książka w wybranym języku, np. ulubionego autora,
  • Wspólny seans filmowy, możecie nawet porzucić napisy i w całości oddać się pięknu języka,
  • Prenumerata dobrego magazynu / czasopisma / dziennika obcojęzycznego,
  • Gra planszowa w danym języku, np. z motywem z ulubionego serialu czy filmu (Monopoly, Clue[do], Ouija, Alcatraz i inne),
  • Gra komputerowa, np. RPG, gdzie jest sporo dialogów i precyzja językowa ma wpływ na akcję,
  • Zaawansowany kurs e-learningowy, etc.

Pomóż zrealizować cel

Doskonałym prezentem będzie pomoc w osiągnięciu korzyści i realizacji językowego celuNajważniejsze jest, by wspieraćJeśli ktoś uczy się języka, by kiedyś odbyć daleką podróż możesz delikatnie pchnąć jego lub ją w tym kierunku, np. rezerwując termin wycieczki lub dając inną namiastkę takiej wyprawy. Na przykład, zamiast organizować skomplikowaną i drogą wyprawę do Tokio, zorganizuj spotkanie z grupą Japończyków, albo wypad do japońskiego muzeum, itp.

Ważne jest także, by po prostu pozwolić się uczyć i pomóc zorganizować tak cenny czas na naukę. To czasem najlepszy prezent.

Gdy język to nie problem

Innym typem prezentów są te związane z przełamaniem wewnętrznych barier w nauce. Jeżeli ktoś, komu chcesz sprawić prezent ma problemy z nauką, np. od zawsze próbuje się nauczyć, ale "nie wychodzi", ciekawą opcją może być pakiet coachingu językowego. Coaching taki nie tylko pozwoli przełamać podstawowe bariery i w pewnych kwestiach wyjść poza strefę komfortu, ale także dobrać odpowiednie metody nauki, które będą bardziej skuteczne. 

Osobiście chętnie skorzystałabym z rezerwacji terminu wycieczki do Peru ❤✈ A jakie prezenty językowe Wam się marzą? 

Nietypowy post

Dziś zapraszam Was na nieco nietypowy post. Wreszcie udało mi się zmontować vlog z filmików, które nakręciłam w Berlinie. Zapraszam zatem na krótką fotorelację oraz filmik poniżej. 


Idea slow i SlowLingo

SlowLingo to idea lifestyle. Skupiona na językach i nauce, ale jednak mocno zakorzeniona w stylu życia pozwalającym na pełniejszą realizację celów. Wykorzystuje naukę języków obcych do utrzymania codziennej dyscypliny i motywacji, zarządzania czasem, propagowania zdrowego trybu życia i przede wszystkim efektywnego ćwiczenia mózgu. Nic więc dziwnego, że jak w każdej filozofii lifestyle, i tutaj przyszedł czas na post: "ulubieńcy".


slow, slowlingo, ulubieńcy, nauka języka online
Źródło:pixabay.com
Zapraszam Was dziś na tekst o tym, co sprawia, że się uśmiecham, relaksuję oraz czuję ogromną satysfakcję życiową i zawodową. Podzielę się dziś z Wami ulubieńcami, bez których nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania.

Ulubieńcy... czyli elementy slow w moim życiu

Zdecydowałam się podzielić ulubieńców na kilka kategorii. Nie będę się rozpisywać na ich temat, ale wspomnę jaką wartość wnoszą w moje życie.

Książki:

  • Wszystko Harlana Cobena - od kiedy sięgnęłam po raz pierwszy po "Tell No One" (2007), nieustannie się w nim zaczytuję. Nie bezkrytycznie, ale uwielbiam bogaty, rozsądny język i poczucie humoru Cobena. To mój relaks i rozrywka. No i oczywiście czytam w oryginale.
  • "Through the Language Glass" - tej książce poświęciłam już odrębny post, więc odsyłam Was do tej lektury tutaj.
  • "The Decision Book" - o tej książce też wspominałam już kilkukrotnie w różnych postach. Ta pozycja to zbiór modeli myślowych i biznesowych, których schematy odzwierciedlają reguły rządzące światem. I one się sprawdzają. Sięgam po nią zawsze, gdy chcę rozwiać wątpliwości lub muszę podjąć trudną decyzję.
  • "The Sugar-free Kitchen" - perełka wyłapana gdzieś w TK Maxx. Dzięki niej poznałam bataty na ostro, chipsy jarmużowe i potrawkę z czarnego ryżu... Nie wspominając o niezliczonych ciastach i deserach. A wszystko bez dodatku sztucznego cukru... mniam!
ulubieńcy, slow, książki, slowlingo

Narzędzia do pracy

  • O tym, jakie elektroniczne narzędzia wykorzystuję w pracy lektora pisałam niedawno, więc nie będę się dublować i zapraszam Was do lektury oryginału tutaj
  • Do (domowego) blogowania uwielbiam mojego 10-calowego netbooka, mimo 6 lat na karku i powolnego już procesora, ma najwygodniejszą klawiaturę na świecie, a pisanie na nim to czysta przyjemność (piszę na nim ten post). Oby służył mi jak najdłużej.
  • Nie będzie pewnie zaskoczeniem, jeśli napiszę urządzenia mobilne - smartphone i tablet - pozwalają mi być na bieżąco z pracą bez konieczności targania ze sobą wszędzie komputera. Mogę zdalnie i dowolnie kontaktować się z klientami, zarządzać mailingami, pisać szkice postów, wstępnie obrabiać zdjęcia, budować markę w social media, czy przygotowywać zajęcia i materiały dla kursantów. Niby oczywiste, ale dla mnie to ogromny komfort i oszczędność czasu oraz kręgosłupa. 
netbook, slow, comfy, slowlingo

Gadżety i inne narzędzia

  • Na pierwszym miejscu iPad - przyznam, że trafił w moje ręce przypadkiem i sama pewnie nie wydałabym takiej sumy na ten sprzęt, ale teraz nie mogę sobie wyobrazić codziennego działania bez niego (no ok, poza urlopem!). Chodzi mi nie tyle o sam sprzęt, co o dostępne aplikacje, ale o tym za chwilę.
  • Planner - obecnie używam Happy Plannera, którego zastosowanie w nauce języków opisałam tutaj. Teraz używam go głównie do planowania pracy, zadań oraz postów.
slow, happy planner, realizacja celów językowych

Relaks slow, czyli czas dla mnie

Ta kategoria jest bardzo szeroka i wpadnie tu wiele rzeczy: aplikacje, sklepy, ćwiczenia, czynności. Wszystkie mają jednak jeden wspólny mianownik - dają mi satysfakcję oraz zapewniają rozwój osobisty oraz relaks.


mata, joga, slow, hatha, vinyasa, slowlingo
  • Joga - uwielbiam. Nie, żebym była wybitna, ale totalną łamagą też nie jestem. Praktykuję z przerwami od 7 lat. Obecnie odkrywam Vinyasa jogę. Pokonywanie słabości ciała i relaks to to, za co kocham jogę.
  • Daily Yoga - aplikacja mobilna. Tak bardzo podoba mi się ta aplikacja, że zdecydowałam się na zakup rocznego abonamentu premium. Relaksacyjna muzyka i dobrze pokazane różnorodne asany pozwalają mi ćwiczyć w domu.
  • YouTube - może to i banał, ale od roku jestem nałogową oglądaczką YT. Zaczynałam od YT polskiego, teraz oglądam głównie anglojęzyczne kanały. Co mi to daje? Informacje, relaks, inspiracje zawodowe i prywatne. Chodzi mi po głowie własny kanał, ale na to chyba nie jestem jeszcze gotowa.
  • Busuu - gdy zaczynałam testowanie aplikacji w na początku roku byłam pełna zastrzeżeń. Od tamtej pory sporo się jednak zmieniło i teraz jestem zachwycona. Wkrótce pojawi się podsumowanie wyzwania Busuu, które podjęłam 5 lutego.
  • Zalando - nie jestem zakupoholiczką i nie przyjmuję kuriera z Zalando co tydzień, ale kilka rzeczy tam kupiłam i uwielbiam tę właśnie formę zakupów. To wygoda, oszczędność czasu, szeroka oferta i możliwość zwrotu przez 3 miesiące. Dodatkowo ceny są często dużo korzystniejsze niż w butikach. Przyznam, że czasem dla relaksu przeglądam nowości i wyprzedaże ;-)
  • Świece zapachowe... nie ma nic wspanialszego niż domowy relaks w otulającym zapachu świątecznych przypraw, czy orzechów, albo owoców cytrusowych. Uwielbiam świece zapachowe i zazwyczaj kupuję je również w TK Maxx. Polecam szczególnie w sezonie przedświątecznym.
świece, tk maxx, slow, slowlingo, relaks

busuu, nauka języka online, e-learning, ulubieńcy


Daily Yoga, relaks, slow, slowlingo, ulubieńcy

youtube, ulubieńcy, slowlingo

zalando, relaks, slow, zakupy, ulubieńcy, slowlingo

A Ty?

A jacy są Twoi ulubieńcy slow? Co pozwala Ci się zrelaksować, odciąć i zresetować? Co daje Ci frajdę i sprawia, że chętnie podejmujecie codzienne wyzwania? Koniecznie podziel się uwagami w komentarzach.

Halloween - groza nie na poważnie

Bez względu na to, czy obchodzicie Halloween czy nie, z pewnością znacie to święto i wiecie z czym je się je. Nie wchodząc w szczegóły, ideą jego jest celebracja grozy i horroru z przymrużeniem oka: przebieranie się w makabryczne kostiumy, opowiadanie mrożących krew w żyłach historii, dekorowanie domów wydrążonymi dyniami i elementami zgrozy.

halloween, dynia, straszny, groza, film na halloween
Źródło:pixabay.com

W to Halloween siedzę w domu

Jeśli zamierzanie ten wieczór spędzić w domowym zaciszu, swoim lub znajomych, mam dla Was kilka filmowo-serialowych propozycji, które zamienią ten wieczór z kolejnego "zwykłego" poniedziałkowego seansu w językowe chwile pełne grozy. Wiecie, jak bardzo uwielbiam seriale, pisałam o ty już tutaj, tutaj i tutajCo więcej, przedstawię Wam propozycje w różnych językach, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Straszny seans

AHS, halloween, szpital, nauka języków, straszny
Źródło:pixabay.com

Zapraszam na przegląd kilku subiektywnych propozycji telewizyjnych na Halloween'owy wieczór:
  • po angielsku: America Horror Story (serial) - sezon 1 & 2 - antologia historii grozy. W tych sezonach zobaczymy m.in. nawiedzony dom, niepokojący szpital dla psychicznie chorych, seryjnych morderców, Krwawą Mary i sporo innych przerażających aspektów. Polecam dwa pierwsze sezony - te są naprawdę dobrze przemyślane, kolejne są dużo słabsze.
    Inną opcją jest polecany przeze mnie Supernatural
  • po hiszpańsku: Relatos Salvajes - to zbiór kilku pozornie nieprzerażających historii. Ja jednak, oglądając ten film, często zakrywałam oczy. Nie ma w nim horroru ani makabry, ale jest niepokój i strach. Naprawdę dobre, proste kino.
    Dla miłośników seriali bezapelacyjnie polecam serial Geneza - kryminalne zagadki z makabrą w tle. Mocne.
  • po niderlandzku: tu nie ma tak łatwo. Holenderskie kino ma przed sobą jeszcze długa drogę, ale jeśli potraktujemy temat rozrywkowo to polecam Przekleństwo Amsterdamu.
Mam nadzieję, że znajdziecie tu kilka ciekawych propozycji na najbliższy poniedziałek. Jeśli polecacie coś jeszcze, koniecznie dajcie znać, chętnie obejrzę coś nowego!