Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielski. Pokaż wszystkie posty
Pisząc ten post zastanawiałam się kto będzie nim najbardziej zainteresowany - czy osoby uczące się języków, czy lingwiści - językowcy, nauczyciele czy coachowie językowy, który myślą o obraniu podobnej ścieżki zawodowej. I na ten moment nie wiem. Dlatego proszę Cię, gdy skończysz czytać ten tekst - daj znać w komentarzu, co się do niego sprowadziło i skłoniło do przeczytania.

slowlingo, jak się uczyć, nauka języków, języki obce, strategie nauki języków

Dawno, dawno temu...

Od początku mojej pracy zawodowej wiedziałam, że chcę organizować naukę i szkolić. Nie miałam sprecyzowanej ścieżki, ale naturalną siłą rzeczy działałam w językach, bo to od zawsze sprawiało, że czułam się jak ryba w wodzie. Dwie filologie dały początek, a kolejnym etapem była podyplomówka z zarządzania projektami, która wynikła poniekąd samoistnie z pracy przy językowych produktach e-elarningowych.

Kolejne kroki

Zdarzało mi się oddalać nieco od tematyki językowej oraz szkoleniowej, ale zawsze wracałam, nie czując się komfortowo w obszarach niezwiązanych z edukacją. Wiedziałam już, że to pole zawodowe chcę zagospodarować. Ciągnęło mnie jednak zawsze także do aspektów biznesowych, które mocno przebijają w moim podejściu do nauki języka, i o których możesz czytać w całej serii postów "Biznesowo o językach."

Czułam się rozdarta pomiędzy pracą stricte na języka i na kwestiach biznesowych. To był moment, kiedy postanowiłam wystartować z blogiem i zająć się organizacją językowych procesów edukacyjnych. Od krótkiego czasu pracowałam wtedy także na coachingu językowym i idealnie trafiłam z rozdmuchaniem tego pomysłu właśnie na początku działalności blogowej. Po kilku latach coaching językowy wszedł na stałe do mojego wachlarza pomocy edukacyjnych.

Nie tylko języki

Na początku pracowałam tylko na projektach językowych, ale z czasem na rynku wzrosło zapotrzebowanie także na inne projekty rozwojowe. Zgłaszało się do mnie coraz więcej firm zainteresowanych wdrażaniem kompleksowych pomysłów na edukację. Chciano, by od początku do końca zaprojektować i wdrożyć plan nauki, wesprzeć go wszelkimi możliwymi narzędziami, w tym coachingiem i  kursami e-learningowymi.

Języki jako nauczana materia coraz bardziej ustępowały miejsca językom, jako narzędziu do budowania wizerunku oraz relacji z klientami. Mi coraz mniej doskwierał fakt, że nauczanie języków od postaw odchodzi na boczny tor i przeradza się w konwersacje biznesowe (o brandingu, marketingu, FMCG, fotografii, motoryzacji etc.).

Krok (prawie) ostatni

Ostatnie kilkanaście miesięcy (wyszedł z tego grubo ponad rok) skupiałam się mocno na kontaktach B2B - czyli business-to-business - i współpracy z większymi podmiotami prawie wyłącznie nad wspomnianymi powyżej kompleksowymi projektami edukacyjnymi. 

Doba ma tylko 24 godziny, więc mój fokus na jednym typie kontrahentów oznaczał rezygnację z innego, niestety. Wraz ze wzrostem liczby dużych zobowiązań, musiałam rezygnować z mniejszych, indywidualnych.

Szalony koniec roku 2018

Bardzo dużo zadziało się pod koniec roku, wspominałam o tym we wcześniejszym poście. To właśnie wtedy zaproponowano mi współpracę na wyłączność jako strategowi edukacyjnemu przy sporym projekcie edukacyjnym. Było to bardzo ciekawe wyzwanie, ale w pełnym wymiarze. Zdecydowałam się więc zawiesić pomniejsze współprace i zaryzykować. Na razie jestem bardzo zadowolona, jednak zawsze, taka współpraca na wyłączność i zastopowanie innych działań wiążą się z ryzykiem. To, co zyskałam, to brak konieczności zabiegania o kolejne, nowe kontakty i możliwość skupienia się na rozwijaniu umiejętności i budowie własnej marki (tak, wiem, brzmi to modnie). 

Języki wykorzystuję na co dzień, uczę się aktywnie dalej hiszpańskiego i niemieckiego, właśnie ponownie aktywowałam konto busuu premium i stawiam pierwsze kroki w arabskim (😎).

Języki na pierwszym miejscu

Języki  nadal są na pierwszym miejscu w mojej edukacji i zawodowej pracy. To dzięki nim znajduję i mogę podejmować kolejne wyzwania. A jak z językami aktualnie stoisz Ty? Podziel się w komentarzu.

Immersja, czyli zanurzenie

Co prawda słownik języka polskiego PWN opisuje immersję z czysto fizycznego punktu widzenia jako "wypełnienie przestrzeni między przedmiotem a pierwszą soczewką obiektywu mikroskopu przezroczystą cieczą", ale ta definicja nas dziś nie dotyczy.

W kontekście nauki języków o immersji, czyli zanurzeniu, mówimy wtedy, gdy, rzucając się na głęboką wodę, otaczamy się maksymalnie językiem obcym. Zazwyczaj ma to miejsce, gdy wyjeżdżamy do kraju obcojęzycznego, by tam, na miejscu doświadczać języka, kultury i przełamywania własnych ograniczeń.

Jeśli śledzisz mnie od jakiegoś czasu, to zapewne znasz moje zdanie o stwierdzeniu "najlepszą metodą nauki języka jest wyjazd za granicę". Wjazd za granicę nie jest metodą nauki języka. Owszem, jest doskonałym sposobem na wprowadzenie i wykorzystanie immersji językowej, jednak sam w sobie nie zdziała nic. 

Co zatem zrobić, by taki wyjazd miał sens? Największą skuteczność daje połączenie wyjazdu z profesjonalnym kursem językowym. Otrzymujesz solidne podstawy (a wiesz, jak ważne są dla mnie podstawy w nauce języka) i natychmiastową możliwość ćwiczenia w praktyce umiejętności. 

Zapraszam Cię dziś w krótką podróż po moich doświadczeniach z kursami językowymi. Dodatkowo mam ogromną przyjemność móc przekazać Tobie informacje o tym stypendiach na kursy językowe na Malcie, oferowane przez jedną z najlepszych szkół językowych na wyspie. Mam Twoją pełną uwagę? Super. Przeczytaj tekst, zgłoś się konkursu o stypendium i ucz się języka bez ograniczeń. Zaczynamy. 


slowlingo, nauka angielskiego, jak się uczyć, kurs językowy, maltalingua

Kurs językowy za granicą - zalety

Do zalet takich kursów należy przede wszystkim wspomniana powyżej możliwość świadomego praktykowania języka, od razu, na żywo. Zwrotem kluczowym jest - świadome praktykowanie. Nie dukanie w stresie, bez solidnych podstaw językowych, ale komunikowanie się właśnie w oparciu o podstawy, podstawy, które zdobywa się na kursie językowym. Idziesz na dobrze zorganizowane zajęcia, a potem używasz języka. Małżeństwo idealne, prawda? 

Nie da się także pominąć niezaprzeczalnej wartości społecznościowej - szczególnie cennych umiejętności międzykulturowych, które zdobywasz. Każdego dnia wychodzisz także poza swoją strefę komfortu i pokonujesz własne słabości.

No dobrze, ja tu sobie teoretyzuję, a Ty zastanawiasz się pewnie na jakiej podstawie wychwalam Tobie kurs językowy za granicą. Używając angielskiego zwrotu, powiem:
been there, done that (czyli: byłam, robiłam)

Moje doświadczenia z kursami językowymi za granicą

Do tej pory w takim kursie zdarzyło mi się brać udział 4 razy: raz podczas Erazmusa w Galicji, w Hiszpanii oraz 3 razy na kursie językowym w Belgii.

W przypadku hiszpańskiego to była prawdziwa immersja, bo jako studentka na uniwersytecie w Vigo, musiałam wszystko ogarnąć sama. Bez podstaw języka, które nabywałam przez cały semestr w trakcie kursu na uniwersytecie, mój pobyt byłby duuuużo bardziej stresujący. Wizyty u lekarza z koleżanką, która dusiła się wypiciu napoju sojowego, na który była uczulona, kupowanie kremu na oparzenia słoneczne, bo na Islas Cies za długo leżałam bez filtra, opłacanie rachunków czy doładowywanie biletu miesięcznego w banku, albo zdawanie egzaminu z Integracji Europejskiej, to tylko niektóre rzeczy, które bez podwalin językowych byłby o wiele trudniejsze lub praktycznie niemożliwe.

W Belgii było łatwiej, gdyż większość czasu i działań miałam zaplanowanych i zorganizowanych przez organizatorów kursu. Tutaj, paradoksalnie o wiele mocniej jednak niż w Hiszpanii, znać o sobie dała obecność języka wkoło 24 godziny na dobę, przez kilka tygodni. Wszelkie zadania wymagały interakcji w języku niderlandzkim, bo było to nasze główne medium komunikacji w tak międzynarodowym środowisku. Było świetnie.

Zainspirowana tymi doświadczeniami postanowiłam także, w ramach Projektu Niemiecki za rok wybrać się właśnie na intensywny kurs języka niemieckiego do Berlina, po miesiącach samodzielnej pracy. Więcej o tym pomyślę napiszę wkrótce.

Kurs językowy na Malcie za darmo? Zawalcz o stypendium

Jestem przekonana, że do kliknięcia tego artykułu zachęciła Cię nie tylko informacja o immersji językowej, ale także o możliwości zdobycia stypendium na udział w kursie językowym na Malcie. Do współpracy przy tym projekcie zaprosiła mnie szkoła języka angielskiego Maltalingua, z siedzibą na Malcie właśnie. Propozycja od razu wydała mi się ciekawa, nie tylko z opisanych przez mnie powyżej praktycznych względów immersji językowej.

Dlaczego nauka na Malcie w Maltalingua? Przede wszystkim Malta przez ponad 100 lat była kolonią Imperium Brytyjskiego i z tego powodu jest krajem o dwóch językach urzędowych: angielskim i maltańskim. Język angielski ma tam trwałe dziedzictwo, które czyni Maltę jednym z najpopularniejszych miejsc, w których przez cały rok można podjąć naukę języka angielskiego.

Sama szkoła Maltalingua jest akredytowanym członkiem prestiżowej, międzynarodowej organizacji EAQUALS i została przez nią oceniona na 8 na 12 punktów doskonałości. Poza tym szkołą posiada również akredytację Ministerstwa Edukacji i oferuje kursy przygotowujące do egzaminu IELTS. Dla mnie to bardzo wiarygodne i ważne informacje.


Maltalingua, slowlingo, nauka angielskiego, kurs językowy, stypendium
Zajęcia w szkole

Maltalingua, slowlingo, nauka angielskiego, kurs językowy, stypendium
Kursanci Maltalingua
Powyższe fakty świadczą o wysokiej jakości nauczania. To, co jednak ostatecznie mnie kupiło w propozycji szkoły, to ufundowanie stypendiów na naukę. W ramach stypendium co pół roku Maltaingua wybierać będzie jedną lub kilka osób z całej Europy, którym ufunduje: 
  • dwa tygodnie kursu języka angielskiego na różnym poziomie zaawansowania, który ukończone będą otrzymaniem certyfikatu,
  • zakwaterowanie w dwuosobowym pokoju dzielonym w komfortowym szkolnym apartamencie,
  • transfer lotniskowy.
Bardzo cenię także cel, przyświecający szkole, która dzięki stypendium jest przede wszystkim chce pomóc absolwentom oraz osobom z przerwą w pracy w podnoszeniu ich kompetencji zawodowych, oraz (ponownym) wejściu na rynek pracy. 

Pełen regulamin zgłoszeń oraz więcej informacji o stypendium znajdziecie tutaj, na stronie Maltalingua.


Zastanawiasz się, czy warto? Zachęcam Cię do przeczytania opinii innych uczestników kursów z Maltalingua. O swoich doświadczeniach piszą m.in. Agnieszka, z bloga Całe Życie w Podróży, czy Renata z bloga Wanderlust. Ich relacje sprawiają, że sama mam ochotę wziąć udział w kursie ;-) Tego zrobić nie mogę, ale wpisuję Maltę na listę miejsc do zwiedzenia w przyszłym roku!

Jeśli jeszcze się zastanawiasz, te widoki na pewno Cię przekonają:

Maltalingua, slowlingo, nauka angielskiego, kurs językowy, stypendium

Maltalingua, slowlingo, nauka angielskiego, kurs językowy, stypendium

Maltalingua, slowlingo, nauka angielskiego, kurs językowy, stypendium

Maltalingua, slowlingo, nauka angielskiego, kurs językowy, stypendium

Masz więcej pytań dotyczących stypendium, szkoły i wyspy? Skontaktuj się z organizatorami.


*Zdjęcia szkoły oraz Malty wykorzystane w tym poście zostały mi przekazane przez szkołę Maltalingua na jego potrzeby i pozostają jej własnością.

Co było pierwsze? Jajko czy kura?

Osobiście nie mogę się zdecydować: Czy postanowiłam uczyć się języka, by zrozumieć kulturę, czy uczę się kultury by lepiej poznać język? A jak było z Tobą?

Nie da się ukryć, że zarówno język bez kultury, jak i kultura bez języka funkcjonować nie może i nie będzie. Na co dzień korzystając z języka możesz zgłębiać kulturę. I o to właśnie chodzi, to daje Ci znajomość języka - dostęp do obcojęzycznych zasobów.

slowlingo, nauka języków, kultura

Dziś krótko i rzeczowo. Poniżej znajduje się lista zwycięzców rozdania. 

slowlingo, PONS, rozdanie, nauka języków

  • Kasia Cygan - "Jedziemy do.. Francji"
  • Agnieszka Chojnacka - "Rozmówki obrazkowe - francuski"
  • Martyna Sobala - "Jedziemy do... Włoch"
  • Kasia Proć -"Rozmówki obrazkowe - angielski"
  • Anna Kaczmarek - "Jedziemy do... Hiszpanii"
  • Robert Kawala - "Jedziemy do Anglii" 
  • Monika Kuźniar - "Rozmówki obrazkowe - hiszpański"
Serdecznie gratuluję zwycięzcom. Odpowiedzi znajdziecie pod poprzednim postem oraz filmikiem YT (niektórzy się wyłamali i komentowali gdzie indziej 😃).

W najbliższych dniach skontaktuję się z Wami mailowo w celu przekazania wybranych przez Was rozmówek.

Jeszcze raz dziękuję za udział w rozdaniu i wkrótce zapraszam na kolejne.

Najlepszy podręcznik do nauki angielskiego?

Post dotyczący najlepszego według mnie podręcznika do nauki angielskiego - serii Enterprise - cieszył się Waszym ogromnym zainteresowaniem, to jeden z najpopularniejszych postów na blogu. Dziś chcę Wam przybliżyć inny polecany przeze mnie podręcznik do nauki angielskiego, tym razem na poziomie zaawansowanym C1.

O ile Enterprise doskonale prowadzi nas od poziomu początkowego - elementary do średnio-zaawansowanego - intermediate, o tyle na poziomie C1 ciężko znaleźć dobry podręcznik, który nie skupia się stricte na egzaminach Cambridge.

Dość późno, bo dopiero pod koniec mojej drogi akademickiej natrafiłam na świetny podręcznik na poziomie C1 właśnie, który co prawda nawiązuje do formuły egzaminacyjnej Cambridge, ale w dla mnie genialny sposób grupuje i systematyzuje słownictwo oraz gramatykę. O czym mowa? O Paths to Proficiency, wydawnictwa Longman. 


slowlingo, proficiency, nauka języka, książka

Paths to Proficiency

Paths to Proficiency, autorstwa Helen Naylor i Stuarta Haggera, to propozycja dawnego wydawnictwa Longman, wykupionego później przez Pearson. Mój egzemplarz pochodzi z 1992 roku, i został wydrukowany we Włoszech. Mimo archaicznego układu i grafik, jego treści wciąż są dla mnie doskonałym źródłem odniesienia (ang.: reference).

Zacznę tym razem od wad podręcznika. Ma 25! lat przez co jest może być nieco przestarzały i trzeba się trochę natrudzić, by go zdobyć. Problem jest także z nagraniami, które, dostępne kiedyś na kasetach, dziś są praktycznie nie do dostania. Reszta to same pozytywy. 


Treści w podręczniku podzielone są na działy według umiejętności: czytania, pisania, słuchania, mówienia, gramatyki. Ostatni dział stanowią dwa zestawy egzaminacyjne.

Bardzo wartościowe jest dla mnie to, że przez wszystkie powyższe działy przeplata się słownictwo na poziomie B2+ i wyżej, według różnych kategorii tematycznych (podróże, emocje, zdrowie, polityka, pogoda etc., etc.). Dodatkowo, podręcznik uwzględnia: tematyczne idiomy, kombinacje czasowników, specjalistyczne słownictwo.



Nie ma w nim owijania w bawełnę i "słodzenia", tylko konkret językowy, tak jak lubię. Temat do dyskusji, powiązane słownictwo.

Wszystkie frazy, słówka i zwroty są praktyczne i używane w codziennej mowie oraz pisowni. W mojej ocenie są bardzo pragmatyczne, a nie absurdalnie wyszukane, na zasadzie: 
pokażmy im czego jeszcze nie wiedzą.
Również gramatyka potraktowana jest bardzo rzeczowo. Na tym poziomie znajomości języka, gramatyka powinna już być solidnie opanowana. Podręcznik skupia się więc na podsumowaniu, przypomnieniu i skonsolidowaniu najważniejszych kwestii gramatycznych.

Dla kogo ten podręcznik?

Uważam, że z nauki z Paths to Proficiency skorzysta każdy. Pracuję na nim z zaawansowanymi studentami i wszyscy są zachwyceni. Jeden z moich studentów nawet specjalnie zamówił podręcznik z zagranicy, ponieważ ciężko dostać go w Polsce, ze względu na jego wiek.

Alternatywa?

Miałam ostatnio okazję przejrzeć podręczniki Pearsona i mają bardzo dobre treści oraz wysoki poziom, jednak jak dla mnie układ jest zbyt chaotyczny. Być może wkrótce pojawi się także recenzja właśnie podręczników Pearsona.

A Ty z czego uczysz się na poziomie zaawansowanym? Co innego polecasz? Podziel się uwagami w komentarzach.

Wiosna, wiosna...

Wiosna zbliża się wielkimi krokami i jest to według mnie idealny czas, by podjąć naukę języka. Okoliczności są jeszcze bardziej sprzyjające niż Nowy Rok i szum postanowień, bo jest więcej słońca, jest cieplej i po zimie zaczyna nam się wreszcie chcieć!

Ten czas również osobiście kojarzę mocno z nauką języków: przygotowania do matury z angielskiego i niemieckiego, późniejsza nauka niemieckiego i rozkwit mojej miłości do tego języka na studiach (sprawka Xaviera Naidoo + moja historia z niemieckim w tle → tutaj od 15:25.). Dalej nauka hiszpańskiego na Erasmusie w Vigo (Galicja, Hiszpania) i intensywne przygotowania do DELE kilka lat później. Wszystko to działo się na wiosnę. A! No i certyfikaty językowe z niderlandzkiego uplasowały się o tej porze roku. 

Jeżeli Ciebie również kusi nauka nowego języka na wiosnę i szukasz inspiracji, ten post Ci je dostarczy. Zapraszam.

Nie samym angielskim człowiek żyje

Uwielbiam język angielski i doceniam to, w jaki sposób jego dobra znajomość wpływa każdego dnia na jakość mojego życia. Pomimo tego, nie uważam wcale, że każdy musi angielski znać na zaawansowanym poziomie, czy nawet lubić ten konkretny język. Więcej na ten temat napisałam w gościnnym artykule opublikowanym przez Blogi językowe i kulturowe na początku lutego. Nie będę zatem rozwijać tego tematu tutaj, ale zachęcam Cię gorąco do przeczytania oryginalnego postu.

Jak wybrać język? 

Z dużym prawdopodobieństwem masz swoje preferencje i wiesz, jakiego języka chcesz się uczyć. Ale jeśli wciąż się zastanawiasz nauka jakiego język wniosłaby powiew świeżości do Twojego życia, warto rozważyć kilka czynników. 

Inspiracją może być chociażby wybór nowego mniej lub bardziej egzotycznego miejsca zamieszkania, zmiana pracy czy cel wakacyjnych podróży. I o ile to ostatnie jest relatywnie mało skomplikowanym wyborem życiowym o niewielkich konsekwencjach, o tyle przeprowadzka na dłużej/na stałe do innego kraju ma dużo dalej idące skutki. W tym przypadku trzeba się dobrze zastanowić.

slowlingo, nauka języków, niderlandzki
Amsterdam: pixabay.com
Ciekawym kryterium wyboru  nowej lokalizacji może być poziom jakości życia. Ostatnio pojawia wiele analiz tego aspektu. Na licznych listach "najprzyjaźniejszych miast świata" przewijają się zazwyczaj te same metropolie. Przodują tam (w różnej kolejności):
  • Kopenhaga
  • Berlin
  • Toronto
  • Vancouver (podobno najpiękniejsze miasto Kanady)
  • Amsterdam
  • Rotterdam
  • Wiedeń
  • Sztokholm
  • Melbourne
⇰ Dodatkowo ciekawa jest także lista krajów, w których najlepiej prowadzić biznes. Znajdują się tu m.in.:
  • Skandynawia - Dania na 1. miejscu
  • Nowa Zelandia*
  • Hong Kong
  • Singapur
  • Holandia
  • Wielka Brytania
  • Australia
  • Włochy (Mediolan)
* Nowa Zelandia mocno promuje się biznesowo, oferując nawet pokrycie kosztów wakacji o ile weźmie się udział w rekrutacji w Wellington. Brzmi baaardzo kusząco, prawda?

Jakich (innych) języków warto się uczyć?

slowlingo, nauka języków, kantońsi, mandaryński
sztuka chińska: pixabay.com
Podsumowując powyższe zestawienie stawiam na następujące języki (oprócz angielskiego):
  • niemiecki ♡
  • włoski
  • chiński (kantoński, mandaryński)
  • duński
  • szwedzki
  • niderlandzki ♡

Czy któryś z tych języków jest na Twojej liście? Jakie są Twoje powody, by rozpocząć wiosenną przygodę z nauką języka? Podziel się w komentarzu.

_______________________________________
Źródła:

W polskim tak nie ma

Zastanawiałeś/łaś się kiedyś jak wiele różne języki mają wspólnego? Czy pewne struktury gramatyczne się powtarzają i ewentualnie dlaczego? Idę o zakład, że wielokrotnie ucząc się języka obcego w lekkim oburzeniu stwierdzałeś/łaś, że dany element językowy jest nielogiczny i w sumie to dlaczego w ogóle się tak go używa, bo przecież w polskim tak nie ma i dajemy radę.

Inne spojrzenie

Nauka innych języków otwiera oczy. Nie tylko ma sprawy kulturowe, ale również na nasz własny język. Ucząc się angielskiego, a potem hiszpańskiego zauważyłam w języku polskim  struktury, które wcześniej myślowo omijałam. Zorientowałam się, że te struktury wyrażają rzeczy w niemalże identyczny sposób. Zauważ, że mówię o podobieństwach w językach z trzech różnych grup: germańskiej (angielski), romańskiej (hiszpański) oraz oczywiście słowiańskiej (polski).

slowlingo, języki, angielski, nauka jezyków
Źródło:pixabay.com

Chcę żebyś...

Dla mnie osobiści zawsze najbardziej uderzającym tożsamym aspektem jest aspekt niedokonany - Perfect oraz tryb łączny (Subjunctive). Często słyszę pytanie dotyczące Perfectu: "Ale tego się przecież wcale nie używa, prawda"? Możesz sobie wyobrazić dziwienie w oczach, gdy mówię, że nie tylko się używa, ale że nawet istnieje w języku polskim. I też się jeszcze używa!

Najlepiej widoczny aspekt Perfect w języku polskim jest w frazach z czasownikami modalnymi. Polskie:
Powinnam była lepiej przygotować się do egzaminu.
to nic innego jak angielskie 
I should have gotten better prepared for the exam.

A co powiesz na to:
Chciałabym, żeby ona była bardziej rozsądna.
versus
I wish she were more reasonable.

Otwórz oczy

Nie chcę tym postem wykładać zasad gramatyki angielskiej ani tym bardziej polskiej. Chcę zachęcić Cię przy kolejnej gramatycznej trudności czy zagwozdce do refleksji i dystansu. Być może dana struktura jest Ci dobrze znana, używasz jej intuicyjnie od lat, tylko jeszcze tego nie wiesz? Pamiętaj, gramatyka opisuje świat i relacje pomiędzy wykonawcami oraz czynnościami. Najprawdopodobniej i w Twoim języku zachodzą relacje wyrażone w bardzo podobny lub nawet identyczny sposób.

Bardzo ciekawi mnie, jakie podobieństwa pomiędzy językami udało się tobie zaobserwować? Koniecznie podziel się nimi w komentarzach.

Drażliwy temat

Ile kosztuje nauka języka? Zdaję sobie sprawę, że temat opłat za lekcje może być nieco drażliwy zarówno dla lektorów jak i uczniów - kwestie finansowe wzbudzają zawsze wiele emocji. Postanowiłam jednak podjąć to zagadnienie, ponieważ powraca ono przecież każdorazowo, gdy nowemu klientowi przedstawiam(y) ofertę. 

Czasem (lub często) widzimy i słyszymy zaskoczenie z niewypowiedzianym na głos pytaniem "czemu tak drogo"? Stwierdzenie "drogo" jest zawsze względne, bez znaczenia jaki to towar, czy usługa. Nie będę więc tutaj porównywać cen i podawać widełek. Postaram się jednak wyjaśnić za co tak dokładnie płacisz lektorowi.

nauka online, koszt zajęć, ile kosztuje lekcja
Źródło:pixabay.com

Ile to kosztuje?

Decydując się na zajęcia 1:1 z danym lektorem często patrzymy tylko na stawkę godzinową za zajęcia. Na tej podstawie podejmujemy decyzję o współpracy. Rzadko zastanawiamy się nad tym, ile pracy wkoło tej jednej godziny dodatkowo wykonuje lektor. Nie mam tu oczywiście na myśli lektora, który zerka do Twoich materiałów 5 minut przed zajęciami i podczas nich improwizuje. Lektor, który przykłada się do swojej pracy, poświęca czas na dopasowanie i aktualizowanie planu nauki do Twoich bieżących potrzeb. Wykonuje przy tym ogrom dodatkowej pracy. O tym jakie cechy powinien posiadać profesjonalny lektor przeczytasz więcej tutaj.

nauka online, slowlingo, język obcy
Źródło: pixabay.com

Co się za tym kryje?
  • dobre przygotowanie merytoryczne lektora płacisz za lata nauki języka i dydaktyki.
  • przygotowanie programu nauczania - przygotowanie planu nauki i materiałów odpowiednich dla Ciebie zabiera często od kilku do kilkunastu godzin pracy.
  • faktyczne zajęcia - nawet ze z góry opracowanym planem działania trzeba na bieżąco przygotowywać się do konkretnych zajęć językowych. Do czasu samych zajęć dodaj ok 30%. Dla lektorów dojeżdżających na zajęcia do uczniów czas ten wynosi czasem nawet 200% samych zajęć lub więcej.
  • monitorowanie i raportowanie postępów ucznia
  • dokształcenie - o tym, że w każdym zawodzie trzeba się ciągle dokształcać nie muszę chyba nikogo przekonywać. Lektor musi na bieżąco śledzić trendy, rozwiązania, metody tak jak każdy inny profesjonalista. Wiąże się to z kolejnymi godzinami badan i analiz oraz często ze sporym kosztem.
  • infrastruktura Twojej nauki - jeżeli lektor pracuje na systemach e-learingowych musi również opłacić narzędzia, dzięki którym Twoja nauka jest efektywniejsza.
  • koszty prowadzenia firmy - o tym zapominamy chyba najczęściej. W skrajnych przypadkach koszty związanie z przeprowadzeniem 1 zajęć mogą wynosić 40-50% ceny. 

Ile to kosztuje? - przykładowa analiza

nauka języka, slowlingo, nauka online

Przyjmijmy następujące założenia:
  • przykładowy koszt brutto zajęć: 50 zł /za godzinę zegarową
  • ustalenie programu nauki dla 20 godzin zajęć (ok pół roku nauki):  5 godzin.
  • +30% czasu na przygotowanie 1 zajęć
  • monitorowanie postępów dla 1 zajęć: ok 30 minut.
  • dokształcanie lektora: ok 2 godziny tygodniowo.
Policzmy:
  • 5 godzin (300 minut) przygotowania programu : 20 zajęć = 15 minut na przygotowanie programu 1 zajęć
  • 30 %  z zajęć 60 minut = 20 minut
  • 120 minut dokształcania : ~ 30 godzin zajęć w tygodniu = kilka minut
Podsumowując czas poświęcony za jedne zajęcia:

60 + 30 + 15 + 20 + kilka minut = ponad 2 godziny pracy.

Gdy Ty płacisz przykładowe 50 zł, lektor zarabia 25 zł / godzinę brutto.

Kosztów prowadzenia firmy i infrastruktury już nie odliczam ;-( . 

Płacisz za dużo?

Jeśli koszt zajęć językowych wydaje Ci się wysoki, miej na uwadze, za co dokładnie płacisz. Jakość nauczania kosztuje, ale to inwestycja, która się zwróci dając Tobie najlepsze rozwiązania edukacyjne.

Lektorzy - zgadzacie się? Dodalibyście coś jeszcze? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Halloween - groza nie na poważnie

Bez względu na to, czy obchodzicie Halloween czy nie, z pewnością znacie to święto i wiecie z czym je się je. Nie wchodząc w szczegóły, ideą jego jest celebracja grozy i horroru z przymrużeniem oka: przebieranie się w makabryczne kostiumy, opowiadanie mrożących krew w żyłach historii, dekorowanie domów wydrążonymi dyniami i elementami zgrozy.

halloween, dynia, straszny, groza, film na halloween
Źródło:pixabay.com

W to Halloween siedzę w domu

Jeśli zamierzanie ten wieczór spędzić w domowym zaciszu, swoim lub znajomych, mam dla Was kilka filmowo-serialowych propozycji, które zamienią ten wieczór z kolejnego "zwykłego" poniedziałkowego seansu w językowe chwile pełne grozy. Wiecie, jak bardzo uwielbiam seriale, pisałam o ty już tutaj, tutaj i tutajCo więcej, przedstawię Wam propozycje w różnych językach, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Straszny seans

AHS, halloween, szpital, nauka języków, straszny
Źródło:pixabay.com

Zapraszam na przegląd kilku subiektywnych propozycji telewizyjnych na Halloween'owy wieczór:
  • po angielsku: America Horror Story (serial) - sezon 1 & 2 - antologia historii grozy. W tych sezonach zobaczymy m.in. nawiedzony dom, niepokojący szpital dla psychicznie chorych, seryjnych morderców, Krwawą Mary i sporo innych przerażających aspektów. Polecam dwa pierwsze sezony - te są naprawdę dobrze przemyślane, kolejne są dużo słabsze.
    Inną opcją jest polecany przeze mnie Supernatural
  • po hiszpańsku: Relatos Salvajes - to zbiór kilku pozornie nieprzerażających historii. Ja jednak, oglądając ten film, często zakrywałam oczy. Nie ma w nim horroru ani makabry, ale jest niepokój i strach. Naprawdę dobre, proste kino.
    Dla miłośników seriali bezapelacyjnie polecam serial Geneza - kryminalne zagadki z makabrą w tle. Mocne.
  • po niderlandzku: tu nie ma tak łatwo. Holenderskie kino ma przed sobą jeszcze długa drogę, ale jeśli potraktujemy temat rozrywkowo to polecam Przekleństwo Amsterdamu.
Mam nadzieję, że znajdziecie tu kilka ciekawych propozycji na najbliższy poniedziałek. Jeśli polecacie coś jeszcze, koniecznie dajcie znać, chętnie obejrzę coś nowego!

Kocham seriale nie z tego świata

O tym, że uwielbiam seriale już wiecie. Tematyką telewizji zajmowałam się już kilkukrotnie, między innymi przedstawiając seriale jako doskonałe źródło treści osadzonych w kontekście (dla przypomnienia zajrzyjcie tutaj), czy opisując wartość korzystania z lub niekorzystania z napisów (dylemat telewizyjno-serialowy znajdziecie tutaj). 

Supernatural

Dziś chcę się z Wami podzielić miłością do jednego z moich ulubionych seriali. "Supernatural", bo o nim mowa (polskie tłumaczenie to właśnie "Nie z tego świata"), to najdłużej produkowany (ciągiem) serial fantasy (choć osobiście nie zaklasyfikowałabym go jako fantasy). Serial jest emitowany już 12. sezon, którego premiera odbyła się wczoraj (13.10.2016). To właśnie premiera zainspirowała postanie tego postu.

supernatual, nie z tego świata, popkultura, serial, trend, tv
Źródło: pixabay.com

Love-Hate

Dla niezorientowanych dodam, że serial opowiada o dwóch braciach (Sam i Dean Winchester) walczących z różnego rodzaju zjawiskami nadprzyrodzonymi (ang. "supernatural"): demonami, potworami, duchami. Brzmi tandetnie? Otóż nie. Serial koncentruje się na nie do końca na serio przedstawianej konwencji walki dobra ze złem, samotnego łowcy, życia w drodze. Mi taka konwencja bardzo odpowiada.

Co prawda moja relacja z "Supernaturalma charakter "love-hate", ale zdecydowanie wygrywa element "love". Dlaczego love-hate? Pierwsze 6 sezonów uważam za świetne, potem było kilka, w których coś się popsuło (zmiana producenta wykonawczego): fabuła była nieco naciągana, a postaci nie rozwijały się. Wtedy dawałam sobie spokój z oglądaniem. Ale zawsze wracałam. Wracałam, ponieważ zalet serialu jest zdecydowanie więcej niż wad. I jest to jedyny serial, do którego wracam zawsze. W przypadku innych, które miały słabsze sezony (jak np. "Dr House" czy "American Horror Story") nie wracałam. Ostatni, 11 sezon "Supernatural" uważam za całkiem przyzwoity.

Za co kocham ten serial?

Za co w takim razie kocham ten serial? "Supernatural", poza swoim ciekawym i zabawnym uniwersum, to przede wszystkim przegląd amerykańskiej kultury popularnej

Ogromna większość tytułów odcinków nawiązuje do tytułów piosenek lub albumów muzycznych, np.: 
Like a Virgin, Stairway to Heaven, Dream a Little Dream Of Me, Time Is on My Side, Heaven and Hell i wiele innych
lub filmów (w tym horrorów); np.: 
Bloodlust!, The Usual Suspects, Sin City, My Bloody Valentine, All Dogs Go to Heaven, I Know What You Did Last Summer i wiele innych.
oraz klasyczne gadżety - jak cudowny Chevrolet Impala z 1967 r., którego więcej znajdziecie tutaj. Hołd tej maszynie oddany jest m. in. w odcinku Baby (s11e04) - cały odcinek nakręcony jest z perspektywy auta i kamera nie opuszcza go ani na moment.

Poza kulturą popularną w serialu znajdziemy przekrój amerykańskiego i światowego folkloru, który osobiście uwielbiam:
  • demony, anioły, elementy biblijne,
  • wampiry, wilkołaki, wendigo, 
  • zjawy, duchy, poltergeist, 
  • shapeshifter,
  • prawdziwe przypadki seryjnych zabójców lub niewyjaśnionych spraw kryminalnych, np.:  Lizzie Bordem
  • i inne
Ostatecznie, ujmuje mnie także poczucie humoru, jakie "Supernatural" niezmiennie prezentuje. Do moich ulubionych pod względem humoru odcinków należą:
  • The French Mistake (s06e15) - postaci "wychodzą" z serialu do świata realnego.
  • Changing Channels (s05e08) - bohaterowie "podróżują" po innych popularnych serialach (m.in. CSI Miami, the Simpsons, Grey's Anatomy), tworząc niezłą parodię.

Kolejny powód, by uczyć się języków

Ten post chodził za mną od miesięcy. Czułam, że coś jest na rzeczy, że reagując na otoczenie w językach obcych, reaguję inaczej, niż w moim języku ojczystym. W języku angielskim zawsze czuję, że mogę wyrazić myśli bardziej precyzyjnie. Bez problemu znajduję potrzebne słowa, które oddają dokładnie to, co chcę przekazać. Podejmowanie decyzji wydaje się prostsze... Teraz dostałam mocne potwierdzenie moich przeczuć. Badanie naukowe opisane w El País pokazują, że myślimy inaczej w językach obcych niż w języku natywnym, szczególnie, jeśli chodzi o podejmowanie trudnych decyzji. To kolejny powód, by uczyć się języków.

Różne pryzmaty języka

O tym, że różnie widzimy świat w różnych językach pisałam już wcześniej w mini-recenzji książki Guy'a Detscher'a "Through The Language Glass" tutaj. Kontekst kulturowy i środowisko, w którym istniejemy, determinują konieczność występowania i opisywania pewnych pojęć w danym języku. Nie jest to jednak tożsame z badaniami dotyczącymi podejmowania decyzji.

decyzje, język obcy, nauka języka, badanie
Źródło: pixabay.com

Musisz podjąć decyzję? Zrób to w języku obcym

Okazuje się, że proces podejmowania decyzji przebiega inaczej w języku obcym niż w naszym języku ojczystym. Dowodzi tego szereg badań przeprowadzonych m.in. w Hiszpanii. 

Albert Costa z Uniwersytetu Pompeu Fabra w Barcelonie na podstawie m.in. "dylematu tramwaju" (wrzucenie pod tramwaj jednej osoby celem uratowania życia pięciu innych) przedstawia różnice w podejmowanie trudnych moralnie decyzji w języku ojczystym i obcym. 

Okazuje się, że w języku obcym (sytuacja przedstawiana jest w języku obcym) decyzje te są bardziej racjonalne, pozbawione emocji. Wynika to najprawdopodobniej z faktu, że w języku obcym informacje przetwarzamy nieco wolniej i bardziej pragmatycznie. Często zastanowimy się dwa razy nim ostatecznie podejmiemy decyzję. 

Nastawienie na rezultat

Podejmowanie decyzji w języku obcym nastawione jest na rezultat, konkretny wynik. Alberto Costa jako inne przykłady różnych decyzji przytacza także zwiększoną tolerancję ryzyka podczas planowania podróży czy akceptację innowacji biotechnologicznych. W obu przypadkach, pomimo wątpliwości natury etycznej czy emocjonalnej, wygrywa racjonalny rezultat - ciekawa podróż i duży zysk. Ponadto, mniej uderzają w nas obelgi i przykre sytuacje, ponieważ jesteśmy od nich bardziej zdystansowani, a emocjonalna reakcja (rezultat) jest dla nas niekorzystna.

Według innych badań, przeprowadzonych przez Janet Geipel z Uniwersytetu w Trento, waga rezultatu o wiele przewyższa intencje (dobre intencje - zły rezultat; złe intencje - dobry rezultat).

Osobiście...

również przełączam się na angielski, gdy  muszę ze sobą przedyskutować problematyczne kwestie. Wszystkie argumenty łatwiej układają się w całość i prościej mi je grupować.

Bardzo ciekawa jestem Waszych doświadczeń, szczególnie w przypadku innych niż angielski języków. Czy na przykład złożony system gramatyczny języka niemieckiego wpłynie jeszcze bardziej na racjonalność decydowania?

A dla tych mniej zdecydowanych polecam poniższą pozycję książkową. Pięćdziesiąt modeli myślenia strategicznego w "The Decision Book".

foto: własne
Dzisiejszy post wyda się atrakcyjny zapewne dla grona lektorów, ale może nie tylko? Dzielę się z Wami moimi ulubionymi i sprawdzonymi patentami, dzięki którym praca lektora jest nie tylko dużo przyjemniejsza, ale także efektywniejsza. Przedstawiam Wam mój warsztat lektora - narzędzia, metody i triki pracy.

Źródło:pixabay.com

Skąd ja to wiem?

Jako lektor pracuję od ponad dziesięciu lat, zaczęłam jeszcze na studiach. Początkowo nie było to moje zajęcie docelowe, ale dość szybko zorientowałam się, że sprawia mi ogromną frajdę i do tego wychodzi mi całkiem nieźle. W międzyczasie, oprócz uczenia, pracowałam w firmach, gdzie zajmowałam stanowiska związane z biznesem i zarządzaniem. To właśnie kontakt z produktami edukacyjnymi, technologiami informacyjnymi i procesami biznesowymi sprawił, że dziś mam tak bogaty wachlarz umiejętności pozajęzykowych, które mogę wykorzystać w pracy lektora. 

Młotki, tablety i inne...

Wszystkie narzędzia, z których korzystam, są elektroniczne. Pracuję online, więc mnie wyobrażam sobie innego typu pomocy. Wszystkie wymienione narzędzia działają bez problemu także na urządzeniach mobilnych (yeeeey!)

Oto moja lista:
  • Trello - używam go do zarządzania uczniami, planowania zajęć, zbierania w jednym miejscu wszystkich linków, grafik, etc. do wykorzystania na zajęciach. Supersprawą jest to, że można podpinać materiały bezpośrednio z Dysku Google, OneDrive, Dropboxa, etc.
  • Dysk Google - chyba nie trzeba tu dużo wyjaśniać. Trzymam tu foldery uczniów - podsumowania zajęć, które im wysyłam, inne dokumenty związane z zajęciami. 
  • Dokumenty/Formularze Google - stosuję do szybkiego wypełniania raportów zajęć, sprawdzania prac pisemnych i innych.
  • Versal - buduję w nim kursy, śledzę postępy uczniów, testuję. Cudna sprawa. Więcej o Versal'u pisałam wcześniej tutaj. Mogę osadzać wideo, dokumenty Google, pisać teksty, wrzucać pdf'y, tworzyć testy: jednokrotnego wyboru, luk, oznaczania, dodawać grafiki i wiele, wiele innych.
  • Quizlet - buduję lub wykorzystuję gotowe listy słownictwa do implementowania w moich kursach. Fiszki z Quizlet można zaciągać do Versal'a.
  • Quill - świetne narzędzie do pracy własnej uczniów, niestety tylko dla języka angielskiego. Pozwala przypisywać uczniom zadania pisemne na ćwiczenia gramatyki oraz pisowni, które sprawdzane są automatycznie.
  • Grammarly - kolejne narzędzie zbudowane tylko do obsługi języka angielskiego. Pozwala sprawdzać automatycznie teksty pisane. W wersji bezpłatnej wyłapuje tylko najczęstsze i najbardziej podstawowe błędy, w wersji płatnej jest w stanie zidentyfikować około 200 różnych typów błędów w gramatyce i pisowni. To narzędzie jest bardziej dla ucznia, niż lektora, ale co bardziej zapracowany lektor może użyć go do zautomatyzowanego sprawdzania tekstów uczniów.
  • Prasa: NYT, TIME, the Guardian, Business Insider. Uwielbiam korzystać z prasy - do analizy tekstów oraz inspiracji w dyskusji.

To już wszystkie narzędzia, których używam obecnie. A z czego Wy korzystacie w pracy lektora? Możecie podzielić się świetnymi patentami na usprawnienie pracy? Koniecznie piszcie w komentarzach!

Serialowe love

Już kilkukrotnie poruszałam temat telewizji i jej roli w nauce języków. O tym, że telewizja jest najlepszym źródłem słówek kontekstowych przeczytacie więcej tutaj, a o dylemacie napisowym tu.

Wracam dziś do tematu telewizji przy okazji premiery 6. sezonu serialu "Suits", która ma miejsce już dziś. Bardzo cenię sobie ten serial ze względu na bogatą i doskonale przedstawioną warstwę językową oraz kulturową, które naprawdę świetnie przybliżają niuanse nowojorskiego światka prawniczego. Co prawda trochę się rozmydlili po 3. sezonie, ale i tak uważam, że warto.

nauka języków, seriale, tv, legal english

Zachęcam Was do obejrzenia serialu a przy okazji zapraszam na porcję kilku podstawowych zwrotów z zakresu prawa, bez których nie obywa się chyba żaden odcinek "Suits".


Dodatkowo, jeśli macie ochotę poczytać więcej o serialu i słownictwie, zapraszam na bloga Karoliny:
A jeśli macie ochotę na więcej słownictwa stricte związanego z serialem, zapraszam:


Mam nadzieję, że "Suits" przypadnie Wam do gustu i sporo się z niego nauczycie!