Beka z coacha? Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o coachingu, ale boicie się zapytać

Coaching jezykowy

Jeśli czytujecie mojego bloga, to już wiecie, a jeżeli jesteście tutaj nowi, to zerknąwszy na prawo sekcję na "o mnie", przeczytacie tam, że od dwóch lat zajmuję się coachingiem językowym. Postanowiłam napisać ten post, by wyjaśnić kilka często mylonych kwestii, dotyczących tego czym zajmuje się coach i jaka jest jego rola. Bezpośrednią inspiracją do tego artykułu było przypadkowe znalezienie na Facebook'u grupy uprawiającej "bekę z coacha". 
coaching językowy, nauka języków, języki obce
Źródło: pixabay.com

Coaching i ja

Coaching jest pojęciem stosunkowo młodym, ale doczekał się już wielu pseudo-praktyków i wielu ostrych krytyków. Ja sama jeszcze 2 lata temu podchodziłam dość sceptycznie do tej idei. Moje pierwsze zetknięcie z coachingiem miało miejsce, gdy miałam okazję uczestniczyć w sesji i poddać się coachingowi osobiście. Nie mając zbyt dużych oczekiwań, byłam zaskoczona tym, że coach kazał mi mówić i rozwiązywać problemy, a sam nie sugerował niczego. 

Potem jeszcze kilkukrotnie miałam okazję być coachee (osoba poddana coachingowi) lub przyglądać się sesjom coachingowym. Prawdą jest, że coache są różni, są ludźmi, którzy mówią w określony sposób, wyrażają się konkretną mimiką, wykonują charakterystyczne gesty. Może nam to odpowiadać lub nie. Z coachem musimy czuć się swobodnie i musimy chcieć mu zaufać. Z coachów, z którymi ja się zetknęłam, tylko jeden był naturalny, swobodny i szczery na tyle, że miałam ochotę z nim pracować. Chemia musi być!

Coaching czyli "jesteś zwycięzcą"?

Problem z coachingiem dziś jest taki, że każdy coachem chce być lub jest, a przynajmniej tak uważa. Od tak, bez przygotowania merytorycznego. Zapewne są osoby obdarzone ogromną empatią i wyczuciem, które doskonale sobie poradzą sobie "na spontanie", jednak pewna doza wiedzy teoretycznej jest wskazana. Szczególnie, że mało kiedy takie osoby faktycznie się trafiają. Wracając...

Każdy coachem chce być lub jest, a przynajmniej tak uważa. Ten przesyt sprawił, że poważni i profesjonalni coachowie tracą w oczach i wrzucani są do worka z motywatorami krzyczącymi "jesteś zwycięzcą"! Nawet mnie to w takiej sytuacji nie dziwi. Uważam jednak, że w dużej mierze wynika to z niezrozumienia właściwej roli coacha. Chciałabym Wam ją dziś przybliżyć.

Przerwać narrację

W coachingu chodzi tak naprawdę o jedną rzecz: prowadzeni przez cocha mamy przerwać narrację, wewnętrzną historię jaką sobie opowiadamy, na której budujemy naszą rzeczywistość, w której funkcjonujemy na co dzień, która toczy się w naszej strefie komfortu. Z wszystkimi przyzwyczajeniami i przekonaniami, które nas blokują. Działają one na tyle mocno, że nie dopuszczamy do siebie myśli, że coś mogłoby być inaczej. Jesteśmy zafiksowani na jednym punkcie widzenia. Zadaniem coacha jest sprawić, byśmy zaczęli wyglądać poza nasze pudełko i dostrzegać inne możliwości. I tyle. 

Ja jako coach

Przez lata pracy jako lektor wciąż słyszałam komentarze od studentów nie pracujących regularnie: "nie mam czasu", "miałem zły dzień", "miałam dużo pracy", "nie mogę się zmotywować". Pomyślałam, że być może coaching mógłby tu pomóc. W końcu w każdym z powyższych stwierdzeń borykano się z problemami natury "organizacyjnej", co było do opanowania, jeśli odpowiednio zaadresowane.

Przez kolejne miesiące zgłębiałam temat, nieśmiało testując zasady coachingu na moich studentach. Wzięłam udział w szkoleniu organizowanym przez Pracownię Coachingu NOVO oraz szkoleniu akredytowanym przez Franklin University. To co robiłam do tej pory nieco intuicyjnie, zyskało potwierdzenie w wiedzy formalnej. Zaczęłam już bardziej śmiało proponować rozwiązania coachingowe moim studentom i obserwowałam rezultaty.

Ja zajmuję się tylko coachingiem językowym i skupiam się na tej wąskiej dziedzinie. Nie pracuję z managerami nad poprawą podejścia, nie rozwiązuję innych problemów życiowych. 

Pomagam za to spojrzeć na naukę języka z innej perspektywy, odnaleźć właściwy cel i wreszcie lepiej zarządzać czasem. Rzadko mówię o sobie "coach", natomiast często mówię o wykorzystaniu metod coachingowych. Opracowałam własny system ćwiczeń wychodzących poza tradycyjny coaching. Sesje ze mną są treningiem o zabarwieniu biznesowym, niepozbawionymi jednak oczywiście merytoryki językowej. Ponad to, przygotowuję się obecnie do akredytacji coacha językowego ICF. Proces wymagający, ale też szalenie ciekawy i otwierający oczy na wiele kwestii. 

Beka z coacha

Mam szczerą nadzieję, że ten post pozytywnie wpłynie na Wasze postrzeganie coachów językowych i od dziś beka z coacha zacznie odchodzić do lamusa.

2 komentarze:

  1. Czemu ja Cię znalazłam dopiero teraz?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha! Lepiej późno, niż wcale! Zapraszam na bloga w takim razie i do zapisu na newsletter. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń