Case study - czyli coachingowe studium językowego przypadku. Część druga

Nowy przypadek

Kilka tygodni temu opisałam pierwszy coachingowy przypadek. Dziś zapraszam na kolejny, nieco inny niż poprzedni. Coraz więcej osób zgłasza się do mnie z problemem, który krótko można by ująć stwierdzeniem "chcę mieć wszystko!" Na czym polega? Zapraszam na case study.

I want it all! - czyli chcę mieć wszystko

Znasz to? Uczysz się jednego języka, idzie Ci dobrze, ale po jakimś czasie zaczynasz się nudzić i czujesz potrzebę powiewu świeżości. Sprawnie przeskakujesz zatem na kolejny. Uczysz się go, idzie Ci dobrze, ale po jakimś czasie zaczynasz się nudzić i czujesz potrzebę powiewu świeżości... i tak w kółko.

Zjawisko to określam mianem "chcę mieć wszystko!" Osoby, które w ten sposób uczą się języków cierpią na coś, co nazwałabym syndromem niedoszłego poligloty. Według mnie wynika z presji na znajomość języków, "im więcej, tym lepiej (mniejsza o jakość!)". O kulcie poligloty pisałam w ubiegłym tygodniu, zachęcam do zapoznania się z tekstem tutaj.

Studium językowego przypadku

slowlingo, nauka języków online, obieżyświat
pixabay.com
Dzisiejszy przypadek to Agata, młoda wolontariuszka, obieżyświat i zagorzała wielbicielka seriali kryminalnych. Z racji swojej miłości do podróży i pracy wolontariackiej na całym świecie, Agata kocha także uczyć się nowych języków, by móc porozumiewać się z ludźmi, którym pomaga.
To najbardziej niesamowite uczucie, gdy mogę komuś zaoferować pomoc w jego własnym języku. Od razu zyskuję zaufanie takiej osoby, otwiera się przede mną i łatwiej jej pomóc. Ale potem wyjeżdżam w inne miejsce i uczę się już innego języka. Niedosyt po poprzednim pozostaje, ale jednocześnie czuję ekscytację nowości. Gdy wracam do domu z kolei czuję frustrację, tyle porozpoczynanych przedsięwzięć językowych i żadne nieukończone. Uczyłam się już (oprócz angielskiego i niemieckiego) hiszpańskiego, portugalskiego, suahili i zulu, afrikaans. W każdym porozumiem się w podstawowych sytuacjach, ale nic więcej. Teraz chcę trochę odpocząć i przygotować się do samodzielnej wyprawy po Azji. Nie chcę by pozostałe języki "uciekły", bo włożyłam w naukę tych podstaw wiele serca i wiąże się z nimi wiele wspomnień. Ale przecież muszę nauczyć się podstaw innych, nowych języków azjatyckich. Jestem trochę rozdarta, nie wiem jak to zrobić, czuję się przytłoczona. 
Tak opisuje swoją sytuację Agata. Kluczową kwestią nie jest brak motywacji, czy zapału do nauki, bo tego Agacie nie brakuje wcale. Podstawowym problemem jest niezdecydowanie i brak jasnego celu w nauce. To bardzo powszechny problem.

"Po co...?", czyli pytania coachingowe

Z Agatą od razu przeszłam do konkretów. Było jasne, że głównym problemem są dla niej nieznane cele. Nie mając celu i nie znając korzyści, kluczyła pomiędzy językami w poszukiwaniu nieokreślonego spełnienia. Zasypałam ja następującymi pytaniami:
  • Co daje Ci nauka języków? Jakie wartości wspiera?
  • Dlaczego uczysz się każdorazowo lokalnego języka?
  • Czy uczysz się lokalnych języków dla tambylców, czy jednak dla siebie?
  • Jak się czujesz ucząc się nowego języka?
  • Co czujesz, gdy porzucasz język?
  • Zrób listę za i przeciw nauce każdego języka, który znasz, porównaj listy. Jakie są Twoje wnioski?
  • Wypisz po 5 korzyści dla Ciebie z nauki każdego z języków. Patrz w przyszłość.
  • Czy uważasz, że jesteś w stanie uczyć się kilku języków na raz?
  • Jaki masz plan dla każdego z języków? Gdzie chcesz go wykorzystać? Jak chcesz go pielęgnować?
  • Za czym naprawdę gonisz? Czego chcesz w życiu? Opisz dokładnie jak się widzisz za 4,5 roku od teraz: co robisz o tej porze dnia, w tym dniu tygodnia, gdzie jesteś, co masz na sobie etc.
  • Co stracisz, jeśli odpuścisz?
  • Dlaczego nie potrafisz odpuścić?

Totalne zaskoczenie

Agacie udało się spisać listy za i przeciw nauce języków, nawet wypisać korzyści. Z trudem, ale także udało jej się "wykombinować" plan nauki. 

Najbardziej zaskoczyły ją jednak ostatnie trzy pytania. Przez chwilę milczała, po czym odpowiedziała, że musi się zastanowić. I zastanawiała się dość długo, bo odkładała naszą kolejną sesję ponad 3 tygodnie. Pozwolę jej samej skomentować to, co wypracowała. Gdy spotkałyśmy się ponownie powiedziała:
Nie żałuję nauki żadnego z języków. Znajomość ich dała mi bardzo dużo. Nie zamierzam także w tym momencie rezygnować z nauki kolejnych, by komunikować się podczas podróży marzeń po Azji. Ale zdałam sobie sprawę, że nie stracę nic, jeśli nie wrócę do afrykańskich języków. I nie czuję już żalu, że je odpuszczę. To były narzędzia, których potrzebowałam. I to jest ok, teraz ich nie potrzebuję. Wizualizacja przyszłości, taka szczegółowa, uświadomiła mi, że za podróżą do Azji kryje się mój cel życia. Chcę pracować charytatywnie w Tajlandii i dzielić się tym na blogu lub na kanale (YouTube)! Za te 4 lata o tej porze (dnia/tygodnia) widzę siebie z kawą, przed komputerem, opisującą kolejną fascynującą osobę, którą poznałam i której pomogłam. Moim językowym celem jest teraz więc język tajski. Dlaczego tak trudno było mi odnaleźć ten cel? Ta wyprawa i wizja przyszłości to coś, na czym bardzo mi zależy. Chyba bałam się do tego przyznać. Bałam się, że coś się nie uda, że nie dam rady. I chyba właśnie dlatego rzucałam się w wir innych przygodnych języków. Teraz czuję... spokój.
Dla mnie to szalenie inspirująca historia, a Agata jest niezwykle inspirującą osobą. Bardzo się cieszę, że miałam przyjemność z nią pracować.

Czy Ty także uczysz się kolejnego i kolejnego języka, ale zawsze czujesz niedosyt? A wiesz dlaczego tak jest? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

2 komentarze:

  1. AOj tak tak :) znam to uczucie. Co więcej -znam podobna osobę w o której piszesz ;). Co do mnie, nie mam takich problemów jak Agata, ale w przeszlosci zdarzało sie wiele lat temu - teraz po latach mam "swoje" główne języki które znam (2) lub ciagle uczę się(1) by znać świetnie, a co pozostałych nie mam złudzeń, nie potrzebuje ich na zaawansowanych poziomach ale lubie - (2) uczę się głównie do podrożowania (oba słowiańskie więc dużo wysiłku to nie jest), a jednego z lingwistycznej pasji (+podróże, i tu paradoksalnie mam najwięcej frajdy, może za pół roku minie ale szczerze - niespełnione marzenie o nauce jakiegoś języka altajskiego w końcu się realizuje i od lat widzę że niewiele się zmieniło -ta grupa języków jest po prostu piękna w mych oczach -niezaleznie czy znam tam kogoś czy nie). Myślę jednak że warto od początku określić sobie cel i poziom na którym chcesz znać jakiś język. Jeśli prosta konwersacja z pytaniem o drogę i co lubisz robić wystarczy, to można sie uczyc i 15 języków, co za różnica. I tak poza to nie wyjdziemy. Jeśli jednak bierzemy na poważnie jakiś język - to musi potrwać nawet parę lat. Taki cel faktycznie powinien wpisywać się w ogólne cele życiowe, jak inaczej bowiem zadbać o swoją motywację przez tyle czasu? Ciekawy post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ja wielokrotnie spędzałam długie godziny próbując wyperswadować sobie naukę kolejnego języka, którego i tak nie opanuję. Teraz, życie i brak czasu na wszystko zweryfikował te najważniejsze języki.
      Lili, bardzo dziękuję za wyczerpujący komentarz. Trzymam kciuki za altajski. Pozdrawiam.

      Usuń