Włam się do mózgu!

Gdy tylko napisałam i pokazałam Wam, że czytam "Włam się do mózgu" Radka Kotarskiego, od razu dostałam mnóstwo pytań o opinię. Przed zakupem sama byłam bardzo ciekawa, czy to "dobra książka" i zastanawiałam się, jak odnosi się do metod uczenia.

Reklama i zamieszanie wokół książki były oczywiście jednym z powodów zakupu (więcej o tym znajdziecie tutaj). Innym było to, że według zapowiedzi ta pozycja powinna opisywać dokładnie te metody, które ja także od początku promuję na blogu. Na końcu była nadzieja, że na polskim rynku wreszcie pojawi się książka, która w jednym miejscu zbierze i w konkretny sposób opisze skuteczne metody uczenia się. Książka, która zrewolucjonizuje podejście do nauki. 
slowlingo, skuteczna nauka języków, języki obce, jak się uczyć

Wielki hype

Książce towarzyszy tzw hype, czy ogólne podekscytowanie. Czy jest ono zasłużone? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie. Chcę jednak zacząć od zdefiniowania tego, czym jest ten wpis. 

Wychodzę z założenia, że nie istnieje coś takiego jak "dobra czy zła książka". Każda książka, tak jak każdy inny produkt, ma swoją docelową grupę odbiorców i dla nich będzie wartościowa. Jeśli jednak trafi na kogoś spoza grupy, kto ma wobec niej inne oczekiwania, może rozczarować. Wspominam o tym dlatego, że ja jestem chyba właśnie poza grupą docelową. 

To nie tak, że książka mnie rozczarowała. Ja jestem specyficznym czytelnikiem, dlatego, że sama dobrze znam temat. Książka nie była dla mnie rewolucyjna pod względem treści. Czy zatem uważam, że warto ją przeczytać? Zanim odpowiem na to pytanie  przekażę Wam moje obserwacje i uwagi.

Gdy czytałam książkę, pojawiło się w mojej głowie wiele pytań dotyczących nauki języka szwedzkiego, której podjął się Radek Kotarski oraz wybranych i opisanych metod uczenia się. Zastanawiam się nad odpowiedziami oraz tym, jak je ugryźć. 

Chciałam przed publikacją tego tekstu uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie kwestie, by móc szerzej się do nich odnieść. W tym celu wysłałam zapytanie do wydawnictwa z prośbą o ustosunkowanie się do moich pytań. 

Okazało się niestety, że w najbliższym czasie w związku z natłokiem innych zobowiązań, Radek Kotarski nie będzie w stanie odpowiedzieć na moje wątpliwości. Jest to oczywiście zrozumiałe przy tak intensywnym trybie pracy i życia. Postanowiłam jednak nie czekać na potencjalne odpowiedzi i napisać tę publikację już teraz, by jak najszybciej podzielić się z Wami moimi wrażeniami. 

Papuga, tancerka i bokser, czyli metafory na naukę

To, co od pierwszych słów bardzo rzuca się w oko (i ucho!), to bardzo charakterystyczny dla Radka Kotarskiego, kwiecisty styl wypowiedzi. Czytając miałam wrażenie, że słyszę go na żywo. Czy to dobrze, czy źle zależy od tego, czy lubicie ten specyficzny styl. Z początku nie przeszkadzał mi, jednak z czasem stał się nieco przytłaczający. Jest to jednak moja indywidualna, subiektywna opinia.

Dwie części


Treści w książce podzielić można na dwie części - pierwsze cztery rozdziały odnoszą się do tego, po co musimy się uczyć oraz do historii znanego nam szkolnego systemu nauki i wynikających z tego problemów z kodowaniem informacji. Tę część uważam za bardzo ciekawą. 

Za bardzo wartościowe uważam także zwrócenie uwagi na rolę i wagę samodzielnej nauki ucznia oraz zdjęcie ciężaru z nauczyciela. Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, że wszystkiemu (czytaj: nieumiejętności uczenia się) winien jest system. Mnie nikt nie uczył, jak się uczyć, ale ciekawa świata potrafiłam wyszukać te informacje oraz intuicyjnie i na drodze eksperymentów sprawdzać, co działa, a co nie. 

Pozostałe rozdziały opisują już konkretne metody uczenia się wraz z przykładami praktycznego zastosowania. Skuteczność wybranych metod potwierdzona jest licznymi badaniami i to one stanowią lwią część każdego z rozdziałów.

slowlingo, jak się uczyć języków, kotarski

Nie będę opisywać konkretnych metod, które znajdziecie w książce. Skomentuję raczej sposób ich prezentacji. Radek Kotarski wybrał dość innowacyjną strategię na przedstawienie metod skutecznej nauki. Każda z nich odnosi się do specyficznego i konkretnego sposobu zastosowania - przykładu z życia wziętego. Są to pewnego rodzaju przenośnie na daną metodę - np. metoda tancerki czy terminatora (nie dotyczą wcale nauki poprzez taniec, czy walki o przyszłość gatunku ludzkiego). Radek Kotarski przyjął metaforyczne nazwy i zakładam, że chodziło o zbudowanie skuteczniejszych skojarzeń z zastosowaniem metod. Skojarzenia powinny być jednak nasze własne, więc  dla mnie nie zawszy były intuicyjne czy logiczne. Wynika to z faktu, że znałam już te metody od strony naukowej, więc nadanie im innej nazwy było dla mnie zamieszaniem. 

Zabrakło mi właśnie tych naukowych nazw, odniesień oraz zgłębienia tematu dla wszystkich metod, choć pojawiają się dla niektórych. Pominięte są na przykład naukowe podwaliny metod powtórek (spaced repetitions i krzywa zapominania - pisałam o nich tu, w książce to właśnie metoda tancerki), czy storytellingu (przedstawionego jako metoda ciekawskiego dziecka). 

Jednym z pytań, które chciałam zadać Radkowi Kotarskiemu było to, o wybór metod. Zastanawia mnie dlaczego wybrał akurat te sposoby uczenia się i dlaczego postanowił opisać je w taki, a nie inny sposób.

Gratka dla wzrokowców?

Jednym z założeń "Włam się do mózgu" było także, poza wydaniem pozycji merytorycznej, wydanie publikacji atrakcyjnej graficznie. W książce zajdziemy graficzną reprezentację wyników badań, czy zdjęcia Radka Kotarskiego obrazujące daną metodę. Atrakcyjnym rozwiązaniem jest dodanie ciekawostek w formie kolorowych przypisów na marginesie. Dzięki temu można doczytać przypis nie tracąc wątku. Ciekawostki mają, zdaje się, również za zadanie pokazać skuteczność metody budowania kontekstu. Podoba mi się ten element. Jest to zdecydowanie ukłon w stronę wzrokowców oraz podkreślenie roli wzrokowych bodźców. Szkoda tylko, że ten aspekt uczenia się nie został w książce podjęty.

slowlingo, jak się uczyć języków, kotarski

Siła syntezy

Bardzo dobrym rozwiązaniem we "Włam się do mózgu" jest także podsumowanie każdej z metod na końcu rozdziału. Dzięki temu, po zapoznaniu się z różnymi aspektami danej metody, możemy szybko zebrać najistotniejsze informacje. Świetnie to sprawdza się także w sytuacji, gdy chcemy przypomnieć sobie o czym był dany rozdział. To samo rozwiązanie zastosowane jest w "Brain Rules", jednej z moich ulubionych książek dotyczących uczenia się.

Jak się uczyć języków? Tego nie wiemy do końca

Radek Kotarski na własnej skórze testuje skuteczność wybranych i przedstawionych metod uczenia się dla nauki języków. Losowo wybrał do nauki język szwedzki i nauczył się go do poziomu około B2 (średnio-zaawansowany, ja zdawałam DELE również na tym poziomie. Opis moich rocznych przygotowań do egzaminu znajdziecie tutaj). Znajomość języka potwierdził zdając certyfikat z języka szwedzkiego Swedex. Między innymi te informacje znajdziecie w podlinkowanym powyżej filmiku z promocji książki. 

Przedstawiając kolejne metody, Kotarski odwołuje się do swoich doświadczeń z daną metodą i pisze, że bardzo pomogła mu opanować językowy materiał.

Niestety wielu informacji istotnych z punktu widzenia skuteczności nauki języków nie znalazłam w książce. Czego się nie dowiedziałam się o nauce szwedzkiego:
  • jak długo dokładnie trwała nauka,
  • ile godzin faktycznie poświęcono na naukę (niezwykle ważna informacja!),
  • z jakich materiałów się uczono, jak je łączono,
  • jak wyglądały zajęcia z lektorem i ile ich było,
  • jakie trudności w nauce się pojawiły, 
  • jakie inne języki i w jakim stopniu są znane, czy i gdzie była interferencja.
Według mnie informacje te są kluczowe i powinny zostać uwzględnione w książce, by rzetelniej oddać skuteczność metod. Uważam, że w publikacji za mało jest osobistych doświadczeń, które wychodziłyby poza lakoniczne stwierdzenie "u mnie się to sprawdziło".

Czy Radek Kotarski faktycznie włamuje się do mózgu?

Jeśli miałabym odpowiedzieć jednoznacznie, powiedziałabym: nie. Zdecydowanie brakuje mi w tej książce mózgu właśnie. Brakuje biologicznych i naukowych uzasadnień tego, dlaczego dana metoda sprawdza się. W publikacji przewija się bardzo wiele badań empirycznych, które potwierdzają skuteczność metod. Opisują jednak skutek, a nie przyczynę.
Co takiego dzieje się z informacją, że przekazywana z hipokampu do kory nowej jest lepiej zapamiętywana dzięki zastosowaniu rozproszonych w czasie powtórek? 
Ani tego pytania, ani odpowiedzi na nie nie znajdziecie w tej książce. Oczywiście, być może nie potrzebujecie ich znać, jednak ja czułam ogromy niedosyt, spowodowany ich brakiem. Po przeczytaniu książki miałam więc wrażenie, że właśnie pochłonęłam zestawienie wyników badań, które na pytanie "dlaczego?" odpowiadają "bo tak nam wychodzi".

Nie zrozumcie mnie źle. Ja wiem, że te metody działają i faktycznie pomagają uczyć się skutecznie. Sama o nich piszę. Po prostu w tej konkretnej pozycji brakuje mi ich uzasadnienia. 

Czy zatem polecam książkę?

Podsumowując powyższe dywagacje:
  • książka przedstawia metody skutecznej nauki
  • metody opisane są w nieco sztuczny sposób,
  • w książce brakuje informacji o szczegółach przebiegu nauki języka szwedzkiego,
  • podejścia do mózgu od strony biologiczno-neurologicznej praktycznie nie ma,
  • książka prezentuje innowacyjne i ciekawe podejście do prezentacji treści.
Czy zatem polecam "Włam się do mózgu"? Tak. Uważam, że warto się z nią zapoznać, jeśli nie macie pomysłu na to, jak się uczyć lub czujecie, że nauka nie może być skuteczna. Jeżeli macie już pojęcie o tym, jak uczy się mózg, nie dowiecie się raczej zbyt wielu nowych rzeczy. Nie oznacza to jednak, że nie polecam jej nawet ekspertom z dziedziny. To zawsze świeże spojrzenie.

Czy wspomniany na początku hype jest zasłużony? Tak, bo na pewno ktoś skorzysta z wiedzy zawartej w książce i być może zmieni swoje nastawienie do nauki, dlatego warto ją hypować!

Ja z pewnością będę korzystać z książki jako z obszernego zestawienia badań nad skutecznością metod nauki. Jeśli będę chciała powołać się na jakieś badanie lub zgłębić jego przebieg, to dobre źródło. Ogromu pracy wymagało zebranie tych danych do spójnej formy i za to należy się autorowi uznanie. 


Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń z lektury.

Czytanie jako (skuteczna) metoda nauki języków?

Czytanie uchodzi za jedną z najskuteczniejszych metod nauki języka, nie tylko obcego, ale także, a może przede wszystkim, rodzimego. Wydaje się, że czytanie jest dla naszego mózgu naturalnym sposobem na przyswajanie nowych i utrwalanie znanych już treści. Nie jest to jednak do końca prawdą. 

Nasz mózg musi wykonać sporą pracę konwertując pojedyncze znaki - litery - w słowa i znaczenia. Następnie znaczenia musi przekonwertować w bardziej dla siebie zrozumiały ciąg ruchomych obrazów (jakby film odgrywany w naszej głowie). Ostatecznie dopiero tekst przetłumaczony na znaczenia i obrazy może zostać zinterpretowany i zanalizowany.

slowlingo, nauka języka, język obcy, angielski, czytać, czytanie, kindle

Czy zatem czytanie jest faktycznie tak skuteczne w nauce? Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak. Co prawda gotowe obrazy przemawiają do naszego mózgu o wiele bardziej niż goły tekst, gdy już z tekstu powstaną znaczenia dzieje się magia. Ale jak to wygląda krok po kroku?

Gramatyka a słownictwo

Widząc tekst jako reprezentację struktur języka, wiedzę o tej dziedzinie przyswajamy skuteczniej. Dzieje się tak, ponieważ uczymy się słownictwa funkcyjnego i struktur gramatycznych w ich faktycznej, wizualnej/graficznej reprezentacji. Mózg wciąż musi wykonać kodowanie: litery → znaczenie → obraz (funkcja), ale następny krok jest już dużo prostszy. Zapamiętujemy nie tyle znaczenie słów, ale przede wszystkim "fizyczne" rozmieszczenie w zdaniu. Gramatyka jest zatem dosłownie zobrazowana w tekście.

Tak sprawy się mają z gramatyką, ale jak to jest ze słownictwem? Ze słownictwem wracamy niestety do punku wyjścia. Oznacza to, że poza pisownią, trudniej nam będzie przyswoić słownictwo niż ma to miejsce w przypadku gramatyki. Dlaczego? Dlatego, że graficzna reprezentacja słowa (litery) nie jest jednoznaczna ze znaczeniem. Poznamy kontekst występowania słowa i być może podświadomie podchwycimy jego znaczenie. Jeśli jednak tak się nie stanie, nadal czeka nas praca kodowania znaczenia i utrwalania go w pamięci. To oczywiście trwa.

Czy zatem istnieje sposób na uproszczenie procesu kodowania i skrócenie czasu potrzebnego na nauczenie się nowego, przeczytanego słownictwa? Tak. Z pomocą może nam przyjść technologia.

Ułatw sobie życie - czytaj po angielsku na Kindle

W kwestii czytania tekstów w języku obcym pojawia się jeszcze jeden, dodatkowy element. Wielokrotnie uczniowie pytają mnie, czy czytając tekst powinni na bieżąco sprawdzać słówka, których nie rozumieją, czy nie.

Teorie uczenia się głoszą, że lepiej nie sprawdzać na bieżąco, ponieważ powinno się kierować ogólnym kontekstem, by słowo zrozumieć; dodatkowo sprawdzanie na bieżąco wybija z rytmu i traci się wątek. Ma to jednak zastosowanie tylko do sytuacji, w których brak znajomości danego słowa nie paraliżuje naszego rozumienia tekstu. Jeśli brakuje nam kluczowego słowa, a kontekst nie jest dla nas jasny, to oczywiście powinniśmy sprawdzić dany zwrot. Skalę trudności musimy ocenić sami.

Zdecydowanie z pomocą w tej materii przyjdzie nam czytnik książek elektronicznych - Kindle. Czytając tekst możemy na bieżąco sprawdzać znaczenie słów, dzięki dwóm rozwiązaniom - Word Wise oraz wbudowanemu słownikowi.

Word Wise to funkcja pozwalająca na czytanie tekstu już z widocznymi podpowiedziami znaczeń trudniejszych wyrazów i zwrotów, ale dostępna jest tylko dla wybranych książek z Amazon. 

Jeśli natomiast nie chcemy się rozpraszać i interesuje nas tylko okazjonalne sprawdzanie pojedynczych słów, idealnie sprawdzi się tu wbudowany słownik, Oxford Dictionary oraz inne. Mając połączenie z internetem możemy dodatkowo wyszukać znaczenia np. w Wikipedii. Aby sprawdzić słowo, wystarczy przytrzymać je chwilę (na czytnikach dotykowych), aż do momentu pojawienia się definicji i/lub tłumaczenia. Zaznaczone słowo automatycznie doda się do listy słownictwa. 

Kindle posiada także funkcję Vocabulary BuilderFunkcja ta pozwala nam ćwiczyć dodane powyżej słowa w systemie fiszkowym, bezpośrednio na czytniku. Zwroty podpowiadają się w kontekście, w którym pojawiły się w danej książce i dzięki temu możemy skuteczniej je kodowaćVocabulary Builder dostępny jest dla czytników od modelu Paperwhite w górę.

Obszerniej wszystkie funkcje opisane są w poście Świata Czytników, który znajdziecie tutaj.

Papier, czy e-papier?

Wiem - ten post nie jest wcale odkrywczy i osoby korzystające z Kindle na co dzień z pewnością doskonale znają te funkcje. Wiem także, że nie każdy ma przekonanie do e-booków i papieru elektronicznego. Być może jednak możliwości, jakie daje korzystanie z technologii w kwestii czytania sprawią, że Ci mniej entuzjastycznie nastawieni zmienią jednak zdanie i choćby w celu usprawnienia procesu nauki sięgną po czytnik i książki elektroniczne. Polecam i zachęcam do stosowania takiego rozwiązania.

A czy Wy już czytanie na Kindlu?


Problematyczny cel

Bardzo wiele osób pyta mnie o to, jak właściwie budować cele językowe. To właśnie ten element warsztatów ze strategii nauki języków, które prowadzę, jest najbardziej problematyczny. Okazuje się, że niewiele osób potrafi taki cel sprecyzować. Wynika to z tego, że uczestnicy nie do końca wiedzą, czego tak naprawdę chcą w nauce języków. Nie są także świadomi, co mogą osiągnąć. Dodatkowo to, jak się faktycznie zabrać do realizacji stanowi kolejną trudność. 

slowlingo, nauka języków, cele językowe, SMART

W dzisiejszym poście pokażę kilka przykładowych celów oraz to, jak zacząć je realizowaćO wykorzystaniu metodyki SMART w wyznaczaniu celów pisałam wcześniej tutaj. Nie będę dziś powtarzać zasad analizy oraz budowy celu, które możecie znaleźć w tamtym poście, ale skupię się na konkretnych przykładach. Zapraszam.

Cel językowy - dlaczego jest ważny?


W ramach krótkiego przypomnienia wspomnę, dlaczego właściwy cel jezykowy jest tak ważny. Realizacja celów może być skuteczna wtedy, gdy dokładnie wiemy dokąd zmierzamy. Jeżeli nasz cel nie jest sprecyzowany i jest ogólnikowy, np.: 

"chcę znać język", "chcę się dogadać", "chcę się porozumiewać", 

to jest on na tyle niejasny, że nie będziemy w stanie wyznaczyć drogi do tego celu, ani konkretnego planu nauki. Nie określimy tego, gdzie jesteśmy i czy ten cel tak naprawdę osiągnęliśmy.

To co jest niezwykle ważne w wyznaczaniu celu to zastanowienie się czy cel, który myślimy, że chcemy osiągnąć, to jest ten cel który tak naprawdę chcemy osiągnąć, ten który przyniesie nam wymierne korzyści. 

Pamiętajmy, że ponadto cel powinien być określony w czasie, mierzalny, realistyczny. Jeżeli tak określimy nasz cel, będzie on na tyle motywujący, że będziemy dążyć do jego realizacji cały czas i nie stracimy go z oczu. 

Jeżeli natomiast nie określimy powyższych, po jakimś czasie osiągnięcie celu nie będzie już tak atrakcyjne i po prostu przestanie nas interesować. Nie będziemy w stanie również mierzyć naszych postępów.

Jak powinny zatem wyglądać cele językowe? Opiszę kilka przykładów. Niektóre z nich to cele z życia wzięte - przykłady moich kursantów, studentów.

Przykładowe cele

  • W czerwcu 2018 podczas zagranicznej konferencji akademickiej chcę wygłosić referat po niemiecku. (Mój obecny poziom to B2+, w pół roku jestem w stanie dojść do poziomu C1 i wyszlifować słownictwo akademickie, ucząc się ok godzinę dziennie. Udział w tej konferencji otworzy mi wiele zawodowych drzwi).
  • Za miesiąc podczas wakacji w Grecji chcę samodzielnie komunikować się po grecku w podstawowych sytuacjach codziennych (zakupy, transport miejski, atrakcje turystyczne). (Poziom A1 turystyczny potwierdzony testem online. Na naukę mogę poświęcić ok. 2 godziny dziennie. Pobyt jest długo wyczekiwanym urlopem. Znajomość języka pozwoli mi zachować niezależność, którą bardzo cenię).
  • Za 3 miesiące chcę opublikować artykuł po angielsku w specjalistycznym magazynie marketingowym. Artykuł musi być napisany na poziomie zaawansowanym [C1] (Mój obecny poziom to B2, sprawnie poruszam się po gramatyce na tym poziomie, muszę poćwiczyć pisanie. Mogę pisać 3 eseje na tydzień w ramach ćwiczeń. Ta publikacja sprawi, że zyskam nowych klientów.)
  • Za rok muszę zdać certyfikat językowy na poziomie B2, żeby móc podjąć naukę na uczelni we Francji, a następnie zacząć staż zawodowy w Paryżu. (Mój obecny poziom to A2+, zapiszę się na intensywny kurs językowy przygotowujący do zdania certyfikatu na tym poziomie.)
  • Chcę przełamać blokadę w mówieniu po angielsku. Daję sobie 3 miesiące. (Blokada uniemożliwia mi rozwój osobisty i zawodowy. Chcę to zmienić i jestem mocno zdeterminowany i poznaję narzędzia, które pomogą mi nad sobą pracować. Dodatkowo polecono mi coacha językowego, który wesprze mnie w tym procesie).

Podsumowując - cel może być dowolny, długo- i krótkoterminowy - im krótszy termin, tym lepiej dla realizacji - mózg lubi zajmować się tym, co niedalekie. Ponadto, może ważyć na przyszłości lub po prostu ułatwiać wakacyjne przygody. Ważne, by był dla nas istotny. Chcecie się podzielić celem? Zapraszam do komentowania!

Sandra Bullock zmienia swoje życie

Przy okazji tego tematu - sen a nauka języków - przychodzi mi na myśl oryginalny tytuł filmu "Ja Cię kocham a Ty śpisz" - "While You Were Sleeping", czyli dosłownie "kiedy ty spałeś/spałaś." To romantyczna komedia z Sandrą Bullock i Billem Pullmanem, którzy zakochują się w sobie i mimo kilku przeciwności losu udaje im się w końcu być razem... Zaraz, a gdzie ten sen?


slowlingo, nauka języków, sen a nauka, jak się uczyć

No właśnie, gdzie? W filmie prawie wszystko dzieje się poza tytułowym bohaterem, który jest w śpiączce (to właśnie on śpi) i fabuła filmu faktycznie odbiega od myślowych procesów oraz snu jako tako. Pomimo tego, film doskonale obrazuje to, jak wiele rzeczy wydarza się właśnie gdy śpimy. Jeśli jeszcze go nie widzieliście to polecam, miła lekka rozrywka. 

Kiedy Ty śpisz...

Dywagując o roli snu w naszym życiu przychodzą do głowy następujące pytania:
Co dzieje się w naszej głowie, gdy śpimy? Jakie mniej lub bardziej szalone procesy kognitywne zachodzą w naszym mózgu? Jakie to ma znaczenie dla jakości naszej nauki języków? 
O roli i wadze snu w kontekście ogólnie rozumianego zdrowego stylu życia mówi się od bardzo dawna. Niewyspani nie możemy się skoncentrować, jesteśmy rozdrażnieni, mamy spowolnione reakcje. Zmęczenie i brak snu wpływa zatem bezpośrednio  na nasze reakcje motoryczne.

Sen ma jednak także kluczowe znaczenie w procesie przyswajania informacji. O tym, że brak snu skutecznie przeszkadza w efektywnej nauce języków pisałam także w moim bezpłatnym mailowym kursie "5 kroków do skutecznej nauki języków". Możecie się na niego zapisać tutajAle co dokładnie dzieje się w naszym mózgu podczas snu? Dlaczego jest on aż tak istotny w uczeniu się? 

Z pewnością doskonale znacie stwierdzenie, by przespać się z problemem czy zagwozdką, a rano z pewnością wyda ona się mniej uciążliwa, a być może nawet pojawi się rozwiązanie. Tak faktycznie się dzieje. Z czego to wynika?

To właśnie podczas snu nasz mózg procesuje nowe informacje i przekazuje je z hipokampu (części mózgu odpowiedzialnej za pamięć i konsolidowanie informacji właśnie) do kory nowej (odpowiedzialnej m.in. za przechowywanie starszych informacji oraz funkcje językowe).

W praktyce oznacza to, że podczas snu nasz mózg łączy nowe informacje z istniejącymi już, tworząc logiczne powiązania. Często, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, wyszukuje i podpowiada rozwiązania do nowych problemów. Stąd rozwiązanie trudności pojawiające się rano.

Przeprowadzono szereg badań, które udowodniły, że sen wspiera rozwiązywanie trudnych problemów oraz podejmowanie decyzji (analogicznie - podczas snu analizowane są opcje na podstawie poprzednich doświadczeń i łatwiej nam zdecydować w trudnej kwestii). 

Ok, to wiemy już jak to działa. Ale jak dokładnie przekłada się to na naukę języków?

Główka pracuje... kiedy śpi

Informacje, które przyswoimy za dnia, są przetwarzane oraz analizowane podczas nocnego snu. Nowe wiadomości, na przykład słówka, czy zawiłości gramatyczne są wiązane ze wcześniej przepracowanymi treściami. 

Nowe słownictwo jest kojarzone w tym już znanym i w ten sposób przyswajane - trochę na zasadzie mnemotechniki. Gramatyka jest analizowana i również przekładana na znane schematy znaczeniowe, dzięki czemu nie do końca jasne koncepty stają się bardziej zrozumiałe, bo mózg odwołuje się do już znanych, nieuświadomionych mechanizmów strukturalnych. 

Dlatego tak ważne jest, by nowo nauczony materiał powtarzać przed snem. Gdy zaśniemy, mózg przetwarza te najświeższe informacje i pracuje nad nimi. 

Uwaga: sposób, w jaki powtarzamy materiał też ma znaczenie. Pamiętajcie by unikać iluzji uczenia się i powtarzać materiał aktywnie przywołując go.

Kąpiel dla mózgu

Samo procesowanie informacji to nie wszystko, co dzieje się w mózgu podczas nocnego snu. Niezwykle istotny jest proces oczyszczania się mózgu z toksyn, które wytworzyły się z nim podczas dnia. Brak lub niewystarczająca ilość snu powodują, że mózg funkcjonuje gorzej. Stąd także , poza zwykłym zmęczeniem, wspomniane wcześniej problemy z koncentracją i procesami kognitywnymi. 

Gdy uświadomię sobie, że przez niewysapanie w mojej głowie zalegają jakieś paskudne toksyny, od razu mam ochotę położyć się spać, a Wy?

Ile snu?

To kontrowersyjne pytanie. Znam osoby, które twierdzą, że wystarczą im 4 godziny snu nocnego i funkcjonują w miarę normalnie. Znam osoby, które próbowały spać według snu polifazowego i nie kojarzyły co się dzieje - taki sen stosowany na dłuższą metę upośledza funkcje poznawcze i reakcje.

Najczęściej pisze się o minimum 7 godzinach nieprzerwanego snu nocnego. Taki sen umożliwia maksymalne wykorzystanie potencjału naszego mózgu i jest najzdrowszy. Osobiście  w tym momencie nie udaje mi się wyegzekwować tylu godzin snu i czasem odczuwam skutki jego braku. Liczę jednak, że wkrótce uda mi się spać po 8 godzin bez zakłóceń, jestem na dobrej drodze 😼.

Krok po kroku

Co zatem zrobić, by skutecznie wykorzystać sen do nauki języków:

  1. Zapewnij sobie komfortowe warunki do spania: przewietrz pokój etc.
  2. Wypij szklankę wody, by nawodnić organizm.
  3. Przed pójściem spać powtórz słówka, zwroty, gramatykę, ewentualnie wprowadź nowy materiał językowy. Pamiętaj - przywołuj, nie czytaj.
  4. Nie rób już potem nic innego i spróbuj się wyciszyć - pomedytuj lub posłuchaj muzyki relaksacyjnej.
  5. Po przebudzeniu rano spróbuj wykorzystać i użyć uczony materiał językowy - napisz esej, przygotuj prezentację, nagraj podcasty lub video.
A jak to u Was wygląda? Udaje Wam się wyspać? Zauważyliście poprawę / pogorszenie jakości nauki w związku ze zmianą ilości snu? 

Więcej ciekawych informacji o roli snu dla prawidłowego funkcjonowania mózgu znajdziecie w książce "Brain Rules", autorstwa Johna Mediny (wielokrotnie przeze mnie polecanej.

Z czym się je Pomodoro?

Skąd tu to Pomodoro, zapytasz? Przecież to technika zarządzania czasem, a nie metoda nauki języków. I tak i nie. Owszem, Pomodoro ma związek z zarządzaniem czasem, ale de facto służy do lepszego zarządzania zadaniami, które mamy do wykonania i można ja zaaplikować do wszystkiego. Praca w blokach według metody Pomodoro daje świetne efekty i pozwala zrealizować więcej.

Jeśli zatem chcesz skuteczniej zarządzać nauką języka i tym samym lepiej się uczyć to koniecznie przeczytaj ten post. Zapraszam.

slowlingo, pomodoro, nauka języka, nauka samodzielna

Metoda Pomodoro

W ramach krótkiego przypomnienia: metoda Pomodoro, której nazwa pochodzi od minutnika w kształcie pomidora, zakłada intensywną pracę w 25-minutowych blokach, po których następuje 5 minut przerwy na relaks i nagrodę/przyjemność. W czasie takiego bloku skupiamy się tylko i wyłącznie na zadaniu do wykonania, wyłączamy wszelkie rozpraszacze, nie reagujemy na nic, za wyjątkiem pożaru. Obowiązkowa jest także przerwa i przyjemność.

Istnieją wariacje na temat metody, które zamiast 25 minut proponują inne bloki czasowe. Nie ma to większego znaczenia. Dopasuj blok czasu do siebie. Ważne, by potem odbyła się przerwa i z nagrodą i by nic nie rozpraszało Cię w trakcie pracy. Ustaw także jakiś minutnik - może być kuchenny lub elektroniczny, ale pamiętaj, by nie dać się wciągnąć w "pierdoły", gdy korzystasz z czasomierza w telefonie.

W tak ustalone ramy czasowe doskonale można wbić zajęcia językowe. Oto jak.

Pomodoro a nauka języków

Na naukę możesz przeznaczyć tyle czasu, ile chcesz. Ja zaproponuję Ci podział nauki języka w trzech 25-minutowych cyklach, czyli przez 1,5 godziny. Zobacz jak można uczyć się słownictwa oraz gramatyki.

SŁOWNICTWO

1. 25 minut
  • powtórka ok. 10 słówek,
  • krótka wypowiedź z wykorzystaniem powtórzonych słówek,
  • ćwiczenia gramatyczno-leksykalne (online lub z podręcznikiem/ćwiczeniami),
  • jeśli zostanie Ci czas w ramach tego bloku, przejdź do kolejnego cyklu słówek/wypowiedzi/ćwiczeń.

2. 25 minut
  • nowy materiał: czytanie, oglądanie video etc. (ok. 7-10 minut).
  • sprawdzanie nowych słówek i zwrotów, budowa zdań - ćwiczenie,
  • przypisanie słownictwu i zwrotom własnych doświadczeń, zbudowanie własnych skojarzeń,
  • (jeśli zostanie czas) ponowne czytanie/oglądanie.

3. 25 minut
  • (jeśli nie udało się zrobić tego w poprzednim cyklu) ponowne czytanie/oglądanie,
  • powtórzenie nowych słówek i zwrotów,
  • odtworzenie treści (czyli mówienie - może być do siebie) z czytanego tekstu albo video.

GRAMATYKA

1. 25 minut
  • powtórka zasad danego zagadnienia z przykładami, kilka ćwiczeń (online lub z podręcznikiem/ćwiczeniami),
  • krótka wypowiedź z zastosowaniem danej struktury.
2. 25 minut

  • nowy materiał gramatyczny w kontekście: czytanie, oglądanie video (ok 7-10 minut),
  • przykłady plus wyjaśnienie nowych struktur,
  • przypisanie własnych doświadczeń danym sytuacjom gramatycznym.
3. 25 minut
  • ćwiczenia gramatyczne.
!Pamiętaj, to tylko propozycja. Możesz dowolnie układać materiał nauki w ramach jednego 25-minutowego cyklu oraz wybrać inny czas trwania cyklu. 

Ważne jest, by starać się zamknąć w jednym cyklu jakąś całość - zadanie. W mojej propozycji jest to albo kompleksowe powtórzenie partii materiału albo przyswojenie nowej porcji. 

Mam nadzieję, że i Ty stosując Pomodoro będziesz jeszcze efektywniej się uczyć. Masz inne pomysły, by wykorzystać moc Pomodoro? Podziel się w komentarzu!
Uwaga, to nie jest dubel postu o pokonywaniu blokady w mówieniu. Tamten post kładł nacisk na to, jak się przełamać. Ten podaje kilka prostych i sprawdzonych rozwiązań na ćwiczenie mówienia, gdy nie masz z tym problemu, a po prostu chcesz się rozkręcić. Niektóre kroki będą podobne, ale cel i rezultat z goła odmienne. Zapraszam.

slowlingo, jak mówić w języku obcym

5 szybkich sposobów, by mówić w języku obcym

Masz motywację, nie boisz się mówić. Jest dobrze. Chcesz teraz nabrać pędu i rozmachu w mówieniu. Oto kilka prostych trików, które ułatwią Ci rozgadanie się.
  1. Otocz się językiem - ekstremalnie - za tydzień ważna prezentacja, rozmowa czy egzamin w języku obcym, a Ty nie czujesz się pewnie i trochę brak Ci płynności? Otocz się językiem. Przez kilka godzin dziennie czytaj, słuchaj i oglądaj tylko materiały w danym języku. To mogą być wiadomości, podcasty, seriale. Nie musisz się na tym etapie skupiać na słówkach czy gramatyce, po prostu chłoń język. Zobaczysz, że po kilku dniach nie będziesz w stanie nie myśleć i nie mówić w danym języku.
  2. Odtwórz ulubione video - wybierz interesujący Cię temat i znajdź filmy i nagrania (np. na YouTube) z tego zakresu. Obejrzyj kilka. Wypisz kluczowe zwroty, szczególnie te, które się powtarzają. Zastanów się czy zgadzasz się z poruszanymi kwestiami. Jeśli chcesz dodać coś od siebie, także zanotuj swoje argumenty. Następnie wypowiedz się na ten sam temat, używając przygotowanych zwrotów. Nagraj się na video.
    Powtórz to dla kilku różnych tematów. W ten sposób przygotujesz sobie bazę do wypowiedzi dla interesujących Cię tematów i gdy zajdzie okazja bez problemu będziesz rzucać kwestiami.
    W przypadku absorbującego mnie ostatnio tematu minimalizmu dla języka angielskiego wypisałabym następujące zwroty:

    minimalism, declutter, clutter, organize, capsule wardrobe, basics, essentials, zero waste, reuse.
  3. Porozmawiaj z ulubionym bohaterem filmu lub książki obcojęzycznej. Często zdarza Ci się złościć na rozwój wydarzeń w filmie, książce lub serialu? Chcesz coś zmienić? Możesz to jeszcze nadrobić. Wyobraź sobie, że bierzesz udział w ważnym dialogu lub sytuacji. Jakie dasz rady? Co wyperswadujesz bohaterom, co zmienisz? Odegraj te sytuacje, mów na głos. To ćwiczenie sprawi, że bardzo się zaangażujesz i zapomnisz o jakichkolwiek trudnościach. Od razu przerzuć te energię na mówienie o innych tematach.
  4. Zainstaluj aplikację mobilną Pocket. Pisałam już o niej kilkukrotnie. Wybierz i dodaj do niej interesujące Cię artykuły. W aplikacji mobilnej masz możliwość wygenerowania mowy na podstawie tekstu. Uruchom tę opcję dla danego artykułu i śledź tekst pisany, jednocześnie słuchając mowy. Co akapit powtórz na głos najważniejsze informacje, używając zwrotów, które pojawiły się w tekście. Możesz oczywiście zerkać do artykułu, ale staraj się odtwarzać informacje z głowy. Mając taką ściągę poczujesz się pewniej, a w tym samym czasie już gadasz!
  5. I ostatni patent. Wybierz i wypisz sobie schematyczne zdania bazowe. Co to takiego? To zdania, w których pewne elementy są stałe wg schematu, a inne każdorazowo podmieniasz. Stały będzie np. zawsze ten ten sam typ czasownika. To co dobrze sprawdza się w zdaniach jak stały element i co jednocześnie łatwo się podmienia to przysłówki (jak? gdzie? kiedy? - jest ich ograniczona liczba) oraz przymiotniki (opisujące cechy).
    Podmieniać za to będziesz podmiot - czyli rzeczowniki oraz całe argumenty w formie dopełnień, czy okoliczników.
    Do schematycznych zdań bazowych doskonale nadają się zdania wyrażające preferencje, czy opinie. Postaraj się, by znalazły się wśród Twoich. 
    Każdego dnia twórz i mów kilkanaście - kilkadziesiąt różnych zdań, podmieniając elementy ruchome
    . W ten sposób buduj sobie bazę zwrotów. 
    Zobacz te przykład dla języka angielskiego: 
I find (opinia) ... (przysłówek) particularly (przymiotnik) disturbing, because/since (argument) ... --> I find the amount of waste we produce particularly (strongly / not at all, etc) disturbing (interesting / problematic / appealing etc.), because it is not all being recycled.
Znasz już 5 szybkich sposobów na rozgadanie się w języku obcym. Zacznij działać już dziś i podziel się efektami. Zauważysz je już po kilku dniach. Do dzieła.
slowlingo, cognitive bias, przekonania, coaching językowy

Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie temat szalenie ciekawy -  jak język, którego używamy, wpływa na nasze działania w sieci, i odwrotnie. Wpadłam ostatnio na artykuł opublikowany w The Guardian, który opisuje to zjawisko i zależności. Koniecznie zajrzycie do oryginalnego artykułu, bo jest przepiękny graficznie i podaje źródła do badań. Tekst analizuje i przestawia to, jak narzędzia internetowe pozwalają nam korzystać ze swoich zasobów, na podstawie naszego języka. Ciekawi szczegółów? Zapraszam na moje streszczenie.

slowlingo, język, internet, Wikipedia, Google

Wszystkie języki internetu

W połowie lat 90-tych internetowe treści w języku angielskim stanowiły aż 80% wszystkiego. Od tamtej pory proporcja ta spadła do 30%, a do czołówki weszły chiński, francuski, niemiecki, arabski, portugalski, japoński oraz hiszpański.

Ten ogromny przyrost treści i zmiany rodzą pytanie jak to wpływa na nasze doświadczanie internetu. Okazuje się, że wpływ jest ogromny, poczynając od tego, jak korzystamy z mediów społecznościowych, jaki mamy dostęp do Wikipedii, czy wyszukań haseł w Google. Interesującym jest stwierdzenie, że internet jest dla nas tylko tak duży, jak duży jest nasz język.

Język a użytkownik

Naturalnym jest, że w różnych językach, wnikających z różnych kultur, najpopularniejsze wyszukania, hasła, czy wpisy na Wikipedii będą się różnić.

Przeprowadzono także analizę twitów i retwitów udostępnianych na platformie Twitter. Angielski stanowi "zaledwie" 51% treści. Co więcej, interakcje pomiędzy użytkownikami pozostają zazwyczaj w ramach ich języka - są fragmentaryczne i podzielone.

Język determinuje także to, co i ile możemy wyrazić w twicie, np. Koreańczycy prowadzą ze sobą dyskusje, a Niemcy dzielą się linkami, a Chińczycy mogą zawrzeć więcej informacji w 140 znakach niż użytkownicy angielskiego.

Niesprawiedliwy wujek Google

Wyszkiwarka Google pracuje "tylko" na 130 językach z ok. 6000 istniejących. Determinuje to fakt, co jesteśmy w stanie wyszukać i w jakim języku. Autorzy tekstu zwracają uwagę na brak języków afrykańskich, czy tych z rejonu Pacyfiku. Podobnie jest z językami Wikipedii. Aż 74% pojęć występuje tylko w 1 języku, a aż 95 w mniej niż 6! Tylko 11% użytkowników jest wielojęzycznych. Są oni bardziej aktywni i tworzą więcej treści. 

I co dalej?

Artykuł w dalszej skupia się także na ekonomicznych konsekwencjach takiej sytuacji i potencjale np. w sferze tłumaczeń. Stwierdza także, że część języków nigdy nie przebije się do internetu. Mimo tego, w lingwistycznej sferze internetu szykują się zmiany. Wiąże się to m.in ze zmieniającym się dostępem do internetu w krajach rozwijających się. 

----------------------------------------------------------------------

Jako mój wniosek mogę napisać tylko jedno: warto znać więcej języków, by móc pełniej korzystać z zasobów internetu. na pewno również doświadczacie często tego, że nie mogąc znaleźć czegoś w języku polskim i przełączaj ac się na inny udaj się dotrzeć do większej liczby informacji.

A jakie emocje w Tobie budzą te informacje? Czy czujesz wykluczenie na podstawie języka?

Co było pierwsze? Jajko czy kura?

Osobiście nie mogę się zdecydować: Czy postanowiłam uczyć się języka, by zrozumieć kulturę, czy uczę się kultury by lepiej poznać język? A jak było z Tobą?

Nie da się ukryć, że zarówno język bez kultury, jak i kultura bez języka funkcjonować nie może i nie będzie. Na co dzień korzystając z języka możesz zgłębiać kulturę. I o to właśnie chodzi, to daje Ci znajomość języka - dostęp do obcojęzycznych zasobów.

slowlingo, nauka języków, kultura

Wszystkie rodzaje blokad, jeden strach

Blokad psychicznych w stosowania języka obcego jest wiele. wynikają one z projekcji naszych obaw na nasze przyszłe losy. Obawiamy się, że to, co hipotetycznie może się wydarzyć, i że będzie nas prześladować przez lata. Budujemy sobie kolejną historię i narrację terroru. To zupełnie nasza wizja świata, nie do końca zgodną z rzeczywistością. Funkcjonujemy w naszej osobistej, szczelnej strefie komfortu, a wyjście poza nią traktujemy jak zło konieczne.

slowlingo, strefa komfortu, nauka języków, coaching językowy
Życie zaczyna się na granicy naszej strefy komfortu
Wyrwanie się z tego błędnego kręgu naszych własnych przekonań jest trudne. Często potrzeba, by ktoś z zewnątrz wrócił nam uwagę na rzeczy, które okazują się dla nas oczywiste. Przeżywamy wtedy tzw. "moment: Aha!" i dostrzegamy rzeczy z innej perspektywy - mniej strasznej.

Kto się śmieje, ten... Nie pamięta

Tak jak wspomniałam, blokady językowe są różne, mają rożne podłoże i konsekwencje. Zazwyczaj jednak dotyczą one swobodnego publicznego wypowiadania się i szeroko rozumianej komunikacji. Pojawiają się obawy: 
  • Co, jeśli popełnię błąd?
  • Nie mogę przecież popełnić błędu.
  • Co, jeśli będą się śmiać?
  • Ośmieszę się i już zawsze będzie mnie to prześladować.
To prawda, może się zdarzyć, że popełnisz błąd. Może się tak zdarzyć, że ktoś się zaśmieje. Może się także zdarzyć, że anegdoty o Twoim zabawnym przejęzyczeniu będą krążyć przez kilka lat. Tylko co z tego? Bardzo lubimy stawiać nas samych w centrum wszechświata i żyć w przekonaniu, że wszystkich w koło tak bardzo interesuje to, co właśnie popełniliśmy. To jedno z naszych podstawowych błędnych przekonań. A prawda jest taka, że mało kto bardziej niż my sami przejmie się tym, że źle odmieniliśmy czasownik, czy przekręciliśmy wymowę danego słowa. Ok, może poza naszym nauczycielem języka. 

Wracając do błędu - ucząc się języka musimy popełniać błędy. To naturalny etap całego procesu uczenia się. Błędy są dobre.

Jak pokonać lęk i przełamać blokadę 

Każdy z moich kursantów oraz coachingowych klientów jest ekspertem w jakiejś dziedzinie. W tej dziedzinie czuje się pewnie, swobodnie i nie ma blokad przed użytkowaniem wiedzy z tego zakresu. Jest to rezultat i wynik lat ćwiczeń, praktyki i dobrego przygotowania. Wszystko to jest podszyte jest wiedzą merytoryczną. 

Jaki z tego morał? Jeśli chcesz swobodnie używać języka obcego musisz się do tego przygotować, jak do wszystkiego innego. Jeśli chcesz być dobrym kierowcą i czuć się pewnie na drodze, musisz sporo ćwiczyć i jeździć, jeździć, jeździć. To wiem z własnego doświadczenia.

Jeśli opanujesz problematyczne kwestie językowe, wyćwiczysz i zautomatyzujesz struktury oraz słownictwo, lęk przed błędem zmaleje lub nawet zniknie. Po prostu będziesz dobrze przygotowany/a do używania tego konkretnego narzędzia - języka. Musisz ćwiczyć. To, jak poradzić sobie z blokadą przed mówieniem opisuję szczegółowo tutaj

Krok po kroku

Ważne jest też, żeby przyjąć metodę małych kroków. Nie zmuszaj się do wystąpień publicznych już w pierwszym etapie przełamywania blokady. Daj sobie czas, by przygotować się. Zacznij od tego, co Cię interesuje, by poczuć się komfortowo. Pamiętaj, że język ma być dla Ciebie środkiem do celu, zacznij go używać od początku właśnie ku realizacji Twojego celu. Poczujesz i zobaczysz faktyczny sens i wymierne efekty. To także doda Ci pewności siebie i będzie kopem motywującym do dalszego działania i podejmowania trudniejszych kroków. Byle zacząć.

A Tobie co się udało? Podziel się Twoimi sukcesami w wychodzeniu poza strefę komfortu językowego.