Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty

Bloga jakby mniej...

Poprzedni post podsumowujący naukę niemieckiego zapowiadał podsumowanie roku, którego nie robiłam w roku 2017. Tym razem jednak wydarzyło się tak wiele, że zdecydowałam się tym oficjalnie podzielić, tym bardziej, że ma to wypływ na bloga.

Z pewnością zauważyłeś, że blogowałam mniej. Pisałam już latem w newsletterach, że będzie mnie mniej na blogu, w związku z rozwojem własnym. Ostanie 2,5 roku to był okres intensywnej pracy nad blogiem i rozwijaniem SlowLingo, jako biznesu. W tym czasie pracowałam sporo z klientami, kursantami i czytelnikami nad opracowaniem ścieżek językowych, pomagałam pokonać problemy z nauką języków, wreszcie pracowaliśmy wspólnie nad angielskim i niderlandzkim, które zmieniały życie powyższych na lepsze. 

W tym samym czasie rozwijałam wiedzę i umiejętności z dziedziny szkoleń i rozwoju (Learning and Development), w ramach którego wraz z firmami budowałam kompleksowe ścieżki rozwojowe dla pracowników, przygotowywałam materiały edukacyjne wspierałam tym samym rozwój biznesów i wspierałam naukę języka biznesowego.

Bardzo dobrze odnalazłam się w tej roli i to na niej skupiałam się w prawie 100 % w ciągu ostatniego pół roku. Ograniczyłam liczbę studentów indywidualnych i koncentrowałam się klientach firmowych, od których zdobywałam i poszerzyłam wiedzę z tego zakresu.

slowlingo, nauka języka, jak się uczyć, wyzwanie językowe

Co się wydarzyło pod koniec 2018?

Końcówka roku przyniosła dodatkowo wiele niezwykłych szans, które udało mi się wykorzystać. Zaczynam nową zawodową przygodę w roli, która jest zwieńczeniem mojej pracy kilkunastu ostatnich lat. Łączy projektowanie ścieżek rozwojowych, propagowanie elearningu, coaching i strategie biznesowe i naukę języków. A wszystko będzie dziać się na międzynarodowym gruncie, na którym będę mogła regularnie wykorzystywać i rozwijać umiejętności językowe.

Co to oznacza dla SlowLingo? Blog, tak jak zapowiadałam, będzie działać nadal. Nadal będę opisywać skuteczne metody nauki i jestem przekonana, że nowe doświadczenia dostarczą mi wielu fantastycznych inspiracji. W ramach SlowLingo nadal będę prowadzić warsztaty gościnne, prelekcje oraz webinaria. Nie będę jednak już prowadzić zajęć indywidualnych. Jeśli więc jedynie śledzisz bloga, nie wiele się dla Ciebie zmieni.

Pisze o tym na blogu z dwóch względów: 
1) blog SlowLingo to moje wielkie osiągniecie i jestem z niego bardzo dumna; 
2) język zaważył na tym, że mogłam podjąć to właśnie wyzwanie.

Jak znajomość języków sprawiła, że jestem tu, gdzie jestem?
  • Uczenie się języków pomogło mi wyćwiczyć pamięć, umiejętności syntezy informacji, analizy treści, szybkie przyswajanie.
  • Nauka języków siłą rzeczy wpłynęła na wrażliwość kulturową, którą umożliwiła mi swobodne poruszanie się wśród międzynarodowych kontaktów zawodowych.
  • Biegła znajomość angielskiego dała mi swobodny dostęp do wiedzy, kursów, szkoleń. 
  • Bardzo dobra znajomość języków obcych była wielokrotnie decydującym czynnikiem, który otwierał przed mną drzwi do ciekawych propozycji współpracy, jak obecna. 
  • Biegła znajomość słownictwa biznesowego oraz branżowego (angielski oraz niderlandzki) pomagała mi budować pozycję eksperta w dziedzinie edukacji i rozwoju.

Co dalej?

Przed mną, poza wyzwaniami związanymi z działką elearningu, szkoleń i rozwoju, nowa, niespodziewana przygoda językowa. W najbliższych miesiącach rozpocznę naukę języka arabskiego. Przyznam, że nigdy nie był to język, którego naukę rozważałam. Obecnie jednak przyda mi się w nowej pracy. Będzie to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. 

Będzie to dodatkowym wyzwaniem, ponieważ nadal chcę pracować nad niemieckim i hiszpańskim, a zamieszkanie w Berlinie jest nadal na mojej bucket list.

Nadal zatem będę raportować z postępów nauki niemieckiego, także a postaram się opisać doświadczenia z arabskim. Jak zacznę naukę tego języka? Nie będzie zaskoczeniem, jeśli wspomnę tu aplikacje busuu.

Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną i nadal będziesz korzystać z moich podpowiedzi.
Trochę czasu minęło od ostatniego podsumowania. I nieco się także wydarzyło. Dla przypomnienie polecam Ci zajrzeć do moich poprzednich postów. Tutaj znajdziesz plan, a tutaj pierwsze podsumowanie. A podsumowanie kolejnego, aktualnego etapu znajdziesz poniżej. Zapraszam.

Jedyną stałą jest zmiana

Ostatnie miesiące przyniosły mi życiowo wiele ciekawych zwrotów akcji. W związku z tym moja nauka niemieckiego była dość dynamicznie zależna od aktualnych wydarzeń. Z nieco innym tempem niż zamierzone, ale udało mi się zrealizować następujące cele:
  • powtórzenie gramatyki do poziomu B1/B2 - bez Konjkuntiv 1 - tego wcześniej nie przerabiałam i poświęcę na to świąteczny czas - wtedy bardzo lubię się uczyć;
  • powtórzenie zwrotów i fraz z sytuacji życia codziennego głównie w oparciu o Sage und Schreibe oraz  Aktywny Słownik Języka Niemieckiego (PONS).

slowlingo, niemiecki, nauka, materiały, PONS

Nie ruszyłam z podręcznikiem - w planach Auf Neuer Wege oraz Em - zostawiłam to na kolejne miesiące, gdy będzie u mnie nieco spokojniej. O ile powyższe rzeczy można spokojnie powtarzać z doskoku nie tracąc głównego wątku, o tyle w podręczniku mogłabym się pogubić, jeśli nie mogłabym sobie zapewnić bardzo rygorystycznej i regularnej ciągłości. Praca na podręczniku, by miała sens, w mojej ocenie wymaga skupienia. Stąd też decyzja o przełożeniu jej na spokojniejszy okres.

Potyczki i trudności - językowe lessons learnt

Poza rozjazdem czasowym pojawiła się jeszcze jedna komplikacja. To, co sprawiało mi kolejną trudność, to znalezienie i organizacja dobrych i ciekawych materiałów do biernej konsumpcji treści w niemieckim.  Wydawało mi się, ze będzie to zadanie dość proste, ale, poza Easy German, nie dodałam do YouTube'owych subskrypcji niczego więcej. Także mój Pocket nie zanotował nowych artykułów. To nie tak, że ich nie ma - na horyzoncie zasoby Netflixa, za mną dokument o murze berlińskim (dźwięk oryginalny + napisy). Na ten moment nie udało mi się jeszcze sprawnie zorganizować systemu, który by zarządzał zasobami do niemieckiego

Będzie mi to potrzebne na kolejnych etapach nauki. Nie muszę zaczynać od rzucenia na głęboką wodę i oglądania dokumentów historycznych, czy czytania Der Speigel, ale w perspektywie jest top jeden z etapów nauki, więc to zadanie pojawi się w dalszych krokach.

Zauważyłam także inną rzecz, poniekąd związaną zmianami i ich dynamiką i tu zaskoczyłam sama siebie. Gdy wiele rzeczy dzieje się na raz, trzeba z czegoś zrezygnować, bo nie jesteśmy w stanie wykonać wszystkiego, to jasne. Wcześniej nie odczuwałam osobiście, jak bardzo inne kwestie przejmą priorytet nad nauka niemieckiego, po prostu dlatego, że wcześniej pozostawała w fazie planów. Dopiero faktyczne rozpoczęcie zmagań i zadeklarowanie się zweryfikowało poziom trudności tego przedsięwzięcia.

Etap weryfikacji - nauka języka a zderzenie z rzeczywistością

Dlatego tak ważne jest, by rozpocząć naukę języka najwcześniej, jak tylko to możliwe. Jeśli planujesz to od dawna i wciąż odkładasz, to naprawdę warto wcześniej zweryfikować założenia. Zgodnie z ideami minimalizmu, lepiej nie trzymać w głowie myśli i planów dotyczących rzeczy, których nie chcemy tak naprawdę zrealizować. Warto poświęcić uwagę czemuś, na czym naprawdę w tej chwili Ci zależy.

Aby nauka od początku miała sens: przynosiła rezultaty i korzyści, serdecznie polecam rozpocząć ją z przytupem. Zrób to od razu i sprawdź, czy tego właśnie chcesz. Jeśli czytałeś/aś mój ostatni post o pierwszych 20 godzinach, to wiesz co robić. Jeśli jeszcze nie, to koniecznie go przeczytaj.

Jeśli chcesz zaplanować naukę na te 20 pierwszych godzin, pomoże Ci w tym post o metodzie 3x3 lub o wykorzystaniu metody Pomodoro. To także obowiązkowa lektura.

Pozdrawiam i do kolejnego postu.


Kolejny krok ku skutecznej nauce języków

Od kilka lat podpowiadam Ci skuteczne metody na naukę języka. Sugeruję jak i ile się uczyć, jakie narzędzie wypróbować, jak zmienić nastawienie i podejście do tego trudnego przedsięwzięcia. Pokazuję także jak znaleźć i zorganizować czas na naukę, a to właśnie brak jest jedną z najczęstszych przyczyn problemów z nauką czegokolwiek.

Ten post chodził za mną od dłuższego czasu, szczególnie w kontekście zaganianego świata i uczniów, którzy wiecznie nie przygotowani na zajęcia twierdzą, że (znów) nie mieli czasu. Tym, co wciąż (jednak wciąż) mnie zaskakuje w pracy trenera to fakt, że wiele osób oczekuje rezultatów bez pracy. Nie da się! Wszystko, co chcemy zrobić dobrze, wymaga pracy. Ale czasem wystarczy niewielka ilość dobrze zorganizowanego czasu i przemyślanych w tym czasie aktywności, by zdziałać cuda.

Po tym wstępie zapraszam Cię i przedstawiam Ci kolejną prostą oraz skuteczną, aczkolwiek (jak wszystkie do tej pory przeze mnie opisywane) wymagającą samozaparcia i pracy, metodę nauki. Oto tekst o tym, jak 20 pierwszych godzin nauki potrafi zmienić wszystko.


slowlingo, nauka języka, jak się uczyć


20 pierwszych godzin robi różnicę

Propagatorem idei 20 pierwszych godzin pierwotnie jest Josh Kaufman. Napisał książkę o tej tematyce oraz wygłosił wystąpienie na TED - wiesz, jak lubię TED.

W swoim wystąpieniu Josh Kaufman przedstawia 4 kroki w metodzie szybkiego i skutecznego zdobywania wiedzy i umiejętności.

  1. Przede wszystkim proponuje, by rozbić daną porcję informacji lub umiejętność na najważniejsze rzeczy do zrobienia. Porównuje to do znajomości kilku akordów w nauce muzyki, co z kolei daje dostęp do mnóstwa utworów i kombinacji. 

    I tak w przypadku nowego języka najlepiej nauczyć się najczęściej stosowanych 2000 słów, co daje pokrycie 80% codziennie używanego języka. Tu dodatkowo dochodzi zasada Pareto, o której pisałam tutaj - sprawdź koniecznie.
  2. W kolejnym kroku trzeba umieć samodzielnie się poprawiać: skorzystaj z materiałów referencyjnych (słowniki, gramatyki, podręczniki), aby dowiedzieć się wystarczająco dużo, aby umieć zorientować się, kiedy popełnisz błąd, by móc się poprawiać w trakcie ćwiczeń.
  3. Dalej należy usuwać przeszkody i rozpraszacze w nauce: rozpoznawaj i usuwaj wszystko, co odciąga cię od umiejętności, których chcesz się nauczyć. Mądrze zarządzaj czasem na naukę, ustal priorytety i cel. O tym także pisałam tutaj i tutaj.
  4. Ostatecznie, jedyne co musisz zrobić to ćwiczyć przez co najmniej 20 godzin. 20 godzin to zaledwie około 45 minut dziennie przez miesiąc. W ciągu miesiąca możesz opanować podstawy języka i zbudować solidne fundamenty do dalszej nauki. Kluczem jest systematyczna prac i regularność!

Wielu znanych poliglotów stosuje powyższe metody: Steve Kaufman zawsze uczy się podstawowych 2000 wyrażeń zanim zacznie się skutecznie komunikować, ale potem idzie już z górki.

A Luca Lampariello bardzo mocno podkreśla rolę własnego wysiłki i zaangażowania w naukę. Języka nikt nas nie nauczy, języka trzeba nauczyć się samemu (ang.: "a language cannot be taught, it can only be learnt").

Uwaga - nie opanujesz języka (na poziomie zaawansowanym / eksperckim) w 20 godzin. Chodzi o zdobycie podstawowych, bazowych, fundamentalnych umiejętności, które pozwolą Ci na tym gruncie budować dalej.

Podejmujesz wyzwanie 20 pierwszych godzin? Opisz swoje sukcesy w komentarzach!

Podejmij swoje życiowe wyzwanie

Zawsze zachęcam do nauki języków, wyznaczania śmiałych celów i podejmowania nowych wyzwań, w realizacji których języki pomagają. W końcu o to chodzi w życiu, by iść do przodu, nie do tył. Oczywiście wychodzenie poza strefę komfortu, pójście w nieznane może być przerażające i potrafi paraliżować. Mimo wszystko trzeba próbować

slowlingo, nauka języków, motywacja, próby

Nie lubię języka włoskiego...

... i wiem, że jestem nudna wciąż to powtarzając. Ale tak jakoś zawsze już było. Włosi - głośni, wymachujący rękami, zaparzeni w  siebie. Dodatkowo nie cierpię rosyjskiego. Paskudnie brzmi i do tego mam jakiś taki niesmak kulturowy. 


Rok temu pisałam na blogu, że nie ma czegoś takiego, jak nielubienie języka. No bo jak i dlaczego? Pisałam także o tym, że nielubienie języka nie może stać na drodze do opanowania go. Nie jest to powód, by się języka nie uczyć. Zaprzeczam sama sobie? Nie! 

slowlingo, nauka języka, metoda, strategie nauki


Bo co to w sumie znaczy, że "nie lubię języka"? Albo, że Ty nie lubisz. Może Ci się nie podobać wymowa. Możesz nie przepadać za rozwiązaniami kulturowymi. Ale nie lubić języka? Zauważ, że moja niechęć do języka włoskiego i rosyjskiego skupia się właśnie wokół tych dwóch aspektów: wymowy i kultury. Po prostu mi nie odpowiadają. Ale muszę przyznać, że nie jest to taka niechęć, jak ta do głośnego i wulgarnego sąsiada za ścianą. Zwyczajnie nie wybrałabym tych języków do spontanicznej nieprzymuszonej nauki i tyle. 

Zanim ruszysz dalej, koniecznie przeczytaj mój wcześniejszy tekst o tej tematyce, podlinkowany powyżej, o ile już go nie czytałeś. Jest tam wiele cennych informacji i przykładów, których nie chcę tutaj powielać. 

Wszystko ma swój cel

Niby nie przepadam, ale gdyby pojawiła się ciekawa perspektywa życiowa lub zawodowa, która wymagałaby ode mnie nauczenia się któregoś z tych języków, to oczywiście! Patrzmy perspektywicznie i szeroko - końcowa korzyść osłodzi wszelkie niedogodności. Gdy wiesz po co konkretnie uczysz się języka i co świetnego z tego potem wyniknie, od razu inaczej patrzysz na nielubiany język.

Ale prawdą jest, że polubienie znienawidzonego języka obcego może być trudną przeprawą. Dlatego chcę Ci zaproponować kilka kroków i narzędzi, które pozwolą Ci dostrzec więcej pozytywów w nauce tego języka, zmienić podejście, a może nawet polubić język.

Polub język w 5 krokach

Przedstawię Ci 5 prostych kroków do polubienia języka. Ale uwaga - jeśli okaże się, że wcale nie chcesz się go uczyć, nie masz w tym żadnego celu ani korzyści, to najprawdopodobniej i tak go nie polubisz. Musisz chcieć zmienić te sytuację.

Krok 1.
Zastanów się dlaczego tak bardzo nie lubisz danego języka? I co właściwie dla Ciebie oznacza? Czy nie lubisz brzmienia, kultury, ludzi? Masz jakiś uraz z przeszłości? Jeśli tak, to zapewne dotyczy on jakiegoś zachowania użytkowników języka. A może Twój (szkolny) nauczyciel potrafił bardzo zniechęcić Cię do nauki? Zauważ, że większość tych powodów nie ma nic wspólnego z samym językiem, ale z ludźmi. Oddziel narzędzie od użytkownika. Jeśli twój zły nauczyciel nosił zielony sweter, a ty kochasz zielony i kochasz swetry, to czy przestaniesz je kochać i nosić? No nie!

Jeśli nie przepadasz za brzemieniem, tu po prostu musisz mnie, sobie i językowi zaufać i dać temu trochę czasu. Gdy zaczniesz rozumieć i używać język, warstwa brzmienia zejdzie na dalszy plan i przestanie przeszkadzać.

Zresetuj swoje negatywne nastawienie i bądź otwarty. Nie musisz od razu kochać języka, przestań go nie cierpieć.

Krok 2.
Wyjrzyj poza. Dlaczego chcesz/musisz/masz uczysz się tego języka? Wypisz wszystkie korzyści jakie czekają Cię na końcu żmudnej drogi i dalej. Ten język może być doskonałą trampoliną do kolejnych, fantastycznych okazji w twoim życiu.

Wreszcie dotrzesz do wartościowych materiałów dostępnych (tylko) w danym języku? A może czeka Cię nowa praca? Odbędziesz fascynującą podróż? Poznasz autorytet w swojej dziedzinie? Dostaniesz się dzięki temu na studia? To wartości, które sprawiają, że inaczej spojrzysz na nienajfajniejsze jak dotąd doświadczenie.

A co, gdy musisz tylko zaliczyć egzamin, a potem koniec? Pomyśl, co będzie dalej. Jakie drzwi pojawią się przed tobą? Pójdź je otworzyć.

Krok 3. 
Spójrz na język ponownie, jak możesz go wykorzystać? Język obcy to przede wszystkim narzędzie. Uczysz się go tak samo jak uczysz się prowadzić samochód, obsługiwać skomplikowane formuły w Excelu, czy pisać kod. Codziennie przyswajasz ogrom informacji i procedur, które ułatwiają Ci życie i pracę. W życiu zawodowym dodatkowo nieustannie musisz się doszkalać. Niczym się to nie różni od nauki języka. 

Zastanów się jakie usprawnienia w codziennym funkcjonowaniu przyniesie Ci znajomość języka:
  • szybszy dostęp do większej liczby informacji,
  • lepsze relacje z klientami i współpracowaniami,
  • wrażliwość międzykulturową (uwaga - tu sam język nie wystarczy, ale zdecydowanie bez niego się nie obejdzie!),
  • lepiej rozwiniętą świadomość poznawczą,
  • silniejszą pozycję w gronie użytkowników danego języka,
  • etc.
Krok 4.
Przełam się i znajdź interesujące Cię tematy w danym języku - w książkach, magazynach online, na YouTube. Proponuje zacząć od tego ostatniego, bo jest w czym wybierać i, o ile twój język nie jest bardzo niszowy, znajdziesz multum materiałów. Przefiltruj język przez coś, co lubisz. Zobacz, że w tym języku to jest tak samo ciekawe i wartościowe jak w innym. 

Ten krok wymaga od Ciebie sporo wysiłku, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Daj szansę językowi. Nie musisz się od razu zachwycać, ale pracuj na nim, zobacz jak funkcjonuje, jak może ci się faktycznie przysłużyć. Zawsze, gdy coś cię pozytywnie zaskoczy, zanotuj ten fakt i opisz, dlaczego tak się stało.

Krok 5.
Używaj języka. Masz już odpowiednie nastawienie i widzisz jasne korzyści. Rozumiesz, w jaki dokładnie sposób język obcy, nawet ten nielubiany, pomoże ci rozwijać się każdego dnia.

Teraz czas na twój najważniejszy ruch. Zacznij aktywnie używać języka. Dopóki to nie nastąpi, będzie on jedynie jedynie mglistym, niefajnym tworem, z którym musisz się mierzyć. Niby wiesz, że w słusznej sprawie, ale nie poczujesz tego, dopóki z niego nie skorzystasz.

Cały czas pamiętaj wszystkie kroki i pracuj nad nimi i nad sobą. Jeśli chcesz uczyć się skuteczniej i jednak polubić język, będzie to od ciebie wymagać pracy, inaczej się nie da. 

Gotowy?

Gdy już odniesiesz sukces i polubisz nielubiany język, podziel się doświaadczeniem w komentarzach.

Projekt niemiecki, czyli sprechać przyzwoicie

Oto krótkie podsumowanie mojego pierwszego miesiąca niemieckojęzycznego wyzwania. Postanowiłam w ciągu około roku powtórzyć niemiecki do mojego wcześniejszego poziomu (mocne B1) i dojść do poziomu C1 - zaawansowanego. Szczegółowy cel i założenia pierwotne znajdziesz tutaj

Zacznę od lekkiej zmiany założeń początkowych, bo takowe nastąpiły po pierwszych, testowych tygodniach pracy. Na razie nie wykupuję busuu premium, głównie ze względu na inne wydatki, ale gdy powtórzę materiał na poziomie B1, rozważam aktywację, choćby po to, by poćwiczyć dodatkowe, bardziej zaawansowane treści w interaktywnej formie. Nie wiem także, czy na pewno zdecyduję się na ogólne zajęcia z lektorem. Na ten moment zajęcia z lektorem rozważam tylko w formie przygotowania do certyfikatu językowego o profilu zawodowym, na poziomie C1. 

Teraz czas na podsumowanie pierwszego miesiąca pracy.

slowlingo, nauka języków, niemniecki, jak się uczyć.


Język niemiecki - sukcesy i porażki

Zacznę od "porażek". Piszę to w cudzysłowie, bo jako tako w nauce i rozwoju porażka nie istnieje. A przynajmniej nie według filozofii mindsetu, którą mocno propaguję. Możesz sobie o niej przypomnieć, klikając tutaj.

Są to zatem rzeczy, które nie poszły z godnie z planem - ale uwaga, z mojej winy, a raczej z mojego świadomego wyboru. Główną, a w sumie jedyną rzeczą, jest to, że nie udało mi się pracować na niemieckim codziennie i zrealizować tak dużo, jak sobie zakładałam. To mój powszechny problem - chęć robienia za dużo, w związku z czym, nie realizuję wszystkiego. W Instastories wspominałam, że przerabiam jednocześnie kurs z komunikacji interkulturowej, który zabiera ok 60-70% mojego czasu na naukę. Staram się jednak codziennie wypracować przynajmniej minimum - czyli obejrzeć video na YouTube, na kanale Easy German. Bardzo odpowiada mi ta forma.

To nie jest tak, że jestem bardzo do tyłu z materiałem i prawdopodobnie do końca sierpnia uda mi się powtórzyć gramatykę w takim zakresie, jaki założyłam. 

Oprócz czasowników i podstawowych czasów teraźniejszych i przeszłych, udało mi się przebrnąć przez rzeczowniki, przymiotniki i zaimki, które uważam za najbardziej dla mnie skomplikowane. To zdecydowanie sukces tego miesiąca.

To, co stanowi kolejne wyzwanie, to mowa zależna i Konjunktiv, z prostej przyczyny, że nie przerabiałam tego wcześniej, więc będzie to dla mnie nowość.

Zaskoczyło mnie natomiast, z jaką łatwością przyszło mi ogarnięcie tego, co powtórzyłam. Zwróciłam także uwagę na wiele elementów, które wcześniej mi umykały, a teraz wydały się oczywiste, proste i bardzo wiele wyjaśniające. Szczególnie dobrze pracuje mi się z gramatyką Klip und Klar, która w mojej ocenie genialnie dawkuje i wyjaśnia materiał.

Jak śledzić swoje postępy - Personal Growth Journal

Również na Instastories pokazywałam mój sposób na systematyczną pracę - Personal Growth Journal, czyli terminarz, w którym planuję i zapisuję realizację nauki i rozwoju osobistego z różnych dziedzin. Być może za jakiś czas napiszę o nim nieco więcej, gdyż wzbudził Wasze spore zainteresowanie.

Co dalej?

Plany na sierpień z grubsza się nie zmieniły. Walczymy dalej. Ten miesiąc jest jednak większym wyzwaniem, ze względu na ograniczone zasoby czasowe - wyjeżdżam na tydzień do Belgii i muszę się do tego wyjazdu także językowo przygotować (niderlandzki). Poza tym w najbliższych tygodniach będę także więcej udzielać się rodzinnie. Jednakże po łatwości z niemiecką gramatyką w lipcu, jestem dobrej myśli.

Warto znać język obcy! 

Nie będę się rozpisywać i pozwolę tym razem przemówić ruchomemu obrazowi. Zapraszam na krótki vlog z Monachium. We wstępie do vloga wyjaśniam dlaczego warto znać język nawet wybierając się jedynie na dwudniowy wypad typu city-break, nocując u znajomych i mając osobistego przewodnika 💚. W kilku słowach - zawsze można nie ogarnąć sytuacji, zgubić się, nabroić, pomylić coś i wtedy dobrze móc się dogadać i wyjaśnić. Po szczegóły zapraszam poniżej.


slowlingo, nauka języków, niemiecki, jak się uczyć


Kolejne narzędzie biznesowe

Chcę dzisiaj powrócić do tematu narzędzi biznesowych, które z powodzeniem możemy wykorzystać w planowaniu i zarządzeniu nauką języków obcych. Narzędzie, które chcę zaproponować dzisiaj to tak zwana analiza PESTAnaliza PEST to narzędzie stosowane w biznesie do kreślenia ogólnego obrazu i szerokiej perspektywy danej sytuacji, możliwości oraz zagrożeń polityczno-ekonomiczno-społecznych. Więcej o niej możecie znaleźć m.ni tutaj.

slowlingo, nauka języków, podróż, PEST


Jak to się ma do nauki języków? Wciąż bardzo często dostaję prośby o radę na temat tego, jaki wybrać język obcy i czy znajomość danego języka się opłaca. Dzieje się tak mimo wielokrotnego podkreślania z mojej strony, że decyzję o tym każdy musi podjąć samodzielnie według indywidualnych potrzeb. Oznacza to jednak, że moi czytelnicy mają świadomość, że nauka języka i poznanie go w stopniu pozwalającym znaleźć satysfakcjonującą pracę (zagranicą lub w Polsce) wiąże się z ogromną ilością pracy. 

Bardzo mnie to cieszy, gdyż oznacza, że rozumiesz wagę wysiłku, jakiego nauka i opanowanie języka tak naprawdę wymagają. Nie chcesz tracić oddechu na takie działania, które nie przyniosą Ci satysfakcji oraz korzyści! To znaczy, że moja działalność blogowa przynosi wymierne rezultaty! Dzisiejszy post da Ci kolejne narzędzie, które pomoże Ci samodzielnie uporać się z tym aspektem nauki języka.

W jednym z wcześniejszych postów pisałam o tym, jakie kraje i miasta (a co za tym także idzie języki) są popularnymi miejscami do życia. Analiza ta uwzględniała także warunki biznesowe. Dziś spojrzymy szerzej. Proponowane przeze mnie dziś analiza PEST pozwoli Ci przyjrzeć się aspektom politycznym i społecznym kraju, którego języka chcesz się uczyć. Dogłębna analiza pomoże świadomie zdecydować, czy nauka tego konkretnego języka, z myślą o pracy w danym kraju lub o kontaktach biznesowych z przedstawicielami obcej kultury jest dla Ciebie korzystna i czy Ci odpowiada.

Czym jest analiza PEST?

Przejdźmy zatem do zdefiniowania czym jest analiza PEST. Jest to akronim od pierwszych liter następujących czynników:
  • politycznych (political)
  • ekonomicznych (economic)
  • społecznych (socio-cultural)
  • oraz technologicznych  (technological)
Czasami dodaje się również elementy:

  • środowiskowe oraz (environmental)
  • prawne (legal)
Powstaje wtedy twór PESTEL.

Analiza ta doskonale pomaga zidentyfikować szanse oraz zagrożenia w analizie biznesowej. Zazwyczaj stosuje się ją przy określaniu potencjału nowego rynku. Nie ma jednak żadnych przeciwwskazań, by zastosować tę analizę także w kontekście wyboru języka do nauki.

PEST a język obcy i kraj

Jak stosować PEST w określaniu potencjału języka? Odpowiedz sobie na następujące pytania:

➣ Czynniki polityczne:
  1. Czy sytuacja polityczna w danym kraju jest stabilna (wojna, zamieszki, zamachy)?
  2. Czy władze wspierają pracowników z zagranicy?
  3. Czy potrzebna mi wiza pracownicza?
  4. Czy władze przychylnie patrzą na międzykulturowe i międzynarodowe kontakty biznesowe?
➣ Czynniki ekonomiczne:
  1. Czy gospodarka sprzyja wymienianie kontaktów międzynarodowych?
  2. Czy płace są korzystne? 
  3. Jak wygląda bezrobocie?
  4. Jakie są trendy w zatrudnianiu oraz na rynku pracy?
  5. Ile wynosi PKB?
  6. Czy łatwo zbudować wykwalifikowaną kadrę?
  7. Jak globalizacja wpływa na gospodarkę kraju?
➣ Czynniki społeczno-kulturowe:
  1. Czy populacja kraju starzeje się, czy jest młoda (ma to wpływ na czynniki ekonomiczne)?
  2. Jakie jest podejście do zatrudnienia i pracy?
  3. Jakie jest podejście do zdrowia, wykształcenia, mobilności społecznej?
  4. Jakie jest podejście do kwestii społecznych (liberalne, konserwatywne), czy są jakieś społeczne tabu?
  5. Jak wyglądają kwestie religijne?
  6. Jakie są znaczące różnice komunikacyjne?
➣ Czynniki technologiczne:
  1. Czy istnieje odpowiednia infrastruktura technologiczna (być może niezbędna do twojej pracy)?
  2. Czy rozwój technologiczny jest wspierany?
  3. Czy istnieją tak zwane huby technologiczne?
Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć od razu na te pytania, po prostu poszukaj tych informacji. Da Ci to szeroki ogląd sytuacji w danym obszarze językowym. 

Po co analiza PEST?

Wiedza o tym, jak wygląda życie w danym kraju naprawdę jest istotna. Często może podobać Ci się język, ale gdy poznasz bliżej kulturę kraju okazuje się, że kompletnie się w niej nie odnajdziesz i nie popierasz rozwiązań społecznych. Różnice te stają się nie do przezwyciężenia. Ma to szczególnie często miejsce w przypadku kultur bardzo egzotycznych i odmiennych od naszej.

slowlingo, nauka języków, podróże

Bywa także odwrotnie. Na pierwszy rzut ucha język wcale nie wydaje się pociągający, ale porywająca kultura Cię kusi. Ze mną tak było w przypadku języka niderlandzkiego. Zaczęłam się go uczyć trochę z przypadku, a trochę z ciekawości kultury. Początkowo język nie wydawał mi się atrakcyjny. Do tej pory nie uważam, że jest wyjątkowo ponętny, ale znajomość sprawia, że nie zwracam już uwagi na ten aspekt.


slowlingo, nauka języków, podróże

Jeśli zatem chcesz podejść na nauki języka zupełnie logicznie i zdroworozsądkowo, ta analiza jest dla Ciebie doskonałym narzędziem. Ciekawa jestem, czy wcześniej, decydując się na naukę języków, również zdarzało Ci się rozważać powyższe czynniki? Jak ważne są dla Ciebie te aspekty? Daj znać w komentarzu.

Niemiecki - wracam do gry

Kilka dni temu na InstaStory dałam znać, że wracam do nauki niemieckiego. Wreszcie, oficjalnie. Ogłosiłam to publicznie, więc teraz głupio będzie się wycofać 😅. 

slowlingo, niemiecki, nauka języka

Kilka faktów - cel SMART

  • W ciągu roku (12-16 miesięcy) planuję dojść do poziomu C1 w języku niemieckim i zdać certyfikat (jaki? - jeszcze nie wiem).
  • W lipcu oraz sierpniu 2018 planuję powtórkę gramatyki (do poziomu B1/B2) oraz, jeśli starczy czasu, powtórkę słownictwa - praca na gramatykach zbiorczych (ćwiczenia + teoria) oraz słownikach tematycznych. 
  • Od września 2018 chcę pracować na konkretnych podręcznikach i przerabiać materiał krok po kroku, powoli dochodząc do poziomu C1. 

slowlingo, niemiecki, nauka języka

slowlingo, niemiecki, nauka języka

Oprócz pracy na materiałach książkowych i podręcznikowych planuję:

  • słuchanie podcastów,
  • oglądanie seriali, 
  • czytanie prasy,
  • oglądanie YouTube,
po niemiecku oczywiście.

Projekt niemiecki - plan pracy

Chcę pracować zgodnie z metodą nauki języka 3x3, która bardzo dobrze sprawdza mi się przy pracy z niderlandzkim. Będę na bieżąco weryfikować postępy i aktualizować obciążenie oraz tempo pracy. Wiadomo - różnie w życiu bywa. Tu przydaje się wiedza z zarządzania projektami 😏.

W kolejnych etapach rozpocznę zajęcia z lektorem, który pomoże mi doszlifować język, a ostatecznie będę przygotowywać się do egzaminu. Nie planuję nauki w szkole językowej, gdyż kompletnie się tam nie odnajduję. Do certyfikatu z języka hiszpańskiego przygotowałam się wyłącznie poprzez zajęcia online i pracę własną.

Budżet

Budżet mam minimalny - prawdopodobnie aktywuję członkostwo busuu.com na 2 lata - koszt ok 160-200 zł. Zajęcia z lektorem planuję dopiero na przyszły rok, więc nie przewiduję jeszcze tak daleko. Zakładając jednak bezpiecznie, jedynie przygotowanie do egzaminu, min. 20 godzin, to około 1000 zł, w wersji optymistycznej. 

Postępy

Raz w tygodniu planuję na InstaStory podsumować osiągnięcia. Raz w miesiącu planuję krótki post z podsumowaniem. Trzymajcie kciuki!

A jakie są Wasz plany i wyzwania językowe?

"Szewc bez butów chodzi", ale czy na pewno?

Pisząc o moich planach  na nadchodzący rok zdałam sobie sprawę, że nigdy nie pisałam o moich trudnościach z uczeniem się języków. W pierwszej chwili przyszły mi do głowy powiedzenia takie jak "szewc bez butów chodzi", czy "lekarz nie powinien leczyć sam siebie", ale przecież one kompletnie nie mają tu zastosowania, bo znam metody uczenia się i je stosuję. Ba! Sama się nawet czasem coachuję, szczególnie testując nowe rozwiązania na sobie.

slowlingo, coaching, problem z nauką, język obcy, jak się uczyć

Czy to oznacza, że nie mam lub nie powinnam mieć z racji tego problemów z nauką języka? Bynajmniej. Mam prawo do takich samych trudności, jak Ty. Pytanie, jakie się pojawia, to jak sobie z nimi radzę. To tak kwestia jest tu najistotniejsza. 

Łatwość w nauce języków




Zabrzmi to dość przewrotnie, ale ja generalnie nie mam problemów z nauka języków. "Hola, hola - pomyślisz - to po co ten post?" Już wyjaśniam o co mi chodzi. 

Nie mam problemów z nauką języków jako tako, ani z zapamiętywaniem słówek, ani z rozumieniem gramatyki. Bardzo lubię gramatykę, dla mnie jest (zazwyczaj) bardzo logiczna. I tak przerzucanie czasownika na koniec zdania w szyku całkowicie przestawnym, czy rozdzielenie przedrostka w czasowniku rozdzielnie złożonym to dla mnie pikuś. 

Słówek z kolei uczę się z list i raczej bezproblemowo buduję skojarzenia, nie mam większych problemów z zapamiętywaniem ich. Zazwyczaj, jak na rasowego wzrokowca przystało, pamiętam dokładnie gdzie to słówko było zapisane i w jakim kontekście. 

Znam (oczywiście) strategie skutecznej nauki, stosuję je od zawsze, optymalizuję proces i czas. Nie potrzebuję wyjątkowej zachęty ani motywacji do nauki, jak mam się nauczyć, to się uczę. Można to nazwać talentem lub wyjątkową predyspozycją językowa. Napisawszy to wszystko chcę Ci powiedzieć, że ja także mam trudności z uczeniem się języków? Jak to? A tak to.

Moje problemy z nauką języków

Moje problemy z uczeniem się języków wynikają z czegoś innego niż nieefektywne metody uczenia się, czy nieumiejętność zarządzania czasem. W moim przypadku szyki psuje mi... problem z priorytetami i chęć robienia wszystkiego na raz. Mam z tym prawdziwy problem. 

slowlingo, nauka języków, jak radzić sobie z problemami, problemy w nauce, jak się uczyć

Zazwyczaj biorę sobie na głowę zbyt dużo na raz: 



  • zrobienie raportów z zajęć dla kursantów i przygotowanie zajęć,
  • tym samym dalsze uczenie się angielskiego / niderlandzkiego (oba te języki znam w stopniu zaawansowanym, i uczę ich, na bieżąco na nich pracuję i traktuję ten element jako naukę/szlifowanie)
  • zaplanowanie postów,
  • napisanie nowych postów,
  • przygotowanie nowego kursu dla lektorów,
  • przygotowanie mailingów,
  • opracowanie kampanii marketingowej,
  • zaplanowanie postów na facebooka,
  • ogarnięcie spraw administracyjnych,
    ---
  • czytanie książek branżowych i innych,
  • ćwiczenie jogi,
  • wyspanie się...
Te zajęcia to to, co absolutnie muszę zrobić, by mój biznes się kręcił (oraz bym nie zwariowała i nie padła z zmęczenia - patrz 3 ostatnie pozycje). Zostaje mi niewiele czasu na dodatkowe, niekonieczne działania, jak nauka języka tylko dla przyjemności, co ma miejsce w moim przypadku dla hiszpańskiego czy niemieckiego.

Mój problem polega na tym, że nie potrafię odpuścić niektórych rzeczy, przez co wszystko to, co nie jest bezwzględnie niezbędne spada na ostatnie miejsce długiej listy priorytetów, a często wręcz z niej spada. W konsekwencji czasem nie zostaje zrealizowane. 

Nie zrozum mnie źle. To nie tak, że uczę innych jak zarządzać nauką, a sama nie potrafię. Jak wspomniałam wcześniej, potrafię 😎. Gdy mam konkretny cel językowy, mogę przeznaczyć na naukę kilka(naście) godzin w tygodniu i nie mam trudności z organizacją czasu. Po prostu mam pełną świadomość tego, co akurat jest ważne. Na ten moment ważniejsze są jedne rzeczy, przez co pozwalam sobie na odpuszczenie w innych dziedzinach. Świadomie wybieram to, co chcę robić, nie pozwalam, tym samym, chwilowym słabościom wpłynąć na moje decyzje dotyczące alokacji czasu i uwagi. Jeśli nauka kolejnego języka będzie dla mnie odpowiednio ważna i wyprze inne działania, znajdę czas na te naukę.

Ty też masz prawdo sobie odpuścić, jeśli akurat masz coś ważniejszego do zrobienia. O ile to naprawdę jest ważniejsze. 

Jak radzę sobie z problemami w nauce języków?

Gdy miałam jasny i konkretny cel językowy - przygotować się do certyfikatu, czy egzaminu - siadałam, uczyłam się, zdawałam i byłam z siebie dumna. Teraz czasem naprawdę wolę się wyspać, niż zarwać nockę. Priorytety się zmieniają i to jest normalne. Przyznam jednak szczerze, że nie czuję się dobrze z tym, że czasem odpuszczam  końcówkę listy priorytetów. Dlatego od kilku miesięcy uczę się minimalizować i eliminować wszystko co zbędne, by zyskać więcej czasu na to, co ważne. Dotyczy to także kwestii zawodowych. 

Potrzeba reorganizacja sprawia, że zaczynam zmieniać postrzeganie tego, co ważne, uczę się akceptować to co jest (i jest niedoskonałe) i dzięki temu łatwiej mi odpuszczać. Krok po kroku przebudowywuję mój tryb i sposób pracy, rezygnuję z niektórych jej aspektów, by zwolnić i na spokojnie, bez stresu i wyrzutów sumienia móc oddać się nauce języków i rozwojowi osobistemu. Nie jest łatwy proces i wymaga ode mnie dużo pracy nad sobą. Widzę jednak ogromne korzyści z tego i daje mi to kopa do dalszego działania. W poprzednim poście zadeklarowałam, że wreszcie chciałabym znaleźć czas (czytaj = nadąć odpowiedni priorytet) nauce niemieckiego, bo bardzo mi tego brakuje. Uczę się alokować działania gdzie indziej. 

Również w moim przypadku trudności z nauką nie wynikają z faktu, że język, którego się uczę jest zły, trudny, a ja nie mogę sobie poradzić z nauką. Źródło problemów organizacyjnych zazwyczaj leży gdzie indziej.

A Ty?

A jaki jest Twój problem z nauka języków? Czy to tez kwestia priorytetów, organizacji, a może przekonania o słuszności celu językowego? Podziel się w komentarzach!

Wszystkie rodzaje blokad, jeden strach

Blokad psychicznych w stosowania języka obcego jest wiele. wynikają one z projekcji naszych obaw na nasze przyszłe losy. Obawiamy się, że to, co hipotetycznie może się wydarzyć, i że będzie nas prześladować przez lata. Budujemy sobie kolejną historię i narrację terroru. To zupełnie nasza wizja świata, nie do końca zgodną z rzeczywistością. Funkcjonujemy w naszej osobistej, szczelnej strefie komfortu, a wyjście poza nią traktujemy jak zło konieczne.

slowlingo, strefa komfortu, nauka języków, coaching językowy
Życie zaczyna się na granicy naszej strefy komfortu
Wyrwanie się z tego błędnego kręgu naszych własnych przekonań jest trudne. Często potrzeba, by ktoś z zewnątrz wrócił nam uwagę na rzeczy, które okazują się dla nas oczywiste. Przeżywamy wtedy tzw. "moment: Aha!" i dostrzegamy rzeczy z innej perspektywy - mniej strasznej.

Kto się śmieje, ten... Nie pamięta

Tak jak wspomniałam, blokady językowe są różne, mają rożne podłoże i konsekwencje. Zazwyczaj jednak dotyczą one swobodnego publicznego wypowiadania się i szeroko rozumianej komunikacji. Pojawiają się obawy: 
  • Co, jeśli popełnię błąd?
  • Nie mogę przecież popełnić błędu.
  • Co, jeśli będą się śmiać?
  • Ośmieszę się i już zawsze będzie mnie to prześladować.
To prawda, może się zdarzyć, że popełnisz błąd. Może się tak zdarzyć, że ktoś się zaśmieje. Może się także zdarzyć, że anegdoty o Twoim zabawnym przejęzyczeniu będą krążyć przez kilka lat. Tylko co z tego? Bardzo lubimy stawiać nas samych w centrum wszechświata i żyć w przekonaniu, że wszystkich w koło tak bardzo interesuje to, co właśnie popełniliśmy. To jedno z naszych podstawowych błędnych przekonań. A prawda jest taka, że mało kto bardziej niż my sami przejmie się tym, że źle odmieniliśmy czasownik, czy przekręciliśmy wymowę danego słowa. Ok, może poza naszym nauczycielem języka. 

Wracając do błędu - ucząc się języka musimy popełniać błędy. To naturalny etap całego procesu uczenia się. Błędy są dobre.

Jak pokonać lęk i przełamać blokadę 

Każdy z moich kursantów oraz coachingowych klientów jest ekspertem w jakiejś dziedzinie. W tej dziedzinie czuje się pewnie, swobodnie i nie ma blokad przed użytkowaniem wiedzy z tego zakresu. Jest to rezultat i wynik lat ćwiczeń, praktyki i dobrego przygotowania. Wszystko to jest podszyte jest wiedzą merytoryczną. 

Jaki z tego morał? Jeśli chcesz swobodnie używać języka obcego musisz się do tego przygotować, jak do wszystkiego innego. Jeśli chcesz być dobrym kierowcą i czuć się pewnie na drodze, musisz sporo ćwiczyć i jeździć, jeździć, jeździć. To wiem z własnego doświadczenia.

Jeśli opanujesz problematyczne kwestie językowe, wyćwiczysz i zautomatyzujesz struktury oraz słownictwo, lęk przed błędem zmaleje lub nawet zniknie. Po prostu będziesz dobrze przygotowany/a do używania tego konkretnego narzędzia - języka. Musisz ćwiczyć. To, jak poradzić sobie z blokadą przed mówieniem opisuję szczegółowo tutaj

Krok po kroku

Ważne jest też, żeby przyjąć metodę małych kroków. Nie zmuszaj się do wystąpień publicznych już w pierwszym etapie przełamywania blokady. Daj sobie czas, by przygotować się. Zacznij od tego, co Cię interesuje, by poczuć się komfortowo. Pamiętaj, że język ma być dla Ciebie środkiem do celu, zacznij go używać od początku właśnie ku realizacji Twojego celu. Poczujesz i zobaczysz faktyczny sens i wymierne efekty. To także doda Ci pewności siebie i będzie kopem motywującym do dalszego działania i podejmowania trudniejszych kroków. Byle zacząć.

A Tobie co się udało? Podziel się Twoimi sukcesami w wychodzeniu poza strefę komfortu językowego.
Dawno nie poruszałam tematu z życia wziętych przykładów coachingowych. Dziś wracam to tej tematyki, gdyż ostatnio zebrało się sporo świeżych doświadczeń. Tym razem piszę trochę bardziej z perspektywy coacha i nie skupiam się tylko na kliencie. Lektorzy zainteresowani coachingiem z pewnością znajdą tu kilka inspiracji. Zapraszam.

Chcę, ale nie chcę...

Tymi słowami mogę podsumować typ klienta, który dziś opisuję. Na 10 osób, które zgłaszają się do mnie w kwestii coachingu językowego, średnio dwie tak naprawdę nie chcą zmiany

slowlingo, coaching języków, nauka języków

Zdarza się, że przed rozpoczęciem coachingu przez kilka tygodni próbuję ustalić z potencjalnym klientem na czym miałby polegać coaching w tym konkretnym przypadku. Klient zgłasza się do mnie, dość dokładnie opisuje swoją sytuację i problem z językiem. Zazwyczaj to strach przed mówieniem, brak postępów w nauce, albo niechęć do nauki konkretnego języka. 

Najpierw klient jest bardzo zainteresowany. Potem trochę się waha czy potrzebuje aż takiej zmiany w życiu jak swoje podejście i nastawienie. Ostatecznie stwierdza, że w sumie to nie potrzebuje zmieniać się wcale i najlepiej jeśli od razu zaczniemy pracę nad samym językiem. Jako lektor i coach nie podejmuję się nauczania, jeśli wiem, że gdzieś tam leży grubszy problem, który będzie przeszkadzał w skutecznej pracy. Obstaję przy przynajmniej kilku sesjach coachingowych. Czasem klient się nie zgadza, czasem chce się "wreszcie uczyć języka". Bywa, że kontakt nagle zupełnie się urywa.

Nie jest to oczywiście przyjemne. Zawsze też zastanawiam się, czy dana osoba poradzi sobie z językowymi problemami, które często zakorzenione są głębiej niż sama znajomość języka.

Co robić, gdy klient (nie) chce?

Jeżeli jednak kontakt się nie urywa i klient twierdzi, że chce, to w takiej sytuacji często i tak nie dochodzi ostatecznie do współpracy. Zdarzyło się, że podziękowałam. Być może pomyślicie, że to dziwne, odrzucić klienta albo, że jako coach powinnam podjąć wyzwanie. I oba stwierdzenia są w teorii słuszne. Ale ja bardzo cenię swój czas i umiejętności. Jeśli na początku współpracy czuję, że będzie nieowocna dla obu stron, jeśli po kilku tygodniach nie udało nam się nawet porządnie rozpocząć, a potencjalny klient zwodzi i zbywa, decyduję ukierunkować moje umiejętności na kogoś innego. 

Nie z każdym trzeba pracować, nie zawsze jest chemia. I to jest w porządku, zdarza się. 

Jak pomóc klientowi, który nie chce

Można próbować. Na początku mojej drogi za wszelką cenę starałam się przekonać klienta, że powinien jednak spróbować. Szeroko rysowałam korzyści płynące ze zmian. Czasem działało na krótką chwilę. Po kilku sesjach jednak oboje stawaliśmy przed murem, za którym kryło się stwierdzenie:
Jednak  nie chcę, nie czuję potrzeby zmian, mój problem na pewno leży gdzie indziej.
I rozstawaliśmy się. Teraz już nie próbuję tak usilnie, gdy na początkowym etapie coś nie działa, to wiem, że już nie zadziała. Wtedy pasuję.

Klient odrzucony?

Mimo ewidentnego braku chemii klient był zaskoczony, gdy kończyłam współpracę. Nawet po kilku takich mało udanych sesjach, zostawiam klienta z zestawem narzędzi, które może wykorzystać, gdy tylko będzie gotowy. Dwa razy zdarzyło się także, że klient wrócił po kilku miesiącach z nowym podejściem i udało się z sukcesem wznowić współpracę. Klient nigdy nie jest odrzucony.

Jak wyglądają Wasze doświadczenia z niezdecydowanymi klientami? Jestem niezmiernie ciekawa Waszych komentarzy.

Nowy przypadek

Kilka tygodni temu opisałam pierwszy coachingowy przypadek. Dziś zapraszam na kolejny, nieco inny niż poprzedni. Coraz więcej osób zgłasza się do mnie z problemem, który krótko można by ująć stwierdzeniem "chcę mieć wszystko!" Na czym polega? Zapraszam na case study.

I want it all! - czyli chcę mieć wszystko

Znasz to? Uczysz się jednego języka, idzie Ci dobrze, ale po jakimś czasie zaczynasz się nudzić i czujesz potrzebę powiewu świeżości. Sprawnie przeskakujesz zatem na kolejny. Uczysz się go, idzie Ci dobrze, ale po jakimś czasie zaczynasz się nudzić i czujesz potrzebę powiewu świeżości... i tak w kółko.

Zjawisko to określam mianem "chcę mieć wszystko!" Osoby, które w ten sposób uczą się języków cierpią na coś, co nazwałabym syndromem niedoszłego poligloty. Według mnie wynika z presji na znajomość języków, "im więcej, tym lepiej (mniejsza o jakość!)". O kulcie poligloty pisałam w ubiegłym tygodniu, zachęcam do zapoznania się z tekstem tutaj.

Studium językowego przypadku

slowlingo, nauka języków online, obieżyświat
pixabay.com
Dzisiejszy przypadek to Agata, młoda wolontariuszka, obieżyświat i zagorzała wielbicielka seriali kryminalnych. Z racji swojej miłości do podróży i pracy wolontariackiej na całym świecie, Agata kocha także uczyć się nowych języków, by móc porozumiewać się z ludźmi, którym pomaga.
To najbardziej niesamowite uczucie, gdy mogę komuś zaoferować pomoc w jego własnym języku. Od razu zyskuję zaufanie takiej osoby, otwiera się przede mną i łatwiej jej pomóc. Ale potem wyjeżdżam w inne miejsce i uczę się już innego języka. Niedosyt po poprzednim pozostaje, ale jednocześnie czuję ekscytację nowości. Gdy wracam do domu z kolei czuję frustrację, tyle porozpoczynanych przedsięwzięć językowych i żadne nieukończone. Uczyłam się już (oprócz angielskiego i niemieckiego) hiszpańskiego, portugalskiego, suahili i zulu, afrikaans. W każdym porozumiem się w podstawowych sytuacjach, ale nic więcej. Teraz chcę trochę odpocząć i przygotować się do samodzielnej wyprawy po Azji. Nie chcę by pozostałe języki "uciekły", bo włożyłam w naukę tych podstaw wiele serca i wiąże się z nimi wiele wspomnień. Ale przecież muszę nauczyć się podstaw innych, nowych języków azjatyckich. Jestem trochę rozdarta, nie wiem jak to zrobić, czuję się przytłoczona. 
Tak opisuje swoją sytuację Agata. Kluczową kwestią nie jest brak motywacji, czy zapału do nauki, bo tego Agacie nie brakuje wcale. Podstawowym problemem jest niezdecydowanie i brak jasnego celu w nauce. To bardzo powszechny problem.

"Po co...?", czyli pytania coachingowe

Z Agatą od razu przeszłam do konkretów. Było jasne, że głównym problemem są dla niej nieznane cele. Nie mając celu i nie znając korzyści, kluczyła pomiędzy językami w poszukiwaniu nieokreślonego spełnienia. Zasypałam ja następującymi pytaniami:
  • Co daje Ci nauka języków? Jakie wartości wspiera?
  • Dlaczego uczysz się każdorazowo lokalnego języka?
  • Czy uczysz się lokalnych języków dla tambylców, czy jednak dla siebie?
  • Jak się czujesz ucząc się nowego języka?
  • Co czujesz, gdy porzucasz język?
  • Zrób listę za i przeciw nauce każdego języka, który znasz, porównaj listy. Jakie są Twoje wnioski?
  • Wypisz po 5 korzyści dla Ciebie z nauki każdego z języków. Patrz w przyszłość.
  • Czy uważasz, że jesteś w stanie uczyć się kilku języków na raz?
  • Jaki masz plan dla każdego z języków? Gdzie chcesz go wykorzystać? Jak chcesz go pielęgnować?
  • Za czym naprawdę gonisz? Czego chcesz w życiu? Opisz dokładnie jak się widzisz za 4,5 roku od teraz: co robisz o tej porze dnia, w tym dniu tygodnia, gdzie jesteś, co masz na sobie etc.
  • Co stracisz, jeśli odpuścisz?
  • Dlaczego nie potrafisz odpuścić?

Totalne zaskoczenie

Agacie udało się spisać listy za i przeciw nauce języków, nawet wypisać korzyści. Z trudem, ale także udało jej się "wykombinować" plan nauki. 

Najbardziej zaskoczyły ją jednak ostatnie trzy pytania. Przez chwilę milczała, po czym odpowiedziała, że musi się zastanowić. I zastanawiała się dość długo, bo odkładała naszą kolejną sesję ponad 3 tygodnie. Pozwolę jej samej skomentować to, co wypracowała. Gdy spotkałyśmy się ponownie powiedziała:
Nie żałuję nauki żadnego z języków. Znajomość ich dała mi bardzo dużo. Nie zamierzam także w tym momencie rezygnować z nauki kolejnych, by komunikować się podczas podróży marzeń po Azji. Ale zdałam sobie sprawę, że nie stracę nic, jeśli nie wrócę do afrykańskich języków. I nie czuję już żalu, że je odpuszczę. To były narzędzia, których potrzebowałam. I to jest ok, teraz ich nie potrzebuję. Wizualizacja przyszłości, taka szczegółowa, uświadomiła mi, że za podróżą do Azji kryje się mój cel życia. Chcę pracować charytatywnie w Tajlandii i dzielić się tym na blogu lub na kanale (YouTube)! Za te 4 lata o tej porze (dnia/tygodnia) widzę siebie z kawą, przed komputerem, opisującą kolejną fascynującą osobę, którą poznałam i której pomogłam. Moim językowym celem jest teraz więc język tajski. Dlaczego tak trudno było mi odnaleźć ten cel? Ta wyprawa i wizja przyszłości to coś, na czym bardzo mi zależy. Chyba bałam się do tego przyznać. Bałam się, że coś się nie uda, że nie dam rady. I chyba właśnie dlatego rzucałam się w wir innych przygodnych języków. Teraz czuję... spokój.
Dla mnie to szalenie inspirująca historia, a Agata jest niezwykle inspirującą osobą. Bardzo się cieszę, że miałam przyjemność z nią pracować.

Czy Ty także uczysz się kolejnego i kolejnego języka, ale zawsze czujesz niedosyt? A wiesz dlaczego tak jest? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.