Kult poligloty, czyli nie jestem poliglotką

Poli znaczy wiele

Znam 4 języki obce, dwa z nich całkiem przyzwoicie, na tyle, że uczę ich innych. W całym życiu rozpoczęłam naukę jeszcze kilku, ale nie uważam się za poliglotkę. Według różnych definicji poliglota to osoba wielojęzyczna, władająca wieloma językami. Ani 3, ani 4, ani tym bardziej dwa, nie zaliczają się do liczby “wielu”!


kult poligloty, poliglota, slowlingo, nauka języków, skuteczna nauka języków
pixabay.com
Według udokumentowanych informacji wybitni światowi oraz polscy poligloci władali (w stopniu zaawansowanym lub biegłym) kilkunastoma do kilkudziesięciu nawet języków. To się nazywa “wiele”. Ponad to, bycie poliglotą oznacza równoczesne używanie wszystkich znanych języków na co dzień, a nie jedynie od święta. Zadanie iście wymagające.

W ostatnich miesiącach wciąż trafiam na "poliglotów" znających dwa, trzy języki obce, sprzedających swoje unikalne techniki uczenia się. Jest popyt, jest podaż. Co jednak kryje się za tym zrywem?

Kult poligloty

Polecam tekst The Cult of the Polyglot autorstwa Marty Krzemińskiej. Opisuje ona trafnie zjawisko celegloty, czyli poligloty-celebryty. Wiele osób znających kilka języków obcych (niekoniecznie w stopniu zaawansowanym) próbuje wznieść się na wyżyny językowej sławy. Tekst porusza również aspekt dwóch typów osób wielojęzycznych - poliglotów, którzy celowo i systematycznie uczą się języków z naciskiem na poprawność, oraz po prostu multiligwistów, którzy podłapują różne języki mimochodem, niekoniecznie znając je w stopniu powyżej podstawowego.

Marta Krzemińska upatruje genezy zjawiska wśród bloggerów (nie tylko) językowych, którzy dzieląc się doświadczeniami z nauki języków dołączyli do nieco elitarnego klubu poliglotów. Niektórzy nawet zaczęli na tym nieźle zarabiać, sprzedając swoje doświadczenia. I tu rozpoczyna się efekt śnieżnej kuli. Bycie poliglotą jest prestiżowe i wciąż jeszcze ekskluzywne, nieprawdaż? 

W rezultacie poligloci to nowa grupa kultu. Tworzą wartościowe treści, dzielą się własnymi metodami i doświadczeniami i to jest dobre. Ma jednak ciemną stronę.

Poliglota pod presją

Przynależność do tej elitarnej grupy stwarza ogromną presję. Do pewnego stopnia wymusza nawet naukę kolejnych języków, by wciąż być na czele, by nie wypaść z obiegu. Często kosztem jakości i sensu. Owszem, uważam, że jak najbardziej można, a nawet powinno się uczyć się języków tylko dla przyjemności (zgodnie z mottem "nauka języków jest stylem życia".). Ale czy ma to polegać na kolekcjonowaniu języków na siłę? Może to tak działać, choć nie widzę w tym większego sensu. Czy stworzy możliwość aktywnego używania języków na bieżąco? Raczej nie.

Podczas sesji coachingowych słyszę często, że moi klienci przeczytali wszystkie książki i blogi poliglotów, obejrzeli chyba wszystkie tutoriale na YouTube, ale nie bardzo mają pomysł na to, jak tę wiedzę przekuć w praktykę w ich przypadku. Rozpoczynają naukę kolejnego języka, by porzucić go po kilku miesiącach na rzecz innego. I tak wciąż. Prowadzi to do zagubienia, konfuzji i poczucia, że nie dają rady, nie potrafią się zorganizować ani utrzymać motywacji.
Kult poligloty jest w fazie rozkwitu, a chmary adeptów nauki głodnych językowych sukcesów chłoną wszystko. 
Czy nie lepiej skupić się na własnych preferencjach i potrzebach niż gonić za obcymi wizjami? Oczywiście warto czerpać z doświadczeń i pomysłów innych. Warto się inspirować i poznać skuteczne techniki, ale trzeba wziąć na nie poprawkę i wybrać to co działa dla nas. Nie warto wierzyć ślepo w obietnice sukcesu. Trochę to kult, trochę mit. 

Czyli co dalej?

Bycie poliglotą to wspaniała sprawa - świat stoi przed nami otworem, w pracy możemy zapewne przebierać. Nasze horyzonty są bardzo szerokie i posiadamy ważne kompetencje miękkie. Super. Sama dążę do opanowania kilku języków obcych.

Nie zrozum mnie źle. Bardzo cenię osoby, które podejmują wysiłek nauki nawet jednego języka. Przestrzegam jednak przed popadaniem w kult. Czy Ty jesteś albo chcesz być poliglotą? Dlaczego? Jak to postrzegasz? Zapraszam do dyskusji.

5 komentarzy:

  1. Hej ciekawy post! Częściowo się zgadzam, jednak, w tym kulcie wydaje mi się, że chodzi też trochę o to, kto ten kult uprawia. Czy jest to perspektywa zewnętrzna: to inni wystawiają na piedestał poliglotyzm, stawiając go sobie za cel i na tym opierają swoje chaotyczne działania (zwykle zapominając, że każdy z tych poliglotów poświęcił wiele setek godzin na naukę swoich języków, wierząc że nagle znajdzie się magiczna droga na skróty); czy perspektywa wewnętrzna: sam aspirujący poliglota narzuca sobie presję parcia do przodu pod wpływem osób, na których się wzoruje. Oba te przypadki dotyczą jakiejś wewnętrznej rozterki osoby, która się uczy. Jednak w gruncie rzeczy, wielu poliglotów faktycznie ma gdzieś tą presje - bo uczy się dla przyjemności.

    Mam wrażenie, że tych dwóch perspektyw dotyczy ten tekst i przyznaję, że po obejrzeniu wszystkich youtubowych filmików, można się nieco zestresować. Niemniej, to nie oznacza, że wszyscy tak mają. Do nauki języka potrzeba jeszcze trochę frajdy z nauki, zwłaszcza, aby kontynuować ją codziennie. Czy ta presja to wystarczający motywator? Nie wiem. Myślę, że dość stresujący na dłuższą metę.
    Np. ja faktycznie znam te 3 języki obce i mam ochotę uczyć się kolejnych, jednak to wcale nie dlatego, że obejrzałam filmik Richarda Scotta czy słyszałam jak Timoty McKeon mówi o swojej codzienności gdzie używa conajmniej 10 języków oraz uczy się kolejnych typu nepalski czy sherpa(zna ponad 40). Cóż, każdy ma jakieś życie, i sami decydujemy, jak chcemy je sobie ułożyć i czemu je poświęcić. Doba ma tylko 24h. Większość z nas nie żyje po to żeby uczyć się języków, ale czasami są one w życiu potrzebne, albo przydatne. Niemniej, jeśli masz wokół siebie inspirujące językowo środowisko, które motywuje Cię do nauki języka, i dodatkowo znajdujesz w tym dużo przyjemności - to co złego jest w byciu poliglotą, albo obejrzeniu tego czy innego bloga w poszukiwaniu dobrej wskazówki, która Cię zainspiruje do znalezienia najlepszych dla Ciebie metod nauki. Myślę, że nic.

    Absolutnie zgadzam się, że ten kult poliglotów ma pewne cechy egalitarności i może powodować, że niektóre osoby staną w jakimś wyimaginowanym wyścigu po tego złotego cielca. Jednak, co można z tym począć? Widzisz jakieś rozwiązanie?
    Co mogą zrobić osoby wielojęzyczne, które poprostu się pasjonują nauką języka i zwyczajnie to lubią? Ot, ludzie mają to do siebie, że lubią mówić o swoich pasjach i hobby, nie ważne czy dotyczy to brydża czy nauki chińskiego. A czy cała reszta uważa brydżystów za nudziarzy, a osoby znające chiński za kompletnych nerdów... cóż... jeśli lubisz to co robisz, pewnie nie będzie miało to dla Ciebie większego znaczenia :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, co do definicji poliglota. Przypomniało mi się, bowiem dzisiaj to czytałam:
      A polyglot is a person who speaks multiple languages. (http://polyglotconference.com/faqs ). Za słownikiem Meriam Webster: " consisting of, including, or involving more than one". Jednak, jak ze wszystkim, można na siłę próbować wyliczać, definiować, kłócić się czy dialekt jest językiem, czy A2 to poziom na którym "znasz język", czy "rozumieć język" znaczy to samo co "znać" (np. wszyscy Polacy całkiem nieźle rozumieją słowacki, bez nauki :P ) itd. To jest właśnie ten rodzaj dyskusji o liczbach, które cechują osoby ogarnięte tym "kultem" właśnie. Bo czy te liczby mają faktycznie jakieś znaczenie? Liczy się pasja.

      Usuń
  2. Lili, bardzo dziękuję Ci wnikliwą analizę i obszerny komentarz. Ja również nie mam nic przeciwko poliglotyzmowi jako takiemu. W moim tekście trochę piętnuję poliglotyczną szarlatanerię: wmawianie, że można "opanować język" w tydzień, że sam fun i wow i wodotryski bez pracy i wysiłku, etc etc. I, że koniecznie trzeba być poliglotą.
    Zgadzam się z Tobą - liczy się pasja, każdy wybiera swoją ścieżkę. Tylko istnieje grupka ludzi, która powyższe, totalnie błędne przekonania propaguje i zapewne prowadzi do wielu frustracji językowych.
    Jest tak jak piszesz, można się spierać, ile to wiele i co oznacza to magiczne słowo "opanować" język. Przyznaję, moje osobiste standardy mierzą dość wysoko i z własnej perspektywy nie mogę zaakceptować jako poligloty kogoś, kto zna 2-3 języki i to może ledwo, ledwo.
    To, że prowadzimy tę dyskusję także pokazuje, że coś w tym kulcie jest, że nie jest on wyimaginowany.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Będąc obecnym na grupach poliglotów na Facebooku widać to najlepiej - który język jest najtrudniejszy? Mam się uczyć hiszpańskiego czy portugalskiego? Co sądzicie o...?
    Ale po co to wszystko? Nie ma w tym woli i chęci tych ludzi, którzy pytają. Chociaż rozumiem, bo ja też kiedyś myślałem podobnymi kategoriami. Naczytałem się, co to nie trzeba zrobić, na głowie stanąć, żeby codziennie uczyć się każdego języka, najlepiej jeszcze ćwicząc wszystkie umiejętności naraz. No nie da się, jeśli ktoś ma swoje zwyczajne życie, chodzi do pracy i się uczy. Ja dobieram swoje języki w pary i próbuję się ich w konkretne dni uczyć i czasami jest to gramatyka, a czasami po prostu oglądam serial, bo nic innego mi się nie chce. I nie jestem od tego gorszym "poliglotą".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za obszerny komentarz. Niektórym zdecydowanie przydałby się językowy minimalizm. Pozdrawiam

      Usuń