Czy Radek Kotarski włamał mi się do mózgu - recenzja książki

Włam się do mózgu!

Gdy tylko napisałam i pokazałam Wam, że czytam "Włam się do mózgu" Radka Kotarskiego, od razu dostałam mnóstwo pytań o opinię. Przed zakupem sama byłam bardzo ciekawa, czy to "dobra książka" i zastanawiałam się, jak odnosi się do metod uczenia.

Reklama i zamieszanie wokół książki były oczywiście jednym z powodów zakupu (więcej o tym znajdziecie tutaj). Innym było to, że według zapowiedzi ta pozycja powinna opisywać dokładnie te metody, które ja także od początku promuję na blogu. Na końcu była nadzieja, że na polskim rynku wreszcie pojawi się książka, która w jednym miejscu zbierze i w konkretny sposób opisze skuteczne metody uczenia się. Książka, która zrewolucjonizuje podejście do nauki. 
slowlingo, skuteczna nauka języków, języki obce, jak się uczyć

Wielki hype

Książce towarzyszy tzw hype, czy ogólne podekscytowanie. Czy jest ono zasłużone? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie. Chcę jednak zacząć od zdefiniowania tego, czym jest ten wpis. 

Wychodzę z założenia, że nie istnieje coś takiego jak "dobra czy zła książka". Każda książka, tak jak każdy inny produkt, ma swoją docelową grupę odbiorców i dla nich będzie wartościowa. Jeśli jednak trafi na kogoś spoza grupy, kto ma wobec niej inne oczekiwania, może rozczarować. Wspominam o tym dlatego, że ja jestem chyba właśnie poza grupą docelową. 

To nie tak, że książka mnie rozczarowała. Ja jestem specyficznym czytelnikiem, dlatego, że sama dobrze znam temat. Książka nie była dla mnie rewolucyjna pod względem treści. Czy zatem uważam, że warto ją przeczytać? Zanim odpowiem na to pytanie  przekażę Wam moje obserwacje i uwagi.

Gdy czytałam książkę, pojawiło się w mojej głowie wiele pytań dotyczących nauki języka szwedzkiego, której podjął się Radek Kotarski oraz wybranych i opisanych metod uczenia się. Zastanawiam się nad odpowiedziami oraz tym, jak je ugryźć. 

Chciałam przed publikacją tego tekstu uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie kwestie, by móc szerzej się do nich odnieść. W tym celu wysłałam zapytanie do wydawnictwa z prośbą o ustosunkowanie się do moich pytań. 

Okazało się niestety, że w najbliższym czasie w związku z natłokiem innych zobowiązań, Radek Kotarski nie będzie w stanie odpowiedzieć na moje wątpliwości. Jest to oczywiście zrozumiałe przy tak intensywnym trybie pracy i życia. Postanowiłam jednak nie czekać na potencjalne odpowiedzi i napisać tę publikację już teraz, by jak najszybciej podzielić się z Wami moimi wrażeniami. 

Papuga, tancerka i bokser, czyli metafory na naukę

To, co od pierwszych słów bardzo rzuca się w oko (i ucho!), to bardzo charakterystyczny dla Radka Kotarskiego, kwiecisty styl wypowiedzi. Czytając miałam wrażenie, że słyszę go na żywo. Czy to dobrze, czy źle zależy od tego, czy lubicie ten specyficzny styl. Z początku nie przeszkadzał mi, jednak z czasem stał się nieco przytłaczający. Jest to jednak moja indywidualna, subiektywna opinia.

Dwie części


Treści w książce podzielić można na dwie części - pierwsze cztery rozdziały odnoszą się do tego, po co musimy się uczyć oraz do historii znanego nam szkolnego systemu nauki i wynikających z tego problemów z kodowaniem informacji. Tę część uważam za bardzo ciekawą. 

Za bardzo wartościowe uważam także zwrócenie uwagi na rolę i wagę samodzielnej nauki ucznia oraz zdjęcie ciężaru z nauczyciela. Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, że wszystkiemu (czytaj: nieumiejętności uczenia się) winien jest system. Mnie nikt nie uczył, jak się uczyć, ale ciekawa świata potrafiłam wyszukać te informacje oraz intuicyjnie i na drodze eksperymentów sprawdzać, co działa, a co nie. 

Pozostałe rozdziały opisują już konkretne metody uczenia się wraz z przykładami praktycznego zastosowania. Skuteczność wybranych metod potwierdzona jest licznymi badaniami i to one stanowią lwią część każdego z rozdziałów.


slowlingo, jak się uczyć języków, kotarski

Nie będę opisywać konkretnych metod, które znajdziecie w książce. Skomentuję raczej sposób ich prezentacji. Radek Kotarski wybrał dość innowacyjną strategię na przedstawienie metod skutecznej nauki. Każda z nich odnosi się do specyficznego i konkretnego sposobu zastosowania - przykładu z życia wziętego. Są to pewnego rodzaju przenośnie na daną metodę - np. metoda tancerki czy terminatora (nie dotyczą wcale nauki poprzez taniec, czy walki o przyszłość gatunku ludzkiego). Radek Kotarski przyjął metaforyczne nazwy i zakładam, że chodziło o zbudowanie skuteczniejszych skojarzeń z zastosowaniem metod. Skojarzenia powinny być jednak nasze własne, więc  dla mnie nie zawszy były intuicyjne czy logiczne. Wynika to z faktu, że znałam już te metody od strony naukowej, więc nadanie im innej nazwy było dla mnie zamieszaniem. 

Zabrakło mi właśnie tych naukowych nazw, odniesień oraz zgłębienia tematu dla wszystkich metod, choć pojawiają się dla niektórych. Pominięte są na przykład naukowe podwaliny metod powtórek (spaced repetitions i krzywa zapominania - pisałam o nich tu, w książce to właśnie metoda tancerki), czy storytellingu (przedstawionego jako metoda ciekawskiego dziecka). 

Jednym z pytań, które chciałam zadać Radkowi Kotarskiemu było to, o wybór metod. Zastanawia mnie dlaczego wybrał akurat te sposoby uczenia się i dlaczego postanowił opisać je w taki, a nie inny sposób.

Gratka dla wzrokowców?

Jednym z założeń "Włam się do mózgu" było także, poza wydaniem pozycji merytorycznej, wydanie publikacji atrakcyjnej graficznie. W książce zajdziemy graficzną reprezentację wyników badań, czy zdjęcia Radka Kotarskiego obrazujące daną metodę. Atrakcyjnym rozwiązaniem jest dodanie ciekawostek w formie kolorowych przypisów na marginesie. Dzięki temu można doczytać przypis nie tracąc wątku. Ciekawostki mają, zdaje się, również za zadanie pokazać skuteczność metody budowania kontekstu. Podoba mi się ten element. Jest to zdecydowanie ukłon w stronę wzrokowców oraz podkreślenie roli wzrokowych bodźców. Szkoda tylko, że ten aspekt uczenia się nie został w książce podjęty.


slowlingo, jak się uczyć języków, kotarski

Siła syntezy

Bardzo dobrym rozwiązaniem we "Włam się do mózgu" jest także podsumowanie każdej z metod na końcu rozdziału. Dzięki temu, po zapoznaniu się z różnymi aspektami danej metody, możemy szybko zebrać najistotniejsze informacje. Świetnie to sprawdza się także w sytuacji, gdy chcemy przypomnieć sobie o czym był dany rozdział. To samo rozwiązanie zastosowane jest w "Brain Rules", jednej z moich ulubionych książek dotyczących uczenia się.

Jak się uczyć języków? Tego nie wiemy do końca

Radek Kotarski na własnej skórze testuje skuteczność wybranych i przedstawionych metod uczenia się dla nauki języków. Losowo wybrał do nauki język szwedzki i nauczył się go do poziomu około B2 (średnio-zaawansowany, ja zdawałam DELE również na tym poziomie. Opis moich rocznych przygotowań do egzaminu znajdziecie tutaj). Znajomość języka potwierdził zdając certyfikat z języka szwedzkiego Swedex. Między innymi te informacje znajdziecie w podlinkowanym powyżej filmiku z promocji książki. 

Przedstawiając kolejne metody, Kotarski odwołuje się do swoich doświadczeń z daną metodą i pisze, że bardzo pomogła mu opanować językowy materiał.

Niestety wielu informacji istotnych z punktu widzenia skuteczności nauki języków nie znalazłam w książce. Czego się nie dowiedziałam się o nauce szwedzkiego:
  • jak długo dokładnie trwała nauka,
  • ile godzin faktycznie poświęcono na naukę (niezwykle ważna informacja!),
  • z jakich materiałów się uczono, jak je łączono,
  • jak wyglądały zajęcia z lektorem i ile ich było,
  • jakie trudności w nauce się pojawiły, 
  • jakie inne języki i w jakim stopniu są znane, czy i gdzie była interferencja.
Według mnie informacje te są kluczowe i powinny zostać uwzględnione w książce, by rzetelniej oddać skuteczność metod. Uważam, że w publikacji za mało jest osobistych doświadczeń, które wychodziłyby poza lakoniczne stwierdzenie "u mnie się to sprawdziło".

Czy Radek Kotarski faktycznie włamuje się do mózgu?

Jeśli miałabym odpowiedzieć jednoznacznie, powiedziałabym: nie. Zdecydowanie brakuje mi w tej książce mózgu właśnie. Brakuje biologicznych i naukowych uzasadnień tego, dlaczego dana metoda sprawdza się. W publikacji przewija się bardzo wiele badań empirycznych, które potwierdzają skuteczność metod. Opisują jednak skutek, a nie przyczynę.
Co takiego dzieje się z informacją, że przekazywana z hipokampu do kory nowej jest lepiej zapamiętywana dzięki zastosowaniu rozproszonych w czasie powtórek? 
Ani tego pytania, ani odpowiedzi na nie nie znajdziecie w tej książce. Oczywiście, być może nie potrzebujecie ich znać, jednak ja czułam ogromy niedosyt, spowodowany ich brakiem. Po przeczytaniu książki miałam więc wrażenie, że właśnie pochłonęłam zestawienie wyników badań, które na pytanie "dlaczego?" odpowiadają "bo tak nam wychodzi".

Nie zrozumcie mnie źle. Ja wiem, że te metody działają i faktycznie pomagają uczyć się skutecznie. Sama o nich piszę. Po prostu w tej konkretnej pozycji brakuje mi ich uzasadnienia. 

Czy zatem polecam książkę?

Podsumowując powyższe dywagacje:
  • książka przedstawia metody skutecznej nauki
  • metody opisane są w nieco sztuczny sposób,
  • w książce brakuje informacji o szczegółach przebiegu nauki języka szwedzkiego,
  • podejścia do mózgu od strony biologiczno-neurologicznej praktycznie nie ma,
  • książka prezentuje innowacyjne i ciekawe podejście do prezentacji treści.
Czy zatem polecam "Włam się do mózgu"? Tak. Uważam, że warto się z nią zapoznać, jeśli nie macie pomysłu na to, jak się uczyć lub czujecie, że nauka nie może być skuteczna. Jeżeli macie już pojęcie o tym, jak uczy się mózg, nie dowiecie się raczej zbyt wielu nowych rzeczy. Nie oznacza to jednak, że nie polecam jej nawet ekspertom z dziedziny. To zawsze świeże spojrzenie.

Czy wspomniany na początku hype jest zasłużony? Tak, bo na pewno ktoś skorzysta z wiedzy zawartej w książce i być może zmieni swoje nastawienie do nauki, dlatego warto ją hypować!

Ja z pewnością będę korzystać z książki jako z obszernego zestawienia badań nad skutecznością metod nauki. Jeśli będę chciała powołać się na jakieś badanie lub zgłębić jego przebieg, to dobre źródło. Ogromu pracy wymagało zebranie tych danych do spójnej formy i za to należy się autorowi uznanie. 


Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń z lektury.

7 komentarzy:

  1. Cześć Karolino. Przeczytałam Twoją recenzję tej książki i muszę przyznać, że mamy bardzo podobne odczucia, w zasadzie mogłabym się pod nią podpisać obiema rękoma i nogami. Czuję ogromny niedosyt prywatnych doświadczeń z nauką języka szwedzkiego, lakoniczne wstawki absolutnie nie zaspokoiły mojej wiedzy. Odbieram tę książkę trochę jak pracę magisterką, do której trzeba napchać jak największą liczbę źródeł, z których się korzystało. Mnie to przytłoczyło i nieco zniechęciło, bo jest tego zdecydowanie nieproporcjonalnie za dużo w stosunku do opisania własnych, konkretnych przykładów i doświadczeń z wykorzystaniem poszczególnych metod nauki. Jestem bardzo ciekawa tej książki, którą polecasz ("Brain Rules"), więc chętnie do niej zajrzę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie jestem osamotniona w tych odczuciach. Uważam, że porównanie do pracy mgr jest bardzo trafne. Trochę szkoda, bo ta publikacja miała ogromny potencjał, ale nie został on w pełni wykorzystany. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Osobiście byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tej pozycji, jednak ostatecznie złożyłam zamówienie i zapoznałam się z lekturą. Uważam tę książkę, za dobrą pozycję lecz tak jak Tobie jak i Pani Monice brakuje mi tam szczegółów dotyczących samej nauki języka obcego.
    Jestem zdania, że ta książka okaże się bardzo przydatna dla ludzi, którzy nigdy nie wiedzieli jak się uczyć, sama wiele się z niej nauczyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, skoro tak duży nacisk kładziony był w promocji książki na naukę języka szwedzkiego, zdecydowanie trzeba było to bardziej wyeksponować w samej książce. Polecam "Brain Rules", Głowa do liczb" i "Fluent Forever", jest tam dużo więcej praktycznych informacji dot. procesów uczenia się. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Zażyczyłam sobie tę książkę jako prezent noworoczny, zatem zagłębię się w lekturę dopiero za kilka tygodni. Twoja recenzja troszeczkę ostudziła mój entuzjazm, ale coś czuję, że Twój blog może stanowić swego rodzaju uzupełnienie do treści książki :) Jestem tutaj pierwszy raz, ale mam zamiar zostać na dłużej i poczytać co ciekawego masz do powiedzenia na temat nauki języków. Pozdrawiam! :)

    mniej-czy-wiecej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem jesteś zawiedziona głównie dlatego, że zbyt duże nadzieje pokładałaś w tym, że będzie to książka o nauce języków. Z mojej perspektywy nauka Szwedzkiego i nauka do egzaminu na testera piwa to tylko przykłady i niejako próba udowodnienia, że to działa.

    Jestem w 100% przekonany, że gdyby skupił się tylko na Szwedzkim, zostałby skrytykowany, że tylko o tym pisze. W końcu książka nosi tytuł "Włam się do mózgu" a nie: "Nauka Języków". Dodatkowo Radek nie próbuje robić z siebie eksperta w dziedzinach gdzie nim nie jest... I bardzo dobrze. Szczerze mówiąc nie wiem ile on zna języków no ale pewnie z dwa: Angielski i Szwedzki więc możliwe, że i tak byłby sporo poniżej Twoich umiejętności i nie był by postrzegany jako kompetentny ekspert w tej dziedzinie.

    Jak dla mnie właśnie super w tej książce było to, że nie zawężał się do jednego tematu i jednego zastosowania. To poszerza horyzonty i automatycznie czytając myśli się, gdzie i jak można byłoby tego użyć.
    Nie uważam też, że brak biologicznych uzasadnień to wada. To nie jest książka dla ekspertów tylko dla zwykłych ludzi. Ma być przystępna w odbiorze i łatwa do zapamiętania. Jeżeli kogoś interesują takie szczegóły to przecież na wszystko ma swoje przypisy i można łatwo znaleźć badania które nas interesują. Nie sądzę, żeby do jazdy samochodem była potrzebna wiedza o konstrukcji silnika i podobnie jest w przypadku tej książki.
    Podsumowując uważam, że jest jak najbardziej ok dla ludzi zaczynających w tym temacie. Ona ma na celu zoptymalizować sposoby naszej nauki, a nie sprawić, że będziemy mogli wykładać o tym w szkole.

    Tomek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomku, zgadzam się z Tobą co do typu publikacji i grupy docelowej. Tak jak wspomniałam w poście, wiele osób skorzysta z wiedzy opisanej w książce, głównie laicy.

      Jednak nigdzie nie wspomniałam, że uważam, że książka powinna być tylko o języku szwedzkim. Po prostu - prawie nie ma go tam wcale, a uważam, że powinno być więcej, skoro sam Radek Kotarski użył tego elementu jako głównej dźwigni marketingowej w promocji książki (patrz podlinkowany fil
      na YT). Ergo - sam wywołał pewne oczekiwania.
      Tytuł książki też siłą rzeczy narzuca skojarzenia i oczekiwania dotyczące mechanizmów działania mózgu, a tego również w publikacji brakuje.
      I tyle :-)

      Bardzo się cieszę, że ta książka i mój post wywołują dalsze dyskusje, bo temat skutecznej nauki jest mocno zaniedbywany.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń